Między sojusznikami trwają negocjacje, jakich gwarancji bezpieczeństwa udzielić Ukrainie. Mówi się o inspiracji „modelem izraelskim”.

Szybka ścieżka włączenia do NATO, na wzór Finlandii, jest z powodu trwającej wojny dla Ukrainy na ten moment niedostępna. Ale perspektywa członkostwa w Sojuszu po wojnie nie jest dla naszych wschodnich sąsiadów wykluczona (pozostania Ukrainy poza Paktem Północnoatlatyckim chciałby rosyjski prezydent Władimir Putin). Do tego czasu kraje Zachodu rozważają „gwarancje pomostowe” dla Ukrainy, z bliżej nieokreśloną rolą NATO. Obecnie trwają konsultacje w tej sprawie.

O szczegółach wiadomo niewiele. Gwarancje mają być inne niż te, które wynikają z art. 5 Traktatu północnoatlantyckiego, który głosi, że „strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim”. Prawdopodobne jest, że gwarancji udzielą konkretne państwa Sojuszu, w tym USA, ale nie samo NATO. Wątpliwe, że przed szczytem w Wilnie usłyszymy więcej konkretów. A sam szczyt może bardziej stanowić platformę konsultacji między sojusznikami niż miejsce ogłoszenia końcowego porozumienia w sprawie.

Sygnał determinacji

Przez ostatnie tygodnie zachodni dyplomaci i politycy najwięcej mówią o „modelu izraelskim”. Wspominał o tym na konferencji Globsec w maju w Bratysławie prezydent Francji Emmanuel Macron. Wysokiej rangi urzędnik w administracji Joego Bidena przekazał „Wall Street Journal” (WSJ), że coś podobnego rozważają też Amerykanie.

Prezydent Andrzej Duda tłumaczył w WSJ, że „model izraelski” wymagałby „gwarancji dostarczania broni oraz zaawansowanej technologii”, a pomysł podniósł sam prezydent USA podczas wizyty w lutym w Polsce. Według polskiego prezydenta gwarancje nie mają być powiązane z procesem pokojowym ani potencjalnymi negocjacjami na linii Kijów–Moskwa. A przypomnijmy, że Amerykanie, w tym sam Biden w majowym artykule dla „New York Timesa”, regularnie podkreślają, że koniec wojny widzą przy stole negocjacyjnym.

Ekspert amerykańskiego think tanku RAND Samuel Charap w artykule w „Foreign Affairs” w dyskusji o gwarancjach na wzór izraelskich doszukuje się analogii do roku 1975. Izrael podpisał wtedy z USA memorandum, które uznawane jest za jeden z fundamentów późniejszego porozumienia pokojowego państwa żydowskiego z Egiptem. Dokument wspomina o „długoterminowym wsparciu USA przy zapewnianiu przetrwania i bezpieczeństwa Izraela”. W przypadku zagrożenia dla bliskowschodniego sojusznika, np. gdyby Egipt złamał obowiązujące wówczas zawieszenie broni, Stany Zjednoczone zobowiązywały się konsultować z Izraelem i podejmować „działania naprawcze”.

W przypadku Ukrainy gwarancje pomostowe mają więc stanowić sygnał dla Kremla, że państwa Sojuszu są zdeterminowane, by chronić państwowość ukraińską i udzielać Kijowowi wieloletniego wsparcia niezależnie od politycznych wiatrów.

Być może w zobowiązaniach państw NATO pojawią się mechanizmy warunkowości. Nie będą jednak przewidywać możliwości bezpośredniej wojskowej interwencji na terytorium Ukrainy w przypadku agresji rosyjskiej. Wbrew komentarzowi byłego sekretarza generalnego NATO Andersa Fogha Rasmussena, który stwierdził, że grupa krajów NATO może być skłonna do wysłania wojsk na Ukrainę, jeśli państwa członkowskie, w tym USA, nie zapewnią Kijowowi namacalnych gwarancji w Wilnie. Powód? Na coś takiego nie byłoby zgody w Waszyngtonie.

Brama dla członkostwa

Niektórzy amerykańscy politycy w ogóle nie są pewni, czy skupienie się obecnie na zapewnianiu gwarancji bezpieczeństwa poza Sojuszem jest rozsądną polityką. Republikański senator Thom Tillis, szef senackiej grupy obserwatorów NATO, powiedział, że wolałby, aby państwa Sojuszu wysłały „mocny sygnał” Władimirowi Putinowi, że wszyscy członkowie osiągną poziom 2 proc. PKB wydatków na zbrojenia. Szkopuł w tym, że – jak informuje źródło DGP w NATO – część europejskich państw uważa, że nie ma sensu wydawać na zbrojenia więcej, gdyż Rosja jest już tak osłabiona wojną w Ukrainie, iż nie stanowi dla Sojuszu poważnego zagrożenia militarnego.

NATO – jak informował WSJ – zamierza utworzyć specjalną radę Sojusz Północnoatlantycki–Ukraina. Docelowo ciało to ma służyć jako brama dla przyszłego członkostwa w pakcie naszego wschodniego sąsiada. Ukraina mogłaby się bezpośrednio zwracać o pomoc do rady. Nie wiadomo jednak, czy nie dublowałoby to innych mechanizmów, np. tzw. grupy Ramstein. Pomysł powołania rady sceptycznie odbiera sam Kijów. Ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba przyrównał to do „przekazania czołgu bez działa”, mówiąc, że jego kraj chce być członkiem NATO, a nie „uprzywilejowanym partnerem” Sojuszu. ©℗

Ukraina chce być członkiem, a nie „uprzywilejowanym partnerem” NATO