W oświadczeniu przed Izbą Gmin szefowa rządu relacjonowała, że rozmowy w trakcie środowego szczytu Rady Europejskiej były "trudne". "Co nie jest zaskakujące, wielu z naszych europejskich partnerów podziela głęboką frustrację z powodu tego impasu" - mówiła.

Jednocześnie May podkreśliła, że ustalone kompromisowe przedłużenie procesu wyjścia z UE do 31 października br. zawiera opcję wcześniejszego opuszczenia Wspólnoty w razie ratyfikacji porozumienia w tej sprawie przez brytyjski parlament.

Jak zastrzegła, takie rozwiązanie wciąż pozostawia opcję szybkiego przeprowadzenia brexitu w terminie, który nie będzie wymagał udziału Wielkiej Brytanii w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Brytyjska premier skupiła się na przedstawieniu argumentacji za prowadzeniem rozmów z opozycyjną Partią Pracy, przyznając jednak, że "znalezienie porozumienia nie będzie łatwe, bo do osiągnięcia sukcesu konieczne jest, aby obie strony poczyniły ustępstwa".

"Jakkolwiek jednak może to być trudne politycznie, to głęboko wierzę, że w tej sytuacji, kiedy Izba tkwi w impasie, jest naszym obowiązkiem (...) podjęcie próby wspólnego zrealizowania tego, za czym zagłosowali Brytyjczycy. Myślę, że właśnie tego oczekują od swoich polityków, kiedy wymaga tego interes narodowy" - tłumaczyła.

"Wiem, że cały kraj jest głęboko sfrustrowany tym, że proces wyjścia z Unii Europejskiej wciąż jeszcze się nie zakończył. Nigdy nie chciałam tego wydłużenia procesu i głęboko żałuję, że nie byliśmy w stanie uzyskać zgody tej Izby dla porozumienia, które pozwoliłoby nam opuścić Wspólnotę w łagodny i uporządkowany sposób" - przyznała.

May dodała, że w razie niepowodzenia tych konsultacji jej rząd zamierza poddać pod głosowanie w parlamencie "niewielką liczbę opcji dotyczących przyszłych relacji z UE", a następnie będzie gotów realizować to rozwiązanie, które uzyska największe poparcie.

W piątek posłowie rozpoczną dwutygodniową przerwę wielkanocną i parlament wznowi obrady we wtorek, 23 kwietnia - ledwie dwa tygodnie przed zaplanowanymi na 2 maja wyborami samorządowymi w W. Brytanii.

"Wykorzystajmy tę okazję, aby zastanowić się nad decyzjami, które będą musiały być szybko podjęte po naszym powrocie po Wielkanocy, i znajdźmy sposób na wyjście z tego impasu" - zaapelowała premier.

Odpowiadając na jej słowa, lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn skrytykował rząd, mówiąc, że podjęta w środę decyzja Rady Europejskiej oznacza, iż "Wielka Brytania rozpocznie proces przygotowań do organizacji wyborów do Parlamentu Europejskiego, będąc w nadzwyczajnej sytuacji, w której nie wiemy, czy nowi europosłowie obejmą swoje mandaty lub na jak długo".

"To wszystko dzieje się ledwie trzy tygodnie po tym, gdy premier powiedziała tej Izbie, że nie jest gotowa na opóźnienie brexitu poza datę 30 czerwca" - przypomniał, uznając to za "dyplomatyczną porażkę i kolejny kamień milowy dotyczący błędnego zarządzania przez rząd całym procesem brexitu".

Corbyn pochwalił jednak decyzję May o rozpoczęciu konsultacji z opozycją, podkreślając, że prowadzone dyskusje są "poważne, szczegółowe i ciągle trwają", a rząd "wskazał, że może być gotowy do zmiany stanowiska w kluczowych kwestiach, które dotychczas blokowały przyjęcie proponowanej przez premier umowy".

"Partia Pracy będzie uczestniczyła w konstruktywny sposób w tych rozmowach, bo szanujemy wynik referendum i jesteśmy zdeterminowani, aby chronić miejsca pracy, przemysł i standardy życia przez wypracowanie bliskich relacji gospodarczych z Unią Europejską" - zapewnił.

Szef laburzystów zaznaczył jednak, że "jeśli okaże się to niemożliwe, wszystkie opcje pozostają na stole", nie wykluczając podjęcia próby organizacji drugiego referendum w sprawie wyjścia ze Wspólnoty.

Sama May wykluczyła jednak taką opcję, powtarzając, że ponowny plebiscyt w tej sprawie pogłębiłby jedynie istniejące podziały w brytyjskim społeczeństwie, a posłowie dwukrotnie odrzucali w głosowaniach w Izbie Gmin taką propozycję.

Jednocześnie grupa eurosceptycznych posłów rządzącej Partii Konserwatywnej ostro zaatakowała szefową rządu za ustępstwa wobec UE. Jeden z liderów tej frakcji Bill Cash wezwał wręcz May do ustąpienia ze stanowiska, co ona skwitowała jedynie śmiechem i słowami: "Myślę, że pan poseł zna moją odpowiedź na to pytanie".

Na środowym szczycie Rady Europejskiej podjęto decyzję o przedłużeniu procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE z 12 kwietnia do 31 października br. Pierwotnie kraj miał opuścić Wspólnotę 29 marca br.

Przywódcy 27 pozostałych państw członkowskich UE podkreślili także, że jeśli brytyjski parlament nie ratyfikuje odpowiednio wcześnie umowy ws. brexitu, rząd w Londynie będzie zobowiązany do organizacji planowanych na 23 maja br. wyborów do Parlamentu Europejskiego. Niewywiązanie się z tego obowiązku skutkowałoby brexitem bez umowy w sobotę, 1 czerwca br.

Jednocześnie ponownie wykluczono renegocjacje głównej umowy wyjścia z UE, ale podtrzymano gotowość do wprowadzenia zmian w politycznej deklaracji dotyczącej przyszłych relacji.

Rada Europejska powtórzyła także swoje oczekiwania, że w trakcie przedłużenia Wielka Brytania pozostanie "konstruktywnym" i "odpowiedzialnym" członkiem UE, odrzucając tym samym sugestie części eurosceptyków z rządzącej Partii Konserwatywnej, którzy sugerowali próbę zakłócania prac Wspólnoty od środka.

Sienicki: Musimy przygotować się na twardy Brexit

Brytyjska Izba Gmin dotychczas trzykrotnie odrzuciła przedstawiany przez rząd May projekt porozumienia ws. wyjścia ze Wspólnoty - pierwszy raz w styczniu i dwukrotnie w marcu br.