statystyki

Poprawa relacji polsko-ukraińskich? "To już ostatnie lata dyskusji o przeszłości"

autor: Michał Potocki05.04.2018, 07:45; Aktualizacja: 05.04.2018, 07:50
Polska Ukraina

Ukraina, czego nie rozumie znaczna część Polaków, także z elit politycznych, to państwo młode. Jego budowa rozpoczęła się w 1991 r., a tworzenie instytucji – tak naprawdę dopiero w 2014 r., po zwycięstwie rewolucji godności.źródło: ShutterStock

- Nie wiem, dlaczego Rosja uważała, że jeśli zawrze taką umowę z prezydentem, to parlament obowiązkowo ją poprze. Rosja może nie wiedzieć, jak działa demokracja parlamentarna. Ale Polacy powinni byli to pojąć. Weszliśmy już w kampanię wyborczą. Nie wyobrażam sobie partii, która zechce teraz zmieniać tamte ustawy. Ale na przyszłość warto myśleć nad tym, jak przy zmianach prawa unikać takich dwuznaczności - mówi Witalij Portnikow, ukraiński publicysta, współprzewodniczący Ukraińsko-Polskiego Forum Partnerstwa, powołanego przez resorty dyplomacji obu państw

Jak wyjść z pułapki, w którą weszliśmy w naszym dialogu historycznym?

Kontynuować go. W tym, co się dzieje, jest pewna logika. Ukraina, czego nie rozumie znaczna część Polaków, także z elit politycznych, to państwo młode. Jego budowa rozpoczęła się w 1991 r., a tworzenie instytucji – tak naprawdę dopiero w 2014 r., po zwycięstwie rewolucji godności. Wówczas zaczął się etap przejściowy między kolonią a niepodległością. To samo dotyczy spraw historycznych. Do 2014 r. pamięć o przeszłości była pamięcią sowiecką. W Polsce ona nikomu nie przeszkadzała. Były jakieś incydenty na poziomie Galicji. Polsce pasowało to, że Ukraina żyje w radzieckiej narracji. Z Białorusią nie macie sporów o przeszłość, bo ona wciąż żyje w takiej narracji. Jesteśmy potomkami jednej cywilizacji, która istniała na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Żyło tu pięć narodów: Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini i Żydzi. Każdy z nich inaczej patrzy na dorobek I RP. Jest jeszcze jeden problem. Proces budowy nowej tożsamości Ukrainy zbiegł się z końcem okresu europejskiego idealizmu w Polsce i pojawieniem się nastrojów obrony suwerenności. Nie będę ich oceniać w kategorii „dobrze” czy „źle”. To zrozumiały proces, skutek globalizacji. Ona i tak zwycięży, ale przez bóle porodowe trzeba przejść. Społeczeństwa, które żyły w sieci państw narodowych, mogą dojść do równoprawnego partnerstwa tylko poprzez obronę własnej suwerenności.

Jaki to ma wpływ na nasze relacje?

Ukraińska postawa wobec historii zderzyła się z wrażliwością Polaków. W okresie euroentuzjazmu tego nie było. Na ziemiach dawnej RP istnieje pięć modeli pamięci historycznej. Polski model powrotu do Rzeczypospolitej, swoich korzeni, dziedzictwa historycznego i przekonanie, że wszyscy muszą taką wizję podzielać. Białoruski model postradziecki. Litewski postkolonialny: Litwini odbudowują państwowość, odpychając myśl, że po zjednoczeniu Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego ich tożsamość narodowa była zagrożona. Ukraiński model państwa wojującego. I piąty, żydowski, powstały w Izraelu, który traktuje te ziemie jako teren Zagłady. Byłem niedawno w Krakowie i obserwowałem, jak grupy żydowskie spacerują ulicami tego miasta, choć ich program przewiduje tylko odwiedziny Auschwitz. Sam mówiłem izraelskim znajomym: jeździcie do dawnego obozu śmierci, składacie kwiaty i wracacie. A sześć milionów naszych przodków tu żyło, zajmowali się kulturą, życiem społecznym i politycznym. To dziedzictwo narodu żydowskiego. Nie można się go pozbywać. Ten model się powoli zmienia, ale na to potrzeba czasu. To samo dotyczy pamięci ukraińskiej. Kiedy skończy się wojna, inne postacie wyjdą na pierwszy plan.

Jakie?


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie