Rumunia chciałaby odgrywać rolę partnera Ukrainy numer jeden w regionie.

Konflikt handlowy Warszawy z Kijowem pomógł urosnąć Rumunii. – Wy w tranzycie ukraińskiej produkcji dostrzegliście zagrożenie, a oni szansę na zarobek – mówi DGP osoba z otoczenia ukraińskiej wicepremier Olhy Stefaniszyny. Bukareszt w szybkim tempie rozbudowuje porty oraz przejścia graniczne. Zdobył też unijne pieniądze na błyskawiczną budowę autostrady od ukraińskiej granicy do stolicy.

Rosyjska inwazja sprawiła, że Ukraina odkryła zapomnianego sąsiada. Rumunię zaś popchnęła do nieśmiałej jeszcze rywalizacji z Polską. Po zamknięciu czarnomorskich portów 24 lutego 2022 r. na szlakach handlowych przez Polskę i Rumunię oparł się ukraiński eksport oraz import, także pomocy wojskowej. Port w Konstancy stał się hubem pod względem znaczenia porównywalnym z podrzeszowską Jasionką, a do tego trzeba doliczyć Dunaj oraz szlaki lądowe. W II połowie 2022 r. przez Rumunię przechodziło 50 proc. ukraińskiego zboża zmierzającego na eksport. Gdy w lipcu 2023 r. Rosjanie zerwali porozumienia o jego eksporcie drogą morską, sytuacja się powtórzyła. We wrześniu Kijów zdołał otworzyć na nowo korytarz czarnomorski, tym razem bez zgody Kremla. Jego bezpieczeństwo w dużej mierze opiera się na Bukareszcie.

Na teren Rumunii kilka razy spadały rosyjskie drony, jeden z rumuńskich trałowców został uszkodzony przez minę. – Ze wszystkich państw NATO to Rumunia jest najbliżej wojny. Lwów rzadko jest ostrzeliwany, a znajdująca się nieopodal rumuńskiej granicy Odessa to jeden z głównych celów rosyjskich ataków – zauważa ukraiński komentator i politolog Ołeh Saakian.

Całkowity zwrot

Jeszcze przed 2022 r. Rumuni i Ukraińcy byli odwróceni do siebie plecami. Z punktu widzenia Kijowa granica z Rumunią to głębokie peryferie. Linia biegnie przez krańce obwodu odeskiego, do których latami nie prowadziła żadna normalna droga, w tym przez niemal bezludną i pozbawioną mostów deltę Dunaju, oraz przez Bukowinę i Zakarpacie, będące synonimem końca świata. Zaś dla Bukaresztu Ukraińcy to sąsiedzi znacznie mniej ważni niż mówiąca tym samym językiem Mołdawia. W dodatku granicząca z Ukrainą rumuńska część Mołdawii to najbiedniejsza część kraju (tak samo zresztą jak Bukowina i Zakarpacie dla Ukrainy), a to również nie sprzyja wzajemnym kontaktom.

Łeś Bełej, autor znakomitej książki „Lichije dewjanosti. Lubow i nenawyst w Użhorodi” (Biedne dziewięćdziesiąte. Miłość i nienawiść w Użhorodzie), opowiadającej o chaosie lat 90. na Zakarpaciu, pisze o transgranicznym boomie handlowym, który dla wielu mieszkańców stał się głównym źródłem dochodów. Mrówki kursowały do Czechosłowacji, Polski i na Węgry. Rumunię pomijano. „Ktoś próbował zajeżdżać do Rumunii, ale to był tak biedny kraj, że nie sprzedawało się tam nic, co kosztowało więcej niż 2 dol. Wiktor wspomina, jak pierwszy i ostatni raz próbował pohandlować w Rumunii. Wziął ze sobą sprzęt optyczny, na który nikogo nie było tam stać. Wielkim popytem cieszyły się za to żarówki i mydło” – pisze Bełej.

Relacje dwustronne stały zaś pod znakiem sporu o Wyspę Wężową, tę samą, na której ukraiński pogranicznik na początku rosyjskiej inwazji wygłosił słynną frazę „Russkij wojennyj korabl, idi na…j” (Rosyjski okręcie wojenny, sp...j). Kłócono się o podział szelfu na Morzu Czarnym, rozbudowę Bystrego, kanału w delcie Dunaju będącego konkurencją dla rumuńskich szlaków, wreszcie o rumuńskojęzyczną edukację.

Ukraińcy podejrzliwie patrzyli na mniejszość rumuńską na Bukowinie, która chętnie przyjmowała paszporty Rumunii, Bukareszt zaś miał pretensje, że Kijów uznawał odrębność języka mołdawskiego, co w 2008 r. doprowadziło do paraliżu pracy Międzyrządowej Komisji ds. Mniejszości. Bukareszt dopiero 8 stycznia 1992 r., ponad miesiąc po Polsce i jako ostatni z sąsiadów Ukrainy, uznał jej niepodległość. Jeśli nie liczyć minipaństw, z kontynentalnej Europy później zrobili to tylko Austriacy oraz Jugosłowianie. Kijów, co Rumunię frustrowało, utrzymywał dobre relacje z separatystami z Naddniestrza. Dopiero po rosyjskiej inwazji zamknął granice z parapaństwem i całkowicie zmienił retorykę. – Dziś cała Mołdawia balansuje na granicy destabilizacji. Bukareszt i Kijów uznają, że od ich współpracy wiele zależy. Wspólne zagrożenie dyscyplinuje elity – komentuje Saakian.

Spór o granicę na morzu zakończył się w 2009 r. wyrokiem Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, który 80 proc. spornych wód przyznał Rumunom. – Frustrujące było to, że my zatrudniliśmy zachodnich prawników, a oni postawili na swoich, a mimo to wygrali – mówi uczestnik tamtego procesu po stronie ukraińskiej. Resztę kontrowersji wyciszono po 24 lutego 2022 r. Pozwoliło to na wzajemną poprawę wizerunku. – Na początku Ukraińcy bali się uciekać przed wojną do Rumunii. Pokutowały negatywne stereotypy. Ludzie naprawdę myśleli, że ich tu Cyganie okradną. To się zmieniło po dwóch tygodniach, gdy się okazało, że to normalny kraj z chętnymi do pomocy ludźmi. W sumie przez Rumunię przeszły 2 mln uchodźców – mówi Alexandru Greceniuc.

Ten trzeci

Dla rumuńskich Ukraińców ten mieszkający w Klużu, stolicy rumuńskiego Siedmiogrodu, 30-latek to człowiek instytucja. Wrażenie robi sam spis jego aktywności. Greceniuc to działacz mniejszości ukraińskiej, szef Światowego Kongresu Ukraińskich Organizacji Młodzieżowych, członek Rady ds. Młodzieży przy prezydencie Wołodymyrze Zełenskim, przedstawiciel Ukraińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Rumunii, a do tego pracuje w zawodzie jako architekt. Greceniuc przyjechał do Klużu na studia, ale pochodzi z niewielkiej miejscowości rozdzielonej w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. W 1940 r. wojska radzieckie wkroczyły do Budziaku, na Bukowinę i do Mołdawii, a po zakończeniu II wojny światowej już tak zostało.

Podzielone miejscowości, takie jak Zgorzelec/Görlitz czy Słubice/Frankfurt nad Odrą, powstały także tutaj. Przykładem jest Bocicoiu Mare/Wełykyj Byczkiw. Rumuńska część wsi jest 10-krotnie mniejsza niż ukraińska, a w dodatku po wojnie nie odbudowano mostów na Cisie. Miejscowi w czasach komunizmu uprawiali pola, które pozostały po drugiej stronie, ale po 1990 r. władze rumuńskie zaoferowały rolnikom z Bocicoiu Mare grunty po własnej stronie granicy. Ukraińska część wsi jest dziś w zasadzie monoetniczna. W rumuńskiej Ukraińcy stanowią 40 proc. ludności, a reszta przyznaje się do rumuńskiej i węgierskiej tożsamości. Przed wojną była tu też duża społeczność żydowska, którą wymordowano.

Wszystkie cztery etnosy miały własne szkoły, choć Ukraińcy – jak mówi Mychajło Pawluk – nie wspominają dobrze czasów rumuńskiego panowania. Pawluk jest wiceszefem rady obwodowej w Czerniowcach. To właśnie na Bukowinie mieszka największa mniejszość rumuńska. Gdy rozmawiamy podczas spaceru po tętniącej austro-węgierskością starówce, co rusz natykamy się na ślady rumuńskości. Jak plakaty po mărțișorze, ludowym święcie wiosny, które Rumuni tradycyjnie obchodzą 1 marca. Przy Centralnej płoszczy, nieopodal ratusza, mieści się Rumuński Dom Ludowy. Nieopodal Czerniowców leżą w pełni rumuńskie wsie. Według ostatniego spisu z 2001 r. w Ukrainie mieszkało 150 tys. Rumunów i 258 tys. Mołdawian, uznawanych przez Bukareszt za rodaków. Rumuński spis z 2021 r. mówił o 46 tys. Ukraińców.

Pawluk deklaruje, że współpraca przebiega wyśmienicie, a konflikt o nauczanie w językach mniejszościowych to już przeszłość. Przekonuje, że w odróżnieniu od Zakarpacia, które wielokrotnie było w centrum uwagi ze względu na tarcia węgiersko-ukraińskie, Bukowina to region zamieszkany przez ludzi chcących przede wszystkim świętego spokoju. Widać to po składzie koalicji w radzie obwodowej. Należą do niej radni proprezydenckiej Sługi Narodu i Solidarności Europejskiej Petra Poroszenki. To tak, jakby w polskim sejmiku Prawo i Sprawiedliwość zawarło sojusz z Platformą Obywatelską. – Nienawiści między nami nie ma. Słudzy nie chcieli, żeby Kijów narzucał im wybory kadrowe, więc sprzymierzyli się z nami w imię interesów regionu – mówi Pawluk. Żeby uniknąć sporów, szefem rady został „ten trzeci”, przedstawiciel mniejszej Agrarnej Partii Ukrainy.

W Kijowie słyszę od Saakiana, że ten spokój jest w dużej mierze sztuczny, a Rumuni i Ukraińcy żyją na Bukowinie nie tyle ze sobą, co obok siebie. – Budapeszt rozgrywa na sporze o oświatę własne interesy, a Bukareszt widzi, że realia są dużo lepsze niż zapisy prawne. Nikt tam nie przeszkadza w nauczaniu rumuńskiego, a Rumunia wciąż finansuje szkoły i przyznaje stypendia młodzieży – zapewnia Greceniuc. – Gdy ustawa językowa była przyjmowana, prezydent Rumunii Klaus Iohannis w geście protestu odwołał wizytę u Poroszenki, choć zapisy były wymierzone przede wszystkim w szkolnictwo rosyjskojęzyczne. Jak słyszałem, podczas prac nad ustawą Kijów chciał skonsultować projekt z Bukaresztem, ale Rumuni to zignorowali – dodaje.

Jak najszybciej

– Ogólnie dominowało zrozumienie, że młode państwa mają prawo do pewnej podejrzliwości na punkcie mniejszości narodowych – twierdzi Valentin Naumescu, były wiceminister spraw zagranicznych, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Victora Babeșa i Jánosa Bolyaia w Klużu. Gdy Rosja najechała Ukrainę 24 lutego, okazało się, że spory da się łatwo załagodzić. Bukareszt przestał się opierać pogłębianiu Bystrego, bo lepsze zagospodarowanie Dunaju było kluczowe, by podtrzymać ukraiński eksport. Kijów skreślił mołdawski z listy uznawanych języków (zrobił to później niż sama Mołdawia). Rumuńskie władze przedstawiły to jako własny sukces, co pomogło oczyścić atmosferę. Kijów nie komentuje podwójnego obywatelstwa, powszechnego wśród ukraińskich Rumunów (ma je kilkadziesiąt tysięcy osób), ani kwestionowania legalności zmiany granicy w 1940 r. Bukareszt nie naciska w sprawach oświaty, zresztą Iohannisa, etnicznego Niemca, ta sprawa interesuje mniej niż poprzednika Traiana Băsescu.

W relacjach dwustronnych przeważa pragmatyzm. To częściowo zasługa kulturowego i historycznego oddalenia. Narody łączy w zasadzie jedynie prawosławie, a religia w laicyzujących się społeczeństwach obu państw odgrywa coraz mniejszą rolę. – Brak związków sprawia, że łatwiej powściągnąć emocje – zauważa Saakian. Najlepszym przykładem były spory o zboże. Gdy UE zgodziła się otworzyć w 2022 r. rynek na ukraińskie zboże, zalało ono Rumunię w podobnym stopniu jak Polskę. Bukareszt od 2023 r. wspierał działania Warszawy zmierzające do ograniczenia importu, a tamtejsi rolnicy także organizowali protesty i blokady dróg. O ile jednak w Polsce chętnie korzystali z politycznego wsparcia prorosyjskiego marginesu, o tyle w Rumunii, gdy pod protesty próbowali się podłączyć politycy z Sojuszu na rzecz Unii Rumunów, ideowo zbliżonego do Konfederacji czy Suwerennej Polski, zostali przegonieni.

Rumunia wkrótce uzgodniła z Ukrainą układ regulujący zasady handlu zbożem, oparty na licencjach zależnych od stopnia nasycenia rynku konkretnym towarem. – Sekret sukcesu? Biurokratyczne podejście do sprawy i chłodna głowa – mówi Saakian. – I to, że to jest problem krótkoterminowy, którym da się zarządzać – dodaje Naumescu. Gdy w styczniu 2024 r. Kijów odwiedził premier Donald Tusk, mówiono, że umowa będzie wzorem dla porozumienia polsko-ukraińskiego. Bukareszt jednak nadal wspiera Polskę w dążeniach do ograniczenia swobody handlu z Ukrainą. Równocześnie stara się zarobić na wzroście skali tranzytu i handlu dwustronnego. W 2021 r. Rumunia importowała z Ukrainy towary warte 1,5 mld dol. W 2023 r. było to już 3,8 mld dol. Dwukrotnie – z 800 mln do 1,6 mln dol. – wzrósł też eksport do Ukrainy. W przeciwieństwie do relacji z Polską bilans handlowy jest więc korzystny dla Kijowa.

Aby zwiększyć potencjał tranzytowy, władze pozyskały unijne finansowanie na budowę autostrady łączącej graniczący z Ukrainą Seret z obwodnicą Bukaresztu, skąd dalej można dojechać do portu w Konstancy. Droga, mająca być transportowym kręgosłupem rumuńskiej części Mołdawii, jest budowana w błyskawicznym tempie i ma zostać oddana do użytku jeszcze w tym roku. Wyremontowano nitkę kolejową do portu w Gałaczu, zliberalizowano dostęp obcych jednostek do portu w Kilii. Dzięki unijnemu wsparciu pogłębiono dunajski kanał Sulina. – Rumunia rozumie, że może skorzystać na aktywizacji ukraińskiego eksportu. To dobry wzór dla Polaków i Ukraińców, jak unikać upolityczniania problemów i działać dla wspólnej korzyści – mówi DGP Ołeksij Honczarenko, reprezentujący obwód odeski poseł Solidarności Europejskiej.

Rumuni przy tym dość dyskretnie komunikują własne wsparcie wojskowe. Oficjalnie przekazali sprzęt wart raptem kilka milionów euro. W praktyce Zełenski podczas wizyty w Bukareszcie mówił, że Rumunia przyznała 15 pakietów pomocowych (notabene: prezydent odwołał wystąpienie w parlamencie, obawiając się prowokacji ze strony prorosyjskiej senatorki Diany Șoșoaki). Ukraińscy politycy informowali w różnych momentach o amunicji, haubicach, pociskach, zestawach przeciwlotniczych i częściach zamiennych. Być może należy do tego doliczyć także czołgi. Wsparcie Rumunii ma też inny wymiar: w Fetești ukraińscy piloci szkolą się na samolotach F-16, a w Satu Mare Niemcy remontują sprzęt wojskowy.

Poprzecie?

Rumunia chciałaby odgrywać rolę partnera Ukrainy numer jeden w regionie. Poza sporem zbożowym Polski i Ukrainy na korzyść tej opcji gra istnienie niechętnych wobec Kijowa rządów Słowacji i Węgier. Z drugiej strony jednak Bukareszt nie chce wzbudzać przesadnych kontrowersji. – Na jednej z konferencji w USA rumuński poseł nazwał Konstancę najważniejszym hubem pomocowym dla Ukrainy. W polskiej delegacji był wtedy Radosław Fogiel, ówczesny szef komisji spraw zagranicznych. Może pan sobie wyobrazić jego minę – śmieje się polityk ukraińskiej partii rządzącej. – Ale Rumunia was nie zastąpi. Między nami a Rumunami nie ma takiej bliskości kulturowej i mentalnej jak z Polakami – zaznacza. – Ale jeśli nasz konflikt się przedłuży, Rumunia będzie naturalną alternatywą dla polskiego hubu – dodaje Saakian.

Rumunów zaś trawi dylemat: rywalizować z Polską o miano najważniejszego państwa Europy Środkowej czy odpuścić w imię dobrych relacji i wspólnoty interesów. Przed rosyjską inwazją na Ukrainę można było przeczytać artykuły mówiące o tym, że ze względu na problemy z praworządnością w Polsce pod rządami PiS to Bukareszt przejmie pałeczkę w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i z Europą Zachodnią. Pod Konstancą mieści się wszak natowska baza lotnicza Mihail Kogălniceanu, a związki łączące Rumunię z Francją, których nie zabił nawet komunizm, miały posłużyć jako lewar w polityce wewnątrzunijnej. Bukareszt od lat stawiał na zbliżenie z francusko-niemieckim twardym jądrem UE. A Berlin i Paryż starały się to wykorzystać w rozgrywkach z rządzoną przez PiS Polską.

Przykładem jest wizyta prezydenta Francji Emmanuela Macrona, kanclerza Niemiec Olafa Scholza i premiera Włoch Maria Draghiego w czerwcu 2022 r., podczas której ogłoszono poparcie dla uznania Ukrainy za kandydata do akcesji do UE. Wielka trójka wzięła ze sobą przywódcę Rumunii. – Macron wyjazd do Kijowa szykował potajemnie. Zorientowaliśmy się, że pojedzie z Scholzem i Iohannisem, gdy dostaliśmy noty w sprawie ich lądowania w Rzeszowie – mówił Zbigniewowi Parafianowiczowi w jego książce „Polska na wojnie” jeden z ówczesnych polskich ministrów. – Było jasne, że Dudy nigdzie ze sobą nie zabiorą, choć to on przekonywał zachodnich polityków do szybkiego wyjazdu do Kijowa. Aby udawać, że grają z Europą Środkową, zabrali prezydenta Rumunii, który nawet nie jechał z nimi pociągiem. Oni go tym upokorzyli – dodawał.

Teraz to awantura o zboże miałaby sprawić, że Rumunia stanie się najważniejszym handlowym oknem Ukrainy na świat. W sensie wymiany towarowej tak się staje, zwłaszcza jeśli dodać, że korytarz czarnomorski, którym Kijów wywozi zboże w świat, biegnie wzdłuż rumuńskich wybrzeży. W praktyce Bukareszt nie zamierza wprost przyznawać, że Warszawa jest jego rywalem. – Absolutnie nie postrzegamy Polski jako konkurenta. Co więcej, pomoc, z jaką ruszyliście natychmiast po 24 lutego 2022 r., była u nas stawiana za wzór – mówi Valentin Naumescu. – Ale jeśli chcemy realizować ambicje regionalne, nie da się tego zrobić bez rozbudowy infrastruktury transportowej czy energetycznej. Robimy to z Ukrainą, robimy też z Mołdawią – dodaje.

Rozmówca DGP uważa, że Rumunia powinna iść szerokim frontem z innymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej. – Powinniśmy stworzyć i rozwijać czterostronny format współpracy mołdawsko-polsko-rumuńsko-ukraińskiej – dowodzi Naumescu. Pod koniec spotkania wspólnie zastanawiamy się, co Iohannis może powiedzieć w zapowiedzianym nagle orędziu. Gdy prezydent, któremu w tym roku skończy się ostatnia kadencja, ogłasza zamiar stanięcia do rywalizacji z Holendrem Markiem Ruttem o stanowisko najważniejszej osoby w NATO, profesor wysyła mi wiadomość: „Mam też nadzieję, że Polska poprze Klausa Iohannisa. Sojusz to dziś przede wszystkim wschodnia flanka. To stąd powinien pochodzić nowy sekretarz generalny. Poprzecie?”. ©Ⓟ