Triumf obozu proeuropejskiego

Prezydent Mołdawii Maia Sandu podczas wieczoru wyborczego
Prezydent Mołdawii Maia Sandu podczas wieczoru wyborczegoEPA/PAP / fot. Dumitru Doru/EFE/EPA/PAP
4 listopada 2024

Niedzielne głosowanie na prezydenta było próbą generalną przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. 

Mimo bezprecedensowej ingerencji Rosji w wybory prozachodniej prezydent Mołdawii Mai Sandu udało się je wygrać. W niedzielę pokonała Alexandra Stoianoglę, wspieranego przez prorosyjską Partię Socjalistów Republiki Mołdawii (PSRM), i zapewniła sobie kolejną kadencję. Według opublikowanych wczoraj wstępnych wyników zdobyła 55,3 proc. głosów. To świetny, lepszy niż przed czterema laty wynik, choć wielu Mołdawian zdradzało rozczarowanie rządami Sandu i kiepską sytuacją ekonomiczną.

Szefową państwa uratowała diaspora, bo w komisjach na terenie kraju przegrała z wynikiem 48,7 proc. Mobilizacja Mołdawian mieszkających za granicą była bezprecedensowa. W 231 komisjach zagranicznych głos oddał co piąty obywatel. A że Sandu zdobyła wśród diaspory 82,8 proc. głosów, to właśnie emigracja zapewniła jej ostateczny sukces. – Mołdawia zdołała pokazać swoją wolę i siłę z pomocą głosu każdego z nas. Dowiedliśmy, że jednocząc się, możemy pokonać tych, którzy chcą nas poniżyć – cieszyła się szefowa państwa, nieformalna liderka rządzącej Partii Działania i Solidarności (PAS). – Mołdawia została poddana atakowi bezprecedensowemu w historii całej Europy. Brudne pieniądze, nielegalne kupno głosów, ingerencja grup przestępczych w proces wyborczy, rozpowszechnianie nienawiści i strachu – dodawała, wyliczając zarzuty pod adresem rywali.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.