Zachował się zgodnie z aforyzmem przypisywanym Einsteinowi. Wszyscy w Argentynie wiedzieli, że wyrwanie kraju z duszących objęć peronistów jest niemożliwe, a Javier Milei nie wiedział, przyszedł i to zrobił.
A przynajmniej próbuje robić, bo już w miesiąc po objęciu urzędu prezydenta napotyka pierwsze poważne przeszkody. 4 stycznia sąd zatrzymał realizację zadekretowanych przez Mileia zmian w prawie pracy. Sprawę podjęto na wniosek Powszechnej Konfederacji Pracy, wpływowego związku zawodowego. Wśród zawieszonych zmian znajdują się m.in. ułatwienia w zwalnianiu pracowników, ograniczenia prawa do strajku czy skrócenie urlopu macierzyńskiego, a więc rzeczy politycznie łatwe do rozgrywania przez opozycję. Sędzia Alejandro Sudera wskazał, że zmiany nie mają pilnego charakteru, a więc nie istnieje uzasadnienie dla wprowadzania ich w trybie dekretu. Niektóre mają też jego zdaniem charakter „represyjny i karzący”.
Teraz Milei będzie musiał poczekać na decyzję Kongresu, która wcale nie jest pewna, bo jego zwolennicy nie mają w nim większości. Jeśli opozycji uda się zablokować zmiany w kodeksie pracy, to co z pozostałymi planami Mileia? Przejęcie władzy było pierwszym z dwu niemożliwych zadań do wykonania. Drugim jest jej skuteczne wykorzystanie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.