Polska, kojarzona z gospodarką opartą na węglu, będzie miała się czym pochwalić na organizowanym już po raz trzeci w naszym kraju, a czwarty raz pod naszym przewodnictwem, Szczycie Klimatycznym ONZ, który pod koniec roku odbędzie się w Katowicach. Udało się nam obniżyć emisję gazów cieplarnianych o 30 proc. przy utrzymaniu wzrostu PKB.

Globalne problemy

Wiceminister środowiska Sławomir Mazurek podkreślił rolę miasta gospodarza spotkania. – Katowice bardzo się zmieniły na przestrzeni ostatnich lat, z lotu ptaka to coraz bardziej zielone miasto – powiedział Mazurek. Zwrócił uwagę, że na Śląsku, również w samych Katowicach, kopalń węgla kamiennego jest coraz mniej, a na ich bazie powstają m.in. centra konferencyjne, takie jak to, w którym odbywa się m.in. Europejski Kongres Gospodarczy. – Katowice są stolicą polskiej transformacji. Chcemy, by wszyscy zobaczyli wysiłek regionu śląskiego. Chcemy, by COP 24 został jak najlepiej przygotowany i był wspólnym sukcesem wszystkich zaangażowanych w to wydarzenie – ocenił. Minister Mazurek przypomniał, że polska policja dostanie tu 40 radiowozów hybrydowych, przy pomocy których będą czuwać nad bezpieczeństwem uczestników konferencji.

- Rozmawiamy o emisji gazów cieplarnianych, które mają wpływ na zmiany klimatu. Naszym celem jest przełożenie celów porozumienia paryskiego na praktykę. Polskie cele na COP24 to m.in. zapisy opierające się na swobodzie wyboru sposobu ograniczania emisji. A musimy patrzeć na te działania nie tylko w perspektywie europejskiej, ale i globalnej – dodał.


Polska w dwóch rolach

Gabriela Lenartowicz, posłanka na Sejm i członkini Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa podkreśliła, że Polska na COP24 występuje w dwóch rolach: zarówno organizatora, jak i uczestnika i dopytywała o polskie cele na grudniowy szczyt podkreślając, że to kwestia, wokół której powinna się odbyć poważna debata publiczna. Zwróciła również uwagę, że niespodziewanie pojawił się projekt zmiany ustawy o COP24, którego jednak treść dotąd nie pojawiła się w systemie RCL (Rządowego Centrum Legislacji), co potwierdziła Anna Ogniewska, ekspertka ds. energetyki odnawialnej Greenpeace.

– Koszty organizacji COP24 mają być znacznie wyższe niż zapowiadane 127 mln zł. Dziś okazuje się, że to aż 221 mln! Pytanie czemu, skoro największy z reguły koszt – infrastruktura – na Śląsku jest kompletna. Warto tu przypomnieć, że środki na organizację szczytu pochodzą z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej i nie są dodatkowymi pieniędzmi, a jedynie przesuniętymi z innych projektów, również tych, które nie zostaną w tej sytuacji przeznaczone na czyste powietrze – ostrzegała Lenartowicz.

– Na COP 24 musimy pokazać nie tylko nasze ogólne plany dotyczące m.in. elektromobilności czy gospodarki w obiegu zamkniętym, ale też konkrety – co zamierzamy osiągnąć i jak to się wpisuje we wspólne, precyzyjnie określone cele europejskie ograniczenia emisji CO2. Trzeba wykorzystać ten szczyt do mobilizacji w kraju – mamy nadzieję, że Ministerstwo Energii pokaże Politykę Energetyczną Państwa do 2050 r. – powiedziała Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa energetycznego think tanku Forum Energii. Przypomniała ona, że od roku 2005 r., kiedy z węgla wyprodukowano w naszym kraju 90 proc. energii, zeszliśmy do 78,4 proc. w ubiegłym roku. – Z drugiej strony nasze cele np. dotyczące odnawialnych źródeł energii (OZE) na rok 2020, do których wypełnienia zobowiązaliśmy się w UE, są zagrożone – zauważyła. Chodzi o produkcję 15 proc. energii ze źródeł zielonych, podczas gdy obecnie to poziom ok. 13 proc. Przypomniała, że emisja gazów cieplarnianych w Polsce od kilku lat utrzymuje się na tym samym poziomie, dlatego że wprawdzie energetyka ją redukuje, ale rośnie np. w transporcie.

Nie tylko przemysł

Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB) zwrócił uwagę, że emisje w transporcie rosną także dlatego, że przy okazji likwidacji patologii związanych z VAT w sektorze paliwowym udało się zmniejszyć szarą strefę, co ma wpływ na raportowanie większego zużycia paliwa i bezpośrednio wpływa na zwiększenie emisji w tym sektorze.

– Komisja Europejska forsuje duże obciążenia dla naszej gospodarki, a my jako państwo dla poprawy jakości powietrza naprawdę robimy wiele. Proszę zauważyć, że np. emisje tlenku siarki spadły z 330 tys. ton w roku 2015 do 198 tys. ton. w roku 2016, czyli o ponad 40 proc. Było to związane z licznymi inwestycjami prośrodowiskowymi w naszym przemyśle. A pomimo to nadal wprowadza się nowe akty prawne np. nowe konkluzje BAT (z ang. Best Available Technics – Najlepsze dostępne techniki) nakładające na nas jeszcze nowe obowiązki, które z szacunków będą nas kosztowały setki miliardów złotych – powiedział Szczepański.

Dyrektor IOŚ-PIB podkreślił, że dziś to nie przemysł jest największym problemem, a transport i sektor komunalno-bytowy i właśnie dlatego rząd wprowadził Program „Czyste powietrze”. – I może dlatego tak trudno zrozumieć, dlaczego w Polsce organizujemy COP24? Musimy bronić naszych interesów, z jednej strony prezentując nasze sukcesy dotyczące redukcji emisji CO2 w powiązaniu z transformacją naszej gospodarki, z drugiej strony zaś przedstawiać przyszłe plany redukcyjne uwzgledniające specyfikę naszego kraju i potencjał pochłaniania C02.

– Wypełniliśmy zobowiązania protokołu z Kioto dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych z ponad 30 proc. nadwyżką, a niektóre państwa starej piętnastki UE, np. Hiszpania, nie zrobiły tego. Tymczasem rozbudowuje się unijny system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych EU ETS (obejmuje instalacje przemysłowe m.in. energetyka, ciepłownictwo, cementownie), który jest dla nas niekorzystny – mówił Szczepański.

– Największe wyzwanie w latach 2021–2030 jakie stoi przed Polską to ograniczenie emisji gazów cieplarnianych w obszarze Non-ETS, który obejmuje m.in. transport, niską emisję i rolnictwo, aż o ok. 23 mln ton CO2 rocznie. To stanowi 7 proc. naszej emisji z roku 2005 – przyznał Szczepański.

Z kolei Anna Ogniewska zauważyła, że choć do szczytu zostało mało czasu, to wciąż nie doszło do zapowiadanych spotkań z polskimi organizacjami pozarządowymi w tej sprawie, a energetyka w Polsce nadal ma dwie twarze. – Jedną, którą może reprezentować minister energii Krzysztof Tchórzewski, mówiący o węglu, oraz tę prezydenta COP24, wiceministra środowiska Michała Kurtyki, który widzi klimat i potrzebę zmian. Dobre prowadzenie negocjacji to zbyt mało. Rząd powinien powiedzieć konkretnie, że do danego roku odejdziemy od spalania węgla. Wciąż nie ma aktualnej polityki energetycznej – wyliczała przedstawicielka Greenpeace. – Mamy nadzieję, że polski rząd będzie podnosił swoje ambicje w zakresie działań na rzecz klimatu i energii, bo bez tego nie uda się zrealizować celów porozumienia paryskiego – dodała.

Porozumienie z 2015 r. ze szczytu klimatycznego w Paryżu zakłada działania, które mają nas uchronić przed groźbą zmiany klimatu dzięki ograniczeniu globalnego ocieplenia do wartości znacznie poniżej 2°C. Ogniewska nie zgodziła się ze Szczepańskim, mówiąc, że EU ETS nie stawia nas w złym świetle, zwłaszcza że pieniądze z handlu emisjami mogą wracać do budżetu i być wykorzystywane na transformację energetyki. A mowa tu o miliardach złotych, zwłaszcza że tona praw do emisji zdrożała w ostatnim czasie z ok. 7 euro do ok. 16 euro.

Rewolucji nikt nie zatrzyma

Minister Mazurek podkreślił, że Polska nie zapomina o konieczności poprawy jakości powietrza, a walka ze smogiem jest jednym z priorytetów rządu. Zapowiedział cykl spotkań edukacyjnych na ten temat w związku z programem „Czyste Powietrze”, m.in. spotkania ze specjalistami w każdej gminie. – Mieszkańcy muszą się dowiedzieć, jak mogą modernizować swoje instalacje grzewcze. Bo palenie odpadami czy płytami wiórowymi musi się skończyć. Walka ze smogiem to wyzwanie cywilizacyjne, jak mówi premier Mateusz Morawiecki – powiedział Mazurek.

Warto przypomnieć, że Sejm przyjął niedawno długo oczekiwaną ustawę o jakości paliw stałych, która ma uniemożliwić sprzedaż, a co za tym idzie palenie węglami najgorszej jakości, czyli mułami i flotokoncentratami. Obecnie trwają pracę nad rozporządzeniem określającym normy dla węgla, czyli przepisami wykonawczymi do tej ustawy, które ma przedstawić resort energii.

Gabriela Lenartowicz zwróciła jednak uwagę, że w projekcie rozporządzenia ministra środowiska definicja drewna energetycznego uwzględniała płyty wiórowe ze zużytych mebli, czego słusznie – jak przyznała – nie udało się ostatecznie przeforsować. Zauważyła również, że dziś nawet Polska, której energetyka opiera się na węglu, wie, że nie ma już odwrotu od odchodzenia od paliw kopalnych.

– To jest rewolucja, która jednak nie nastąpi z dnia na dzień. My zaś nie możemy zamknąć się w jakimś rezerwacie ani nie możemy zaklinać rzeczywistości. Trzeba po prostu zaprogramować sensowną mapę drogową – mówiła pochodząca z Katowic posłanka.

Więcej OZE

Anna Ogniewska dodała, że Polska wciąż za mały nacisk kładzie na rozwój OZE, skupiając się na energetyce konwencjonalnej. Jako przykład podała plany budowy nowych odkrywek węgla brunatnego w naszym kraju (to m.in. Ościsłowo i Złoczew – red.). – Trzymam mocno kciuki za to, by te plany nie zostały jednak zrealizowane, bo straty, jakie w związku z nimi poniesie nasze rolnictwo, będą o wiele wyższe niż zyski z tego węgla – podsumowała ekspertka Greenpeace.

Jak wynika z danych Forum Energii w latach 2005–2017 w polskim systemie energetycznym wzrosła rola OZE. Ich moc zainstalowana w zeszłym roku sięgnęła 8,2 GW (wszystkie moce zainstalowane w Polsce to ok. 40 GW), czyli o 7 GW więcej niż jeszcze w 2005 r. Ale rozwój ten został zahamowany w 2016 r. w efekcie m.in. nowelizacji ustawy o OZE oraz tzw. ustawy odległościowej, która ograniczyła możliwość budowy farm wiatrowych na lądzie.

– Pociąg OZE nam odjeżdża, oby nie odjechał ten pozwalający na rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku, bo w jej rozwoju uczestniczą już dziś przecież polskie firmy, m.in. stocznie budujące statki przeznaczone do budowy farm wiatrowych na morzu – podsumowała Ogniewska.

Debata została zorganizowana przez DGP przy współpracy z Fundacją Konrada Adenauera w Polsce oraz Fundacją Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Prowadził Andrzej Godlewski, dziennikarz i wykładowca Uniwersytetu SWPS

Oprac. KAB

Partnerzy: