Rosja za pomocą portalu zarejestrowanego na nazwisko obywatela Polski miała wpływać na polityków w sześciu państwach Unii Europejskiej. Skandal wyszedł na jaw w przededniu wyborów do europarlamentu.

Na dwa miesiące przed wyborami do Parlamentu Europejskiego kolejna afera podkopuje zaufanie do europejskich instytucji. Mowa o skandalu, który ujawnił czeski rząd przed Wielkanocą. Eurodeputowani z Belgii, Francji, Holandii, Niemiec, Polski i Węgier mieli być poddani wpływom rosyjskiej sieci dezinformacyjnej działającej jako portal Voice of Europe. Czesi nałożyli na serwis sankcje, a Polak, Jacek J., który figurował w rejestrach jako właściciel firmy prowadzącej portal, został zatrzymany. W toku jest postępowanie dotyczące korumpowania i wpływania na polityków.

Portal stanowiący tubę propagandową Kremla według czeskiego ministerstwa spraw zagranicznych miał być finansowany przez ukraińskiego oligarchę Wiktora Medwedczuka i jego bliskiego współpracownika Artema Marczewskiego. Medwedczuk, w przeszłości szef administracji prezydenta Ukrainy Łeonida Kuczmy, po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji uciekł z aresztu domowego, w którym przebywał pod zarzutem wspierania prorosyjskich watażków na Donbasie. Wkrótce został zatrzymany przez ukraińskie służby i przekazany Rosjanom w ramach wymiany jeńców, po czym miał się włączyć w sianie dezinformacji w europejskim internecie. Teraz on i Marczewski zostali objęci przez Pragę sankcjami, a działalność portalu została zakazana, co oznacza zamrożenie powiązanych z nim rachunków bankowych. Dziś strona Voice of Europe i część związanych z nią kont na portalach społecznościowych jest już nieaktywna. Gdy jeszcze działały, powielały rosyjską narrację w sprawie wojny z Ukrainą, prognozowały upadek Unii Europejskiej i wspierały ultrakonserwatywne ruchy na kontynencie.

Choć sam portal jest już nieaktywny, to jeden z kanałów założonych przez Voice of Europe na YouTubie wciąż działa. Subskrybuje go co prawda niewiele ponad 450 kont, jednak zawartość jest całkiem bogata, bo w ciągu ośmiu miesięcy działalności zamieszczono tam 172 nagrania. Większość to debaty z udziałem europosłów lub pojedyncze wypowiedzi polityków, zwłaszcza z Alternatywy dla Niemiec, francuskiego Zjednoczenia Narodowego oraz partii Kierunek – Socjaldemokracja słowackiego premiera Roberta Ficy, jak również politycy większego kalibru, jak były premier Słowenii Janez Janša. Nie brakuje też materiałów dotyczących ukraińskiej korupcji, protestów w Europie czy wizji wielkiego kryzysu, który wywoła dalsze wspieranie Kijowa przez Unię. Wśród rozmówców portalu Voice of Europe byli także Polacy: Roman Fritz z Konfederacji i Dominik Tarczyński z PiS.

Na portalu Voice of Europe królowała rosyjska wizja świata

Działalność Medwedczuka była jednak szersza. Poza finansowaniem portalu miał odpowiadać za korumpowanie polityków z sześciu krajów przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w zamian za podsycanie sceptycznych wobec Ukrainy nastrojów i krytykowanie polityki unijnej. Informacje przekazane przez czeskie MSZ potwierdzili premier Belgii Alexander De Croo, wiceszefowa Komisji Europejskiej Věra Jourová i polskie służby. Nie wiadomo na razie, z jakich frakcji mieli wywodzić się korumpowani przez Kreml posłowie. Krajowe służby prowadzą własne, choć skoordynowane dochodzenia. O polskim postępowaniu informował przed Wielkanocą rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podczas przeszukań w Tychach i Warszawie, prowadzonych w porozumieniu z Czechami, odnalazła 48,5 tys. euro i 36 tys. dol. Śledztwo w tej sprawie zostało zakończone 19 stycznia i – jak podają służby – obejmuje obywatela Polski podejrzanego o szpiegostwo, który miał utrzymywać kontakty z parlamentarzystami i angażować się w prowokacje polityczne na rzecz Kremla.

Unijne instytucje zareagowały skromnie, biorąc pod uwagę, że to druga po aferze korupcyjnej z udziałem władz Kataru i Maroka afera, w którą są zamieszani europosłowie. Biuro prasowe przewodniczącej PE Roberty Metsoli przekazało nam, że zamierza wyjaśnić wszelkie wątki tej sprawy. Kierownictwo PE i KE od kilku miesięcy wielokrotnie alarmowało o możliwości ingerencji Rosji w czerwcowe wybory. Tym razem Zieloni oraz liberałowie z frakcji Odnówmy Europę, w której zasiadają członkowie partii Emmanuela Macrona, domagają się zorganizowania debaty podczas najbliższego posiedzenia 10 kwietnia. KE czeka na efekty działań władz krajowych. ©℗