Czego będą dotyczyły pana pierwsze działania jako rzecznika praw dziecka?

Mikołaj Pawlak: Przejęcie pracy w urzędzie po 10 latach zarządzania przez jedną osobę na pewno nie będzie łatwe, ponieważ została już utrwalona pewna metoda funkcjonowania tego urzędu. Chciałbym jednak wprowadzić nieco inną formułę i nowe zagadnienia. Z pewnością trzeba poprawić rozpoznawalność instytucji Rzecznika Praw Dziecka, wykorzystując chociażby tak podstawowe narzędzia, jak strona internetowa czy media społecznościowe.

Za bardzo naglący problem uważam znaczącą liczbę samobójstw i depresji wśród dzieci. Konieczna jest pilna diagnoza przyczyn tej sytuacji, a także analiza, dlaczego rodzice, szkoła czy pracownicy medyczni często nie potrafią odpowiednio wcześnie pomóc dziecku, które planuje targnąć się na swoje życie. Część problemów nastolatków może być konsekwencją nieodpowiedniego korzystania z internetu – daliśmy dzieciom wspaniałe narzędzie komunikacji, ale nie nauczyliśmy ich, jak z niego korzystać. Musimy wspólnie ze specjalistami zastanowić się, jak skutecznie przeciwdziałać tej zabójczej tendencji.

Kolejnym istotnym problemem jest dostęp dzieci i młodzieży do pornografii w internecie. To my, dorośli, jesteśmy od tego, żeby nowe pokolenia kształtować dla przyszłości narodu, państwa, społeczności UE i świata. Tymczasem dzieci w Polsce mają swobodny dostęp do pornografii, co w przyszłości może oddziaływać na ich życie rodzinne i zawodowe. Można rozważyć rozwiązania podobne do tych, które zostały wprowadzone w Wielkiej Brytanii. Działający tam operatorzy – bez ingerencji państwa – sami przyznali, że zbytnie rozpowszechnienie treści pornograficznych jest niebezpieczne. Wprowadzili zasadę, zgodnie z którą zapoznawanie się z tymi treściami jest możliwe dopiero po użyciu karty kredytowej. A kartę może otrzymać tylko osoba dorosła. Warto rozpocząć debatę na ten temat z udziałem przedsiębiorców, organizacji pozarządowych i przedstawicieli rządu.

To ważne rozwiązania systemowe, ale uprawnienia rzecznika wykorzystam przede wszystkim w sprawach indywidualnych, pomagając konkretnym dzieciom. Pomoże mi w tym doświadczenie z praktyki adwokackiej i pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie zajmowałem się sprawami rodzinnymi. Dzięki temu dobrze wiem, które instytucje mające uprawnienia, aby pomagać dzieciom i rodzinom, nie potrafią działać wspólnie w sytuacjach trudnych, gdy rodzice nie radzą sobie z wychowaniem dziecka albo w rodzinie dochodzi do nieprawidłowych zachowań. Do rzecznika wpływają tysiące takich spraw, tylko w niektórych rzecznik jest w stanie wziąć udział, ale wszystkie te sprawy mogą pomóc w zdiagnozowaniu prawdziwych źródeł problemów.

Chcę podkreślić także rolę profilaktyki – dlatego będę zwracał szczególną uwagę na to, żeby system edukacji był nakierowany przede wszystkim na dobro dzieci, np. przez właściwą organizację czasu wolnego po szkole czy ograniczanie nauczania w systemie zmianowym.

Jak ocenia pan przeprowadzaną reformę edukacji? Czy pana zdaniem udało się zapewnić dzieciom ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi realizację ich praw?

M.P.: Ten problem był sygnalizowany już od wielu lat, obecnie, z uwagi na zmianę organizacji szkół, takie głosy pojawiają się częściej. Z pomocą ekspertów zajmujących się edukacją chcę tę kwestię przeanalizować i być może konieczne będzie zasugerowanie pewnych zmian organizacyjnych lub legislacyjnych. Już w piątek, gdy po raz pierwszy przyszedłem do urzędu, poprosiłem pracowników zespołu zajmującego się edukacją o przygotowanie materiałów na ten temat. Zapewne poproszę przedstawicieli resortu edukacji o spotkanie w tej sprawie.

Podkreśla pan potrzebę analizy wielu problemów dotyczących dzieci. Czy będzie pan polegał na wiedzy i doświadczeniu pracowników biura, czy będzie pan współpracował z ekspertami z zewnątrz?

M.P.: Biuro rzecznika obsługuje urząd od strony administracyjnej, ale na pewno będę korzystał z opinii innych ekspertów. Do tej pory było tak, że ciało doradcze powołane przez pana Marka Michalaka działało przy urzędzie i specjaliści z różnych dziedzin pro bono pomagali rzecznikowi. Jednak gremium to było powołane jedynie na czas kadencji mojego poprzednika, a zatem teraz muszę powołać nowy zespół doradców. Nie wykluczam oczywiście udziału dotychczasowych ekspertów, będę chciał spotkać się z nimi, mam nadzieję, że skorzystają z zaproszenia. Jest taka rzymska maksyma "audiatur et altera pars" – "wysłuchaj innych stron" i tej zasadzie będę wierny. Zawsze będę się wsłuchiwał w głos specjalistów z różnych organizacji i o różnych poglądach. Myślę, że niezwłocznie po nowym roku zwołam pierwsze spotkania z osobami chętnymi do pomocy.

Specjaliści z komisji kodyfikacyjnej powołanej przez pana poprzednika przed kilkoma miesiącami przedstawili projekt nowego Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Projekt zmian w tych przepisach przygotowało także Ministerstwo Sprawiedliwości w czasie pana pracy w tym resorcie. Z perspektywy urzędu, który obecnie pan sprawuje, jakie zmiany w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym należałoby wprowadzić?

M.P.: Przed tygodniem projekt największej od wielu, wielu lat, i mam nadzieję skutecznej, reformy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, którego byłem współautorem, trafił na Komitet Stały Rady Ministrów. Był on pozytywnie zaopiniowany przez wiele środowisk, także przez Sąd Najwyższy i Rzecznika Praw Obywatelskich. Ta nowelizacja dotyczy m.in. kwestii alimentów i mediacji przed rozwodem. Mam nadzieję, że dzięki tym zmianom prawo rodzinne będzie bardziej skuteczne.

Projekt zgłoszony przez komisję kodyfikacyjną przy RPD jest szeroki, dotyka też bardzo istotnych kwestii dotychczas nieuregulowanych, np. prawa wykonawczego rodzinnego. W tej części ta inicjatywa rzecznika jest cenna i mam nadzieję, że będzie kontynuowana. Nie do końca zgadzam się natomiast z zaproponowaną zmianą terminu "władza rodzicielska" na "odpowiedzialność rodzicielska". Może warto zastanowić się na innym rozwiązaniem.

Jaka jest pana opinia o opiece naprzemiennej? Czy właściwe byłoby doprecyzowanie tej kwestii w przepisach prawa?

M.P.: Opieka naprzemienna jest tylko jedną z form sprawowania przez rodziców opieki nad dzieckiem. To zawsze jest kwestia indywidualnych rozstrzygnięć sądowych i tym samym nie jest możliwe jej precyzyjne ustalenie w przepisach prawa. Oczywiście ideałem jest pełna rodzina, w której rodzice się rozumieją i są przykładem dla dziecka. Gdy jednak decydują się na rozstanie, powinni pamiętać, że dziecko zawsze będzie ich łączyć i konieczne jest porozumienie w kwestii opieki. W takich przypadkach nie ma jednak sytuacji idealnych. We Włoszech jedną z zasad opieki naprzemiennej jest to, że to nie dziecko przeprowadza się raz do jednego, raz do drugiego rodzica, ale to ono ma przydzielone mieszkanie i rodzice wymieniają się opieką nad dzieckiem. Zapobiega to sytuacji, że dziecko ma dwa łóżka, dwa biurka, dwa zestawy ubrań. Z kolei w Irlandii uzyskanie formalnego rozwodu w przypadku małżeństwa z dziećmi trwa kilka lat, aby rodzice mieli czas na porozumienie się w kwestii opieki. Należy pamiętać, że żadne, nawet najlepsze rozstrzygnięcie sądu, nie zastąpi porozumienia między rodzicami.

Przed kilkoma miesiącami RPD przedstawiał badania, z których wynikało, że choć przyzwolenie na przemoc w wychowaniu dzieci spadło, to jednak nadal 43 proc. badanych akceptuje klapsy. Jak pan skomentuje tę sytuację?

M.P.: Nie ma zgody na jakąkolwiek przemoc wobec dziecka – ani fizyczną ani psychiczną – i tutaj zdecydowanie potwierdzam swoje stanowisko. Przepisy prawne jednoznacznie stanowią, że to jest karalne i nie ma nad tym dyskusji.

Jakie działania należy podjąć, aby skutecznie walczyć z przemocą wobec dzieci? Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że aż 72 proc. nastolatków doświadczyło co najmniej jednej formy krzywdzenia – fizycznego lub psychicznego.

M.P.: Analizowałem ten raport. Już jako dyrektor departamentu spraw rodzinnych w MS współpracowałem z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę. Moim zdaniem ten zwiększony odsetek dzieci doświadczających przemocy jest spowodowany m.in. dostępnością do "złych treści" internetu i przemocą rówieśniczą. Z pewnością trzeba skupić się na diagnozowaniu i przeciwdziałaniu przemocy psychicznej. Wiele organizacji pozarządowych otwiera specjalistyczne ośrodki pomagające dzieciom w takich sytuacjach i jako rzecznik będę wspierać takie działania.

W jaki sposób skutecznie przeciwdziałać pedofilii? Od ponad roku działa rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym, jakie inne działania pana zdaniem należałoby podjąć w tej kwestii?

M.P.: Warto podkreślić, że rejestr pedofilów to działanie długofalowe, sprawcy tego rodzaju czynów dopiero zaczynają mieć świadomość, że również po odbyciu kary będą odczuwali dotkliwe skutki swoich działań. Chciałbym jak najszybciej zapoznać się z analizami stopnia wykrywalności przestępstw seksualnych wobec dzieci i późniejszych skazań za te przestępstwa. We współpracy z organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości planuję weryfikację skuteczności przepisów w tym obszarze. Wtedy przyjdzie czas na ocenę i propozycje zmian.

W komentarzach po pana wypowiedzi w Senacie na temat in vitro pojawiły się zarzuty, że stygmatyzuje ona osoby narodzone w efekcie tej procedury.

M.P.: Chciałbym to jasno raz na zawsze wyjaśnić – nie jestem wrogiem in vitro i nie jestem wrogiem dzieci urodzonych dzięki tej metodzie. Dzieci urodzone w wyniku in vitro mają taką samą godność i będą tak samo chronione i bronione przeze mnie, jak te poczęte metodami naturalnymi. Identycznie. Nie ma żadnej różnicy między tymi dziećmi. Jeśli ktoś twierdzi, że stygmatyzuję dzieci, które narodziły się w ten sposób, to kłamie. Moja wypowiedź została w mediach zmanipulowana, wyrwano fragment z całego kontekstu. Odpowiadając szeroko na pytanie senatora Sławomira Rybickiego, wskazałem w pewnym momencie na takie aspekty tej metody, z którymi się nie zgadzam. W ustawie o RPD jest bowiem jasno określone, że rzecznik ma chronić dzieci "od poczęcia", a więc również dzieci nienarodzone. W tym kontekście i tylko w tym – dotyczącym zamrażania zarodków – uważam, że in vitro jest nieetyczne.

 Podczas debat w parlamencie krytykował pan przepisy dopuszczające aborcję, w szczególności przepisy zezwalające na przerwanie ciąży ze względu na wady płodu, którymi ma zająć się Trybunał Konstytucyjny. Czy pana zdaniem należy zmienić także przepisy dopuszczające aborcję w przypadku gwałtu lub zagrożenia życia matki?

M.P.: Każdy przypadek aborcji to wielka tragedia i trauma. Nie jest czymś, nad czym powinno się przechodzić do porządku dziennego. Zgodnie z moim przekonaniem takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, ale jestem też legalistą, prawnikiem i muszę obowiązujące prawo stosować. Rzecznik nie ma uprawnienia legislacyjnego, decyzja należy do ustawodawcy. Istotne jest, aby każdy przypadek był indywidualnie i skrupulatnie rozpatrywany. To są trudne sprawy, dotyczące sumienia i to niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie.