U republikanów od początku wrze. Na Kapitolu dochodziło nawet do rękoczynów

Izba Reprezentantów potrzebowała 15 głosowań, by wybrać Kevina McCarthy’ego na swojego szefa
Izba Reprezentantów potrzebowała 15 głosowań, by wybrać Kevina McCarthy’ego na swojego szefaEPA/PAP
9 stycznia 2023

Długie wybory szefa Izby Reprezentantów to dopiero początek burzliwych sporów między republikanami na Kapitolu.

Po kilku dniach głosowań i atmosfery tak napiętej, że na Kapitolu dochodziło nawet do rękoczynów, Izba Reprezentantów wyłoniła w końcu swojego nowego szefa. Proces ten w teorii jest prosty. Najpierw republikanie w łonie partii uzgadniają kandydata, a potem jako ugrupowanie większościowe dokonują formalności w plenarnym głosowaniu. Ale wśród republikanów zgody nie było. Choć większość popierała od początku wcześniejszego lidera mniejszości Kevina McCarthy’ego, 57-latka z Kalifornii, to przeciwnych temu establishmentowemu politykowi było wielu członków protrumpowskiej frakcji Freedom Caucus (Wolnościowcy).

Spory po przeciwnej stronie dawały dużo satysfakcji demokratom. Kongresmen tej partii Ruben Gallego przyniósł nawet popkorn. I rzeczywiście wielodniowy, rekordowo długi proces wyboru przewodniczącego izby niższej obnażył poważne podziały w Partii Republikańskiej. W efekcie McCarthy będzie miał bezprecedensowo słabą pozycję jako szef Izby Reprezentantów. Ustępstwa wobec Freedom Caucus są szerokie, a w praktyce jego zdolności do politycznego manewrowania czy ważnego na Kapitolu wykuwania szerokiego konsensusu będą znacznie ograniczone. Choć tak naprawdę tego, jak wielka okaże się cena przełamania impasu w wyborze następcy Nancy Pelosi, dowiemy się w trakcie procedowania ustaw w ciągu najbliższych miesięcy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.