Liderzy najważniejszych ugrupowań zabrali głos tuż po wybraniu przez posłów na stanowisko spikera Johna Bercowa, który piastuje tę funkcję od 2009 roku. Żartując ze swojego wyniku wyborczego, premier Theresa May powiedziała o wyborze Bercowa, że "przynajmniej komuś udało się zdecydowanie wygrać".

"Powinniśmy cieszyć się z faktu, że mamy rekordową liczbę posłów pochodzących z mniejszości etnicznych, w tym czarnoskórych, i pierwszą posłankę ze społeczności Sikhów, a także przedstawicieli niepełnosprawnych i środowiska LGBT" - mówiła szefowa rządu.

"Mam nadzieję, że na podstawie postępu, którego dokonaliśmy w trakcie poprzedniej kadencji, będziemy dalej walczyć ze wszelkimi przejawami dyskryminacji, sprawiając, by nasza polityka była jeszcze bardziej reprezentatywna wobec ludzi, którym służymy" - oświadczyła May.

Jak dodała, "niektórzy winią politykę za podziały, wszyscy zgadzają się, że dzieje się zbyt wiele w polityce - ale pamiętajmy, że może ona być niebywałą siłą, która zmienia świat na lepsze".

Lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy Corbyn dworował sobie w wystąpieniu z premier May, mówiąc, że "szefowa rządu na pewno się zgodzi, że demokracja to coś niezwykłego, co czasami przynosi niespodziewane wyniki".

W serii komentarzy dotyczących powstającego rządu Partii Konserwatywnej, który będzie najprawdopodobniej wspierany przez północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP), Corbyn żartował z May, używając w innym znaczeniu zwrotów, po które premier sięgała w trakcie kampanii wyborczej.

Mówił, że "wyczekuje na mowę tronową (do której dojdzie) tuż po tym, gdy uda się wynegocjować powstanie koalicji chaosu" (tak May określała możliwe porozumienie laburzystów ze Szkocką Partią Narodową i Liberalnymi Demokratami - PAP), a jego ugrupowanie "jest gotowe zaoferować silne i stabilne przywództwo działające w interesie narodowym" (hasło wyborcze May - PAP).

Jednocześnie Corbyn dodał, że cieszy się na pracę w ramach obecnej kadencji parlamentu "niezależnie od tego, jak będzie krótka", robiąc aluzję do ewentualnych kolejnych przedterminowych wyborów w przypadku niezdolności Partii Konserwatywnej do zapewnienia roboczej większości dla rządu.

Z kolei tymczasowy lider Szkockiej Partii Narodowej w parlamencie w Westminsterze Stewart Hosie, który objął stanowisko po utracie przez dotychczasowego szefa klubu Angusa Robertsona mandatu w czwartkowych wyborach, oddał hołd "dużym graczom, których będzie nam brakowało wcześniej niż później".

"Nawet jeśli różnimy się w sprawach dotyczących konstytucji, Brexitu, polityki społecznej, podatków i wydatków, pamiętajmy, że to jedynie różne opinie politycznych rywali, a nie wrogów" - mówił. "Jeśli możemy się nad tym zatrzymać, zachowując więcej szacunku (do siebie nawzajem), dobrze to zrobi działaniu Izby Gmin i naszej polityce" - dodał.

Głos zabrał również lider reprezentacji Demokratycznej Partii Unionistycznej w londyńskim parlamencie Nigel Dodds, który zwrócił uwagę, że jego ugrupowanie jest jedynym w nowym parlamencie, które będzie reprezentować interesy Irlandii Północnej.

Jak dodał, DUP liczy na osiągnięcie porozumienia w trwających od pół roku rozmowach na temat utworzenia rządu w Irlandii Północnej, "w którym każdy będzie mógł odegrać rolę w rządzeniu".

Przed posiedzeniem parlamentu doszło na Downing Street do spotkania liderów DUP Arlene Foster i Doddsa z premier May i rozmów o poparciu mniejszościowego rządu Partii Konserwatywnej.

"Rozmowy z rządem są udane i mamy nadzieję, że wkrótce będziemy w stanie zakończyć je z powodzeniem" - napisała Foster na Twitterze po zakończeniu negocjacji.

Według źródeł telewizji Sky News "obie strony dokonały znaczącego postępu", a formalne porozumienie spodziewane jest najpóźniej w czwartek.

Rządząca krajem od 2010 roku Partia Konserwatywna straciła w czwartkowych wyborach bezwzględną większość w Izbie Gmin (ma 318 posłów wobec wymaganych do większości 326) i prowadzi rozmowy w sprawie poparcia administracji przez DUP, która uzyskała 10 mandatów.

W poniedziałek brytyjskie media poinformowały, że ze względu na trwające negocjacje z DUP rząd May opóźni o kilka dni zaplanowaną na 19 czerwca mowę tronową królowej Elżbiety II; wystąpienie monarchini, formalnie otwierające nową sesję parlamentu, ma przedstawiać plany rządu na najbliższy rok.