Patryk Jaki na antenie Polskiego Radia był pytany, czy zobaczymy dokumenty, notki resortowe czy były zastrzeżenia strony izraelskiej do ustawy o IPN.

"Było rzeczywiście dużo uwag do ustawy, ich było dużo w 2016 roku. Potem zmienialiśmy ustawę konsekwentnie, tłumaczyliśmy też nasz punkt widzenia i ta intensywność uwag spadła" - podkreślił wiceminister

Dodał, że w ostatnim roku, w jego gabinecie odbyły się cztery spotkania z ambasador albo zastępcą ambasadora Izraela, "na których ani razu nie padł temat ustawy o IPN".

"Państwo z Izraela interesowali się inną ustawą, która była na wcześniejszym etapie niż ustawa o IPN. Dlatego to był dla nas sygnał: +słuchajcie, nie ma już problemu z ustawą o IPN+" - zaznaczył wiceszef MS.

Dopytywany, o jaką inną ustawę chodziło, odparł, że "reprywatyzacyjną, która była na dużo wcześniejszym etapie niż ustawa o IPN".

Przypomniał, że ustawa o IPN "była po Komitecie Stałym, po Radzie Ministrów, po pierwszym czytaniu (w Sejmie), po czytaniu w komisji". "A ustawa reprywatyzacyjna jest tak naprawdę jeszcze przed Komitetem Stałym. Dlatego, jeżeli ktoś jest winny w konsultacjach to winna jest strona izraelska" - uważa wiceminister.

"Nie mogę doprowadzić do takiej sytuacji, że przed uchwaleniem ustawy będę dzwonić do ambasady Izraela i pytał: +przepraszam, czy na pewno jest wszystko dobrze?+ Przecież nie mogę tego zrobić, bo to degradowałoby polskie państwo" - powiedział Jaki.

Zaznaczył, że "Izrael ma szeroką gamę możliwości interwencji". "Po uchwaleniu tej ustawy ona jeszcze szła do Senatu, mógł użyć noty dyplomatycznej, zrobić spotkanie na szczycie ministrów, a od razu użył bomby atomowej" - zauważył wiceminister.

Patryk Jaki był pytany, czy nie za mały był udział resortu spraw zagranicznych, a także o słowa b. szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, że jego resort ostrzegał, że będą problemy, bo izraelska strona nie jest zadowolona z przepisów noweli o IPN.

"Rzeczywiście, można zobaczyć, że były uwagi Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak wielu innych resortów. Ale one konsekwentnie były uzupełniane. Wszystko było tłumaczone. Szczególnie dotyczyło to 2016 roku. Skoro przez cały rok strona izraelska w osobistych rozmowach z nami nie zgłasza takich wątpliwości, to dlaczego mamy uznać, że coś jest nie w porządku?"- podkreślił Jaki.

Wiceminister był pytany dlaczego w ustawie nie ma wprost zapisu, że używanie sformułowania polskie obozy śmierci jest zakazane. "Gdybyśmy tak zrobili, to przepis byłby nieskuteczny" - ocenił wiceszef MS. Po drugie, jego zdaniem, "bylibyśmy przedmiotem jeszcze większego ataku".

Według wiceministra, jeżeli byśmy zapisali w ustawie wprost "polskie obozy śmierci", a to jest w tej ustawie uchwalone, ale w uzasadnieniu, a nie w treści przepisu, "wówczas gdyby ktoś powiedział +polskie komory gazowe+, albo +Polska odpowiada za Holokaust+, to nie podpadałoby pod ten przepis".

"Jeżeli byśmy stworzyli przepisy w taki sposób, to jestem przekonany, że byłby potężny atak na Ministerstwo Sprawiedliwości, że stworzyło przepis, który nie działa" - powiedział Jaki. Dodał, że "ludzie, którzy chcą świadomie obrazić Polskę, używaliby synonimów, albo innych określeń, które nie podpadałyby pod ten przepis". "Tak się nie tworzy prawa" - oświadczył.

Jaki pytany, ustawa o IPN powinna być procedowana w innym terminie odparł: "Nie, ponieważ nikt nie widział, że ta ustawa jest problemem".

"Nie było sygnałów ze strony Izraela. Owszem, przychodziły pisma, które były związane głównie z interwencjami izraelskich czy żydowskich stowarzyszeń. Owszem, one były również z ministerstwa spraw zagranicznych, ale nigdy strona izraelska, mimo, że miała taką okazję, tego nie zgłaszała. My jako Ministerstwo Sprawiedliwości nie prowadzimy konsultacji z placówkami dyplomatycznymi. To nie jest nasz obowiązek" - podkreślił.

Jaki był pytany, kto będzie wszczynał śledztwo, jeśli okaże się, że np. duża zagraniczna gazeta napisze kłamstwo. "Prokurator może wszcząć postępowanie, w tym wypadku IPN, albo z urzędu, albo na wniosek" - mówił.

Według wiceministra drugi obszar, "który być może będzie skuteczniejszy to jest obszar postępowań cywilnych". "Ponieważ dajemy legitymację procesową w tej ustawie np. różnym instytucjom, które mają w statucie obronę dobrego imienia Polski do pozywania w imieniu państwa" - zauważył.

"Tak m.in. od dawna robi Izrael. Dlatego jestem przekonany, że to wszystko, co się wydarzyło, było bardzo Polsce potrzebne. Polska do tej pory była wygodnym chłopcem do bicia. Jak był jakiś problem, to winna jest Polska. Jeżeli Polskę dało się wrobić w Holokaust, to już da się nas wrobić we wszystko. Dlatego przyszedł ten moment, by powiedzieć dość" - oświadczył.

Wiceszef MS był też pytany, czy oprócz działającej w Warszawie komisji weryfikacyjnej powstaną takie chociażby w Łodzi, Krakowie

"Możliwość tworzenia takich komisji jest w dużej ustawie reprywatyzacyjnej, która jak państwo wiecie budzi jeszcze większe sprzeciwy, m.in. Izraela. Zobaczymy co z tym będzie" - powiedział Jaki.