Sytuacja prezydenta Wiktora Janukowycza jest coraz bardziej niepewna. Wczoraj posłowie podjęli decyzję o przyjęciu wniosku o poddanie pod głosowanie wotum nieufności wobec rządu Mykoły Azarowa. Głosowanie już dzisiaj, a to, jak zachowa się część posłów powiązanych z odsuniętym na dalszy plan oligarchą Dmytro Firtaszem, pozostaje otwarta.

Gdy zamykaliśmy to wydanie DGP, wciąż nie była jasna sytuacja Serhija Lowoczkina, dotychczasowego szefa administracji prezydenta Wiktora Janukowycza. Według ukraińskich mediów Lowoczkin miał się podać do dymisji w sobotę, tuż po brutalnej akcji Berkutu przeciwko manifestantom na kijowskim Majdanie Nezałeżnosti. Nikt tej informacji oficjalnie nie potwierdził, jednak obserwatorzy zwrócili uwagę, że kontrolowana przez Lowoczkina telewizja Inter zaczęła relacjonować wydarzenia przychylnie wobec opozycji.

Współwłaścicielem Interu jest Dmytro Firtasz. Niegdyś król mało przejrzystych transakcji gazowych, obecnie spychany na dalszy plan ze względu na biznesową ekspansję Ołeksandra Janukowycza, syna prezydenta. W ciągu ostatnich dwóch lat struktury powiązane z tzw. simją, rodziną szefa państwa, wygrały państwowe przetargi warte 1,25 mld dol. Simja inwestuje m.in. w energetyce, do tej pory uchodzącej za lenno Firtasza. Dlatego oligarcha, obok rządzącej Partii Regionów, podczas ostatnich wyborów wspierał również opozycyjny UDAR Witalija Kliczki. W odwecie jednak ludzie Firtasza stracili część wpływów w rządzie.

Brutalność władzy spowodowała bunt wspierających ją oligarchów

Teraz ci ludzie odchodzą z Partii Regionów. – To bardzo niepokojący sygnał dla Janukowycza. Wśród posłów, którzy opuścili już ugrupowanie władzy, są znany biznesmen Dawyd Żwanija i powiązana z Firtaszem Inna Bohosłowska. Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej część oligarchów nie zamierza dłużej popierać Janukowycza. Punktem zwrotnym stało się brutalne rozpędzenie demonstracji na Majdanie – mówi DGP ukraiński politolog Taras Berezoweć. Ekspert ocenia siłę Firtasza w Radzie Najwyższej na 20–30 deputowanych. Gdyby wszyscy wycofali poparcie dla Azarowa, premier mógłby dzisiaj stracić urząd, a opozycja – zdobyć pierwszy przyczółek władzy.

Tym bardziej że ewakuacja części deputowanych Partii Regionów to niejedyny przykład nieposłuszeństwa ludzi, na których prezydent powinien móc liczyć. Podczas weekendu specoddziały milicji z zachodniej Ukrainy odmówiły rozpędzenia protestów we Lwowie. Posłuszeństwo władzom w Kijowie wypowiedziały samorządy z zachodniej części kraju – mer Lwowa Andrij Sadowy praktycznie współorganizuje lokalne manifestacje, zaś jego iwanofrankowski odpowiednik Wiktor Anuszkewyczus wczoraj udał się w proteście na urlop. Działania rządu potępia też część ukraińskich dyplomatów. Konsul generalny w Stambule Bohdan Jaremenko wczoraj został za to zwolniony z pracy.

Tymczasem pojawiają się sygnały mogące świadczyć o zmiękczeniu stanowiska Janukowycza także w rozmowach z Brukselą. To właśnie rezygnacja z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE wywołała protesty, nazwane potem Euromajdanem. Prezydent poprosił wczoraj przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Barroso o szybkie przyjęcie ukraińskiej delegacji negocjacyjnej. Z kolei wicepremier Serhij Arbuzow odwołał żądania 20 mld euro pomocy w zamian za podpisanie umowy, której koszty wprowadzenia w życie Kijów oceniał na 160 mld euro. – Te szacunki były teoretyczne. Chodzi o zachowanie naszych miejsc pracy. We wrześniu widziałem inne, które mówiły, że wystarczyłoby nam 3–5 mld euro, by uruchomić procesy modernizacji – powiedział człowiek, przez wielu uważany za osobę numer dwa na Ukrainie.