statystyki

Dlaczego warto czytać Marksa: Polemika Klementowicza ze Stodolakiem

autor: Tadeusz Klementewicz25.05.2018, 07:11; Aktualizacja: 25.05.2018, 07:36
Nie dziwi teza Wolfganga Streecka, że to wierzyciele, a pośrednio korporacje, stali się suwerenem w demokracji reprezentacyjnej. Wobec tego, zdaniem niemieckiego badacza, zamiast kategorii przypisywanych demokracji liberalnej, należy w państwie na kroplówce firm używać precyzyjniejszych kategorii. Zamiast woli obywateli jest życzenie inwestorów, zamiast wyborców – są wierzyciele, prawa obywatelskie zastąpiły umowy, a opinię publiczną – stopy procentowe

Nie dziwi teza Wolfganga Streecka, że to wierzyciele, a pośrednio korporacje, stali się suwerenem w demokracji reprezentacyjnej. Wobec tego, zdaniem niemieckiego badacza, zamiast kategorii przypisywanych demokracji liberalnej, należy w państwie na kroplówce firm używać precyzyjniejszych kategorii. Zamiast woli obywateli jest życzenie inwestorów, zamiast wyborców – są wierzyciele, prawa obywatelskie zastąpiły umowy, a opinię publiczną – stopy procentoweźródło: ShutterStock

Idee mają konsekwencje, ale przecież twórca nie odpowiada za sposób ich realizacji. Czy Jezus z Nazaretu jest winny chociażby XIII-wiecznym pogromom katarów?

Redakcja DGP chlubi się dewizą „Patrzymy obiektywnie, piszemy odpowiedzialnie”, po czym publikuje pamflet dla swoistego uczczenia 200. rocznicy urodzin Karola Marksa. Jego autorem jest nadwiślański liberał Sebastian Stodolak, który nie może pojąć, dlaczego szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oddał hołd patronowi światowej lewicy (Magazyn DGP, „Laurka dla Marksa”, 91/2018).

A przecież unijny urzędnik zrobił to w imieniu oświeconej Europy, ludzi wolnych, równych i racjonalnych. Dlaczego więc Stodolak, gazetowy piewca liberalizmu gospodarczego, nie może zrozumieć Junckera, praktyka i budowniczego regionalnego parku technoliberalizmu, na dodatek współtwórcy raju podatkowego? Różnica między nimi tkwi w uczciwości intelektualnej.

Ideologiczny żar, fundamentalizm, brak perspektywy historycznej uniemożliwiły, jak sądzę, red. Stodolakowi adekwatny osąd. W jego artykule znajdujemy typową amunicję, która ma na wieki pogrzebać Marksa. Stylistyka ocen twórczości trewirczyka to kwieciste epitety w rodzaju „stek bzdur widocznych gołym okiem” (o „Kapitale”) czy „mentalność bolszewicka do kwadratu” (o „Ideologii niemieckiej”). A przecież w tej ostatniej pracy rozważany jest fundamentalny problem nauk społecznych – kwestia urzeczowienia. Pojawia się ona w społeczeństwie, w którym relacje między ludźmi są zapośredniczone przez wymianę rynkową. To wówczas fetyszami stają się towar i kapitał.

Marks zbrodniarzem?

Pierwsza grupa argumentów przytoczonych przez Sebastiana Stodolaka dotyczy krwawych następstw doktryny Marksa. Nawet Hitler, pisze, „wiele zawdzięczał Marksowi”, a tym bardziej Benito Mussolini, skoro ojciec czytał mu „Kapitał” do snu. Tymczasem Marksa i marksizmu dyktatorzy nienawidzili. Ulubieni mistrzowie Hitlera to rasiści, jak Houston Stewart Chamberlain, a także piewcy idei Volk – etnicznego nacjonalizmu. Zdaniem autora poglądy Marksa na rolę przemocy w likwidacji zastanego systemu społeczno-ekonomicznego inspirowały i legitymizowały zbrodnie totalitaryzmów: od Stalina do Pol Pota, a obecnie Maduro w Wenezueli. Ale Marks zmarł w 1893 r. – idee mają konsekwencje, ale przecież twórca nie odpowiada za sposób ich realizacji. Czy Jezus z Nazaretu jest winny chociażby XIII-wiecznym pogromom katarów?


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie