Trzy partie czekają w tym roku wewnętrzne wybory

| Aktualizacja:
Borys Budka, Paweł Bańkowski, Marek Wójcik / ShutterStock / Andrzej Grygiel

Sztafetę rozpocznie już w najbliższy weekend Platforma Obywatelska. Kolejne będą PSL i PiS. W dwóch ostatnich ugrupowaniach nie należy się jednak spodziewać rewolucyjnych zmian.

Faworytem w wyścigu do fotela przewodniczącego Platformy jest Borys Budka, ale nawet jego zwolennicy nie chcą zapeszać. – Na spotkania z nim przychodzi dwa–trzy razy więcej osób niż z Tomaszem Siemoniakiem, to pokazuje, że powinien wygrać – mówi polityk PO. – Pytanie, czy uda się to zrobić w pierwszej turze – dodaje inny. Ale zwolennicy Siemoniaka nie składają broni. – Wiele się zmieniło po rezygnacji Bartosza Arłukowicza. On skupiał wokół siebie sporo ludzi, którym z Budką nie po drodze. Siemoniak wzmocnił się ostatnio na Śląsku, zyskał poparcie Zygmunta Frankiewicza, senatora, a wcześniej wieloletniego prezydenta Gliwic. Ale ten region, podobnie jak Wielkopolska, Pomorze Zachodnie czy Warszawa są mocno podzielone, jeśli chodzi o poparcie Budki lub Siemoniaka. Tak że nic nie jest przesądzone – mówi nam jeden z polityków Platformy.

Z punktu widzenia PO istotne będzie nie tylko, kto zostanie nowym szefem, ale także, jaki powstanie nowy układ sił w partii – kto będzie sekretarzem generalnym czy szefem klubu parlamentarnego. Część polityków PO sugeruje, że o tę ostatnią funkcję zabiega Tomasz Siemoniak. Dobry wynik w wyborach i drugie miejsce za Budką będą argumentem, by powierzyć mu tę funkcję. Byłoby to także rodzajem rozejmu po wewnętrznej rywalizacji. Ale apetyt na ten stołek mają także inni politycy, w tym stronnicy Budki, i rekomendacja z jego strony na szefa klubu może być częścią jego wyborczego pakietu.

Wygrana Budki oznaczałaby wymianę kadrową. Do tej pory PO rządzili politycy tacy jak Donald Tusk, Ewa Kopacz czy Grzegorz Schetyna, którzy od początku byli w czołówce partii, teraz przychodzi pora na tych, którzy dotychczas zasilali dalsze szeregi.

Mniejsze skutki będą miały wewnętrzne wybory w PiS, które zaczną się po prezydenckich. Wybierane będą władze partii, ale także struktury. Tu nikt nie spodziewa się rewolucji. – Nie zmienia się zwycięskiego składu – mówi polityk PiS. Dlatego wszystko wskazuje na to, że prezesem będzie nadal Jarosław Kaczyński. Pytanie dotyczy raczej innych ewentualnych przetasowań w kierownictwie.

Także w PiS można się spodziewać „odmłodzenia”. W ostatnich wyborach parlamentarnych sporo młodych polityków osiągnęło dobre wyniki i możliwe, że to będzie przepustka do awansu w strukturach partyjnych. Parlamentarzyści PiS z automatu wchodzą w skład Rady Politycznej, ale to Rada wskazuje Komitet Polityczny PiS. Więc możliwe, że prezes będzie chciał, by również w Komitecie zasiadało więcej polityków z krótszym stażem.

Do wewnętrznych wyborów przymierza się także PSL. W okresie luty–marzec (w mniej optymistycznym wariancie termin może rozciągnąć się na kwiecień) planowane są wybory struktur na szczeblu gminnym i powiatowym. Po wyborach prezydenckich – wybory regionalne i centralne, w tym prezesa PSL. Jak słyszymy, pozycja Władysława Kosiniaka-Kamysza jest niezagrożona, nawet jeśli nie odniesie sukcesu w wyborach prezydenckich. Jeśli chodzi o struktury, także ludowcy spodziewają się, że w większym zakresie do sterów dopuszczeni zostaną młodzi działacze. – W ostatnich wyborach parlamentarnych wielu z nich zyskało imponujące wyniki, to pokazuje ich potencjał – mówi nam jeden z polityków PSL. Jego zdaniem możliwe, że wskutek powyborczych przetasowań z szefowania małopolskim strukturom PSL zrezygnować może Andrzej Kosiniak-Kamysz, ojciec lidera PSL.