Joe Biden zmusza swojego następcę do stoczenia potencjalnie kosztownej batalii politycznej i prawnej o koncesje wydobywcze na wodach przybrzeżnych.
Tereny wyłączone z odwiertów naftowych
Ponad 2,5 mln km kw. amerykańskich wód przybrzeżnych – to obszar, który decyzją ustępującego prezydenta Joego Bidena ma zostać na stałe wyłączony z odwiertów naftowych. Wydobycie ropy i gazu na tych terenach – jak podkreśla Biden – jest niepotrzebne do zaspokojenia krajowych potrzeb energetycznych i nie jest warte ryzyka, które niesie dla nadmorskich społeczności, lokalnych przedsiębiorców i turystów. – Nie musimy wybierać między ochroną środowiska a rozwijaniem naszej gospodarki, między dbaniem o stan naszych oceanów, odporność naszych linii brzegowych i bezpieczeństwo pochodzących stamtąd dostaw żywności a niskimi cenami energii. To fałszywe dylematy – przekonuje prezydent.
Ta decyzja jest symbolicznym ciosem w Donalda Trumpa, który za niespełna dwa tygodnie – 20 stycznia – zostanie zaprzysiężony na 47. przywódcę Stanów Zjednoczonych. Swoją kampanię wyborczą w sprawach energetycznych prezydent elekt prowadził pod starym republikańskim hasłem „(z ang. „wierć, dziecino, wierć”), zapowiadając wydobycie pełnego potencjału z krajowych złóż surowców kopalnych i, w konsekwencji, obniżenie cen paliw dla Amerykanów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.