Akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do warszawskiego sądu przez Prokuraturę Okręgową w Zamościu w grudniu 2024 roku. W środę ruszył proces. Zanim sędzia Piotr Gąciarek otworzył przewód, obrońcy Ryszarda Czarneckiego, wskazując na niezgodność treści aktu oskarżenia z informacją, która wpłynęła z Parlamentu Europejskiego przed jego wniesieniem, zawnioskowali o zwrot aktu prokuraturze celem uzupełnienia. Sąd nie przychylił się jednak do tego wniosku.
Czarnecki się nie przyznaje
Po wnioskach mediów sędzia zastrzegł, że do momentu wydania wyroku niedopuszczalne będzie przytaczanie w sposób bezpośredni treści wyjaśnień oskarżonego. Swoją decyzję sąd odniósł też do świadków. Chodzi o to, by nie sugerować się zeznaniami. Następnie proces ruszył i prokurator Artur Szykuła odczytał akt oskarżenia.
Obecny na sali rozpraw Czarnecki nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Podkreślił, że nie działał z zamiarem wprowadzania w błąd czy oszukiwania Parlamentu Europejskiego, oraz że przedmiotem postępowania jest dawno zamknięta sprawa. Wielokrotnie wskazywał, że wszystkie środki, których oczekiwał od niego Parlament Europejski, zostały przez niego przekazane oraz że podmiot, którego interes ma być chroniony, nie kwestionuje tego rozliczenia.
Polityk zaznaczył też, że nie łamał prawa, ani wewnętrznych regulacji instytucji, a rozbieżności w dokumentach były wynikiem błędów. Wskazywał również, że dla prokuratury i obecnego rządu, pomimo że sprawa jest zamknięta, to jest jedną ze spraw priorytetowych.
Kilometrówki Czarneckiego: zwrócił całość czy połowę?
Następnie zeznawali świadkowie, wśród nich była asystentka polityka. Z aktu oskarżenia wynika, że Czarnecki w sporządzonych i podpisanych przez siebie dokumentach podał nieprawdę odnośnie swojego miejsca zamieszkania w Polsce. Prokuratura informowała, że następnie miał złożyć 243 wnioski o zwrot kosztów podróży, w których – jak stwierdzono – podał nieprawdę, między innymi w kwestii pojazdów, jakimi miał odbywać podróże i liczby przejechanych kilometrów.
Jak relacjonowała w 2024 roku "Gazeta Wyborcza", Czarnecki miał "pięć razy okrążyć ziemię", a w zajmującym ponad 40 stron wykazie jego podróży znaleźć się miały pojazdy takie, jak dwa chińskie motorowery i ciągnik siodłowy.
Według śledczych, miało to wpływ na przyznanie mu nienależnej wypłaty pieniędzy związanych z wykonywaniem obowiązków europosła. Łączna wartość szkody miała wynieść 854 tysiące złotych, a jednocześnie z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany zwrócił dotychczas pokrzywdzonej instytucji kwotę 104,5 tysiąca euro (439,6 tys. zł).
Z kolei Czarnecki informował, że Parlament Europejski przekazał pisemnie swoje stanowisko prokuraturze, podkreślając, że wszystkie środki finansowe zwrócił już dawno. Z relacji polityka wynikało też, że PE nie ma wobec niego roszczeń i że nie podtrzymał kwoty, o której mówi prokuratura.
Ryszard Czarnecki był wiceprzewodniczącym PE
Od 2004 roku Ryszard Czarnecki był posłem do Parlamentu Europejskiego, a w latach 2014-18 pełnił funkcję jego wiceprzewodniczącego. W lutym 2024 roku Prokuratura Okręgowa w Zamościu wnioskowała o uchylenie mu immunitetu w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. W wyborach nie uzyskał mandatu na kolejną kadencję PE, więc przestał go chronić immunitet.
Śledztwo w sprawie niekorzystnego rozporządzenia mieniem prokuratura wszczęła po zawiadomieniu przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Za zarzucany oskarżonemu czyn grozi do 15 lat więzienia. Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 stycznia.