statystyki

Parafianowicz: O prezesie, który stracił zainteresowanie ministrem

autor: Zbigniew Parafianowicz18.03.2019, 08:57; Aktualizacja: 18.03.2019, 08:59
Zbigniew Parafianowicz

Zbigniew Parafianowiczźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Formalnie w Polsce ambasadorów powołuje i odwołuje prezydent na – zaakceptowany przez premiera – wniosek szefa MSZ. Poza przesłuchaniem kandydata przez sejmową komisję spraw zagranicznych nie ma w tym procesie zadań dla parlamentu i szeregowego posła. Praktyka pokazuje jednak, że bywa z tym różnie. Jeszcze przed wymianą Witolda Waszczykowskiego na Jacka Czaputowicza kluczową rolę w powoływaniu przedstawicieli Polski w strategicznych państwach odgrywał prezes Prawa i Sprawiedliwości.

 Jak przekonują rozmówcy DGP, Jarosław Kaczyński wysłuchiwał propozycji kadrowych składanych przez kierownictwo MSZ. Przy jednych przysypiał, przy innych coś komentował. Zdarzało się, że gdy uzgodnione osoby obejmowały placówkę – nagle je krytykował, przekonując, że to przecież nie jego człowiek. W końcu szef MSZ miał jeździć na Nowogrodzką z kartkami, sporządzając notatki z opisem, na które osoby zgadza się prezes. Tak, aby na wypadek focha mieć jakąś podstawę do przekonywania, że konkretna osoba dostała rekomendację Nowogrodzkiej. Historia nominacji ambasadorskich to laboratorium problemów, z którymi musi się mierzyć szef polskiego MSZ pod rządami PiS. Niezależnie od tego, kto akurat nim jest.

Jacek Czaputowicz do swojego sejmowego wystąpienia mógłby wpisać w zasadzie wszystko. Ostatecznie i tak najważniejsze decyzje zapadają przy Nowogrodzkiej. Efekty tego bywają zabawne. Tak jak w relacji jednego z dyplomatów, który miał okazję trafić na przesłuchanie do Jarosława Kaczyńskiego. Jak wspomina, dyskusja zeszła na kwestie uzbrojenia marynarki wojennej jednego z państw NATO. Prezes z profesorską manierą, ex cathedra, poprawił kandydata, korygując podaną przez niego liczbę łodzi podwodnych, którymi dysponuje omawiane państwo.

Taki półformalny styl to jednak zbyt mało, by kształtować współczesną dyplomację. Ona nie będzie skuteczna, jeśli jej filozofia zostanie oparta na tajemniczych naradach w pokoju prezesa. W przypadku relatywnie słabego państwa logika centralnego ośrodka dyspozycji – (COD) wymyślona przez Jarosława Kaczyńskiego – osłabia możliwości dyplomacji, a nie je wzmacnia. Centralizacja, która w założeniu ma wyrwać aparat urzędniczy z bezwładu, jeszcze bardziej go pogłębia.


Pozostało jeszcze 57% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (5)

  • Vici(2019-03-18 12:47) Zgłoś naruszenie 42

    POLACY MAJĄ JUŻ DOSYĆ WREDNEGO KARŁA MORALNEGO KACZYŃSKIEGO. CZŁOWIEKA PODŁEGO I ZAKŁAMANEGO. PRECZ. PRECZ. PRECZ DO PIEKŁA. ZA OSKARŻANIE O ZAMACH W SMOLEŃSKU, ZA SZCZUCIE POLAKÓW NA POLAKÓW, ZA CHCIWOŚĆ, ZA HIPOKRYZJĘ, ZA PODŁOŚĆ. DO PIEKŁA DO PIEKŁA DO PIEKŁA.

    Odpowiedz
  • Wisła(2019-03-18 11:04) Zgłoś naruszenie 30

    foch albo przypadłość wieku..

    Odpowiedz
  • green(2019-03-18 10:17) Zgłoś naruszenie 06

    Zawodowy szczekacz lewacki i tyle z tej podawanej tutaj "wiadomosci"

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie