statystyki

Polskie Erin Brockovich. Historie kobiet, które wygrały z oporem urzędników

autor: Sylwia Czubkowska14.12.2014, 17:30; Aktualizacja: 14.12.2014, 17:57
kobieta, praca

Po cichu, bez rozmachu i nieodkryte przez filmowców, zwyczajne kobiety też potrafią sporo zdziałaćźródło: ShutterStock

Bez prawniczego wykształcenia, bez wsparcia polityków i dużych pieniędzy stanęły do walki z międzynarodowymi korporacjami lub oporem urzędników. I wygrały.

Reklama


Reklama


Pamiętacie „Erin Brockovich”? Film, za który Julia Roberts dostała Oscara, opowiadający prawdziwą historię samotnej matki pracującej jako pomoc biurowa w jednej z kancelarii prawnych. Erin zaangażowała się w sprawę 600 mieszkańców pewnego miasteczka, które zakłady należące do spółki Pacific Gas and Electric zatruwały powodującym raka chromem, i wywalczyła dla nich 333 mln dol. odszkodowania.

Mały wygrał z wielkim, Dawid pokonał Goliata, sprawiedliwość zatriumfowała. Bardzo hollywoodzka historia. Ale i u nas po cichu, bez takiego rozmachu i nieodkryte przez filmowców, zwyczajne kobiety też potrafią sporo zdziałać. Sprzeciwić się o wiele potężniejszym od siebie i co najważniejsze – zmobilizować społeczności.

Barbara Siegieńczuk: 400 dni okupacji

Barbara ma krótkie, ciemne włosy i długi, cienki warkoczyk. – Dlatego śmieję się, że jestem jak z tego trójwymiarowego filmu, no z „Avatara”. Tam też mieli takie warkoczyki i też walczyli z potężną korporacją o to, by nie zniszczyła ich świata – zaczyna opowiadać. – Czy pamiętam, kiedy się zaczęło? Doskonale, bo to był 4 grudnia 2011 r., moje imieniny, i właśnie z życzeniami zadzwoniła koleżanka. Tak sobie pogadałyśmy, a na koniec jeszcze zapytała, czy słyszałam, że w Żurawlowie będą wiercić – wspomina.

Nie słyszała. Do Żurawlowa, wsi na Lubelszczyźnie, dopiero co sprowadziła się z Zamościa, gdzie miała mieszkanie i niewielką firmę reklamową. – Żurawlów to był plan na odpoczynek, na emeryturę. Szukałam miejsca spokojnego, blisko natury. Tym bardziej te odwierty mnie zaniepokoiły, więc zaczęłam szukać w internecie, o co w ogóle chodzi. Okazało się, że jest plan, by u nas wydobywać gaz łupkowy, a kontrakt na to dostała międzynarodowa korporacja Chevron. Na samym początku pomyślałam, że jeżeli innym mieszkańcom to nie przeszkadza, to mi też nie – mówi kobieta. Mimo to przez weekend przeczytała w internecie wszystko, co się jej udało o łupkach znaleźć. A im więcej czytała, tym bardziej była zaniepokojona, bo okazywało się, że wydobycie gazu łupkowego, choć mniej degradujące środowisko niż kopalnie odkrywkowe, także prowadzi do sporych zniszczeń. Kiedy po weekendzie wróciła z Zamościa do Żurawlowa, okazało się, że we wsi jest już grupa zaniepokojonych mieszkańców.

A w tym czasie przetaczała się przez Polskę fala zachwytu nad łupkami. Media krzyczały, że dzięki nowej technologii staniemy się drugą Norwegią, że zapasy gazu pozwolą nam na energetyczną suwerenność przez dziesiątki, a może setki lat. Zainteresowanie wydobyciem gazu deklarowało coraz więcej firm, koncesje na jego badania dostawała jedna za drugą. Mieszkańcy Żurawlowa jednak wciąż nie wiedzieli, co to oznacza dla ich okolicy.

To, czego dowiadywali się na własną rękę, nie było optymistyczne. Po pierwsze – amerykański Chevron został oskarżony o zatrucie środowiska przy wydobyciu ropy w Ekwadorze. Po drugie – sam proces pozyskiwania gazu zbierał sporo negatywnych opinii. – My zaś zostawieni byliśmy sami sobie, bez rzetelnych informacji, kto, na jakich prawach i co konkretnie ma w naszej okolicy robić – wspomina Barbara. – Aż wreszcie pojawiła się informacja, że przedstawiciele Chevronu przyjadą na spotkanie z nami i wójtem. Pospraszaliśmy mieszkańców okolicznych miejscowości, trochę działaczy ekologicznych i media. Jednak gdy przedstawiciele korporacji zobaczyli, że nie jesteśmy sami, bez słowa wyszli – wspomina kobieta. Ich rzeczniczka przekazała tylko, że chcieli rozmawiać z mieszkańcami Żurawlowa, a nie „z agresywnymi, demagogicznymi grupami ekologicznymi”. – To wszystko budziło w nas coraz więcej pytań o to, czym w rzeczywistości będzie ta inwestycja. Bo owszem, mogli obiecać nam wszystko: nowe drogi, remizę, ale chcieliśmy wiedzieć, co w zamian będą tak naprawdę chcieli tu u nas zrobić – mówi Barbara.

W lutym 2012 r. została wydana decyzja środowiskowa na próbne odwierty w Żurawlowie, ale – jak odkryli mieszkańcy – bez zachowania wszystkich procedur, więc odwołali się w 26 osób do samorządowego kolegium odwoławczego. SKO uznało skargę tylko jednego mieszkańca, którego ziemia bezpośrednio graniczyła z terenem inwestycji. – Myśleliśmy, że to ich skłoni do wycofania, że skoro lokalna społeczność ma opory, to nie będą wiercić. Ale mimo skarg już w marcu wjechał na teren wsi ciężki sprzęt. Najpierw podobno chcieli dokonywać badań metodą 3D, a potem dopiero szczelinować hydraulicznie, czyli frackingować . Już wtedy znałam te słowa, bo choć potrafię mówić po angielsku, to czytałam wszystko o łupkach w sieci – podkreśla Siegieńczuk. – I właśnie wtedy po raz pierwszy ich zatrzymaliśmy. Nie mieli praw do prac, bo na tych terenach od marca do lipca jest okres ochronny ze względu na okres lęgowy ptaków – dodaje.


Pozostało jeszcze 81% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

  • gong(2014-12-15 12:04) Odpowiedz 00

    "Okazało się, że jest plan, by u nas wydobywać gaz łupkowy, a kontrakt na to dostała międzynarodowa korporacja Chevron. Na samym początku pomyślałam, że jeżeli innym mieszkańcom to nie przeszkadza, to mi też nie – mówi kobieta. Mimo to przez weekend przeczytała w internecie wszystko, co się jej udało o łupkach znaleźć. A im więcej czytała, tym bardziej była zaniepokojona, bo okazywało się, że wydobycie gazu łupkowego, choć mniej degradujące środowisko niż kopalnie odkrywkowe, także prowadzi do sporych zniszczeń."

    hehe, pewnie ta pani przeczytała wszystkie strony stworzone przez eko-świrów sponsorowanych przez lobbystów innych sektorów energetyki (jak gazprom). Po takiej propagandowej papce każdy by się przeraził.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama