"Najważniejsze są kwestie bezpieczeństwa prezydenta, osób mu towarzyszących, także tych, które zabezpieczają wizytę. W tym wypadku chodziło o usterkę techniczną, która spowodowała konieczność powrotu samolotu z ekipą zabezpieczającą. Po jej usunięciu osoby zabezpieczające wizytę prezydenta u polskich żołnierzy w Kuwejcie, kontynuowały realizację zadania. Na miejscu byli przed prezydentem i zabezpieczyli wizytę" - powiedział Łapiński.

"Natomiast nie będę tutaj odnosił się do jakichś spekulacji medialnych. Podjęliśmy wszelkie środki, by ten lot odbył się bezpiecznie, w takich sytuacjach nie ma miejsca na ryzyko. Najważniejsze jest to, że prezydent Andrzej Duda, zgodnie z procedurami i wymogami bezpieczeństwa spotkał się w Kuwejcie, spotkał się z polskimi żołnierzami i osobiście złożył im życzenia Bożonarodzeniowe" - dodał.

Minister zapytany o słowa Kornela Morawieckiego o przyjmowaniu uchodźców i otworzeniu korytarzy humanitarnych stwierdził, że zdanie prezydenta w tej sprawie nie uległo zmianie. "Polska powinna pomagać uchodźcom tak jak do tej pory, czyli tam gdzie się znajdują oraz wspierać organizacje humanitarne. I rząd Polski to czyni" - powiedział Łapiński.

"Fakt" opisał w sobotę wydarzenia związane z przygotowaniami do wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kuwejcie. "Zabezpieczający wizytę oficerowie BOR nie mogli polecieć, bo MON nie mogło znaleźć maszyny. A jak już ją znalazło, to w locie rozszczelniły się drzwi" - napisała gazeta.

Według dziennika, 18 grudnia, w poniedziałek, miał odbyć się wylot tzw. grupy przygotowawczej oficerów BOR i pracowników BBN przed wizytą prezydenta w Kuwejcie. Jak podaje gazeta, do wylotu nie doszło z braku sprawnej maszyny. Wylot przeniesiono na następny dzień, już z Poznania, ale - jak pisze "Fakt" - transportowy hercules został uziemiony "z powodu wycieku paliwa", z kolei oba sprawne samoloty CASA "poleciały z szefem MON do Afganistanu".

Po naprawieniu herculesa - podaje gazeta - początkowo Ministerstwo Obrony Narodowej nie wydawało zgody na wylot. "W końcu nastąpił wylot. Wtedy jednak, na wysokości ok. 5000 m, nastąpiło rozszczelnienie drzwi samolotu! Pilot związał je sznurkiem i zawrócił" - czytamy w artykule.