Formalnie położenie Węgier jest dużo gorsze od polskiego. Komisja Europejska wciąż nie zaakceptowała węgierskiego planu odbudowy, który został wysłany prawie półtora roku temu. Co więcej, w połowie września Komisja zawnioskowała o zablokowanie Budapesztowi 7,5 mld euro z Funduszu Spójności.
Wśród członków węgierskiego rządu panuje jednak optymizm, co więcej – wydaje się, że jest on uzasadniony. Kilka dni temu Unia zgodziła się na wydłużenie czasu danego Budapesztowi na dostosowanie prawa krajowego do unijnych wymogów w zakresie ochrony wydatkowania środków unijnych, przejrzystości przetargów, a także stworzenia systemu przeciwdziałającego korupcji. Chodzi o dodatkowe dwa miesiące – nowym terminem stał się 19 grudnia.
Reklama

Ocieplenie po załamaniu

Do wyborów parlamentarnych, które odbyły się na Węgrzech 3 kwietnia br., węgierskie władze preferowały politykę otwartego sporu z Unią Europejską, uznając, iż nieprzyjęcie planu odbudowy ma związek z uchwaloną w połowie czerwca 2021 r. tzw. ustawą o ochronie rodziny. Chodziło wówczas o nowelizację ustawy o pedofilii, w którą wpleciono elementy uderzające w mniejszości seksualne na Węgrzech. Narracja węgierska skupiła się wówczas na dowodzeniu, iż Unia chce wymóc na Budapeszcie zgodę na promowanie zachowań nieobyczajnych, które demoralizowałyby dzieci. Rzecznik rządu określił nawet komisarz Věrę Jourovą jako persona non grata na Węgrzech, zarzucając jej nienawiść wobec Węgrów.

Reklama
Te działania służyły budowaniu narracji i mobilizacji w związku z wyborami parlamentarnymi, które zaplanowano na wiosnę 2022 r. Kolejne zwycięstwo Fidesz-KDNP, dające koalicji nieograniczoną władzę, wpłynęło na zmianę podejścia Budapesztu do Brukseli. Chociaż w czasie debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen, 5 kwietnia, niespełna 48 godzin po zwycięstwie Orbána zapowiedziała, iż przeciwko Węgrom zostanie uruchomiony mechanizm warunkowości.
Zmiana podejścia nastąpiła w maju, gdy Orbán przedstawił skład swojego piątego (wliczając rządy 1998–2002) gabinetu. Ministrem odpowiedzialnym za unijne fundusze, a tym samym głównym negocjatorem został Tibor Navracsics, były europejski komisarz, doskonale rozumiejący zasady działania unijnej biurokracji. Od negocjacji odsunął się szef dyplomacji Péter Szijjártó, a minister sprawiedliwości Judit Varga z zagorzałej krytyczki działań UE, w tym wspomnianej Jourovej, stała się koncyliacyjną negocjatorką w zakresie rządów prawa.
Sam Orbán także usunął się w cień negocjacji dotyczących praworządności i odblokowania unijnych środków, ograniczając ataki na Brukselę do krytyki polityki sankcji nakładanych na Rosję. 13 października w liście wysłanym do UE podziękował za dodatkowy czas, który Unia dała Węgrom. Podkreślił przy tym, że Komisja Europejska 18 września uznała, iż środki zaradcze podejmowane przez węgierski rząd zostały uznane za potencjalnie „mogące rozwiązać problemy, które skłoniły do wszczęcia procedury warunkowości, jeśli zostaną prawidłowo i skutecznie wdrożone”.

Parlament dostosowuje prawo

Mechanizm legislacyjny ruszył już miesiąc temu. Do parlamentu wpłynęły projekty ustaw uzgodnione wcześniej z europejskimi urzędnikami. Fakt, iż zostały one niemal napisane w Brukseli, ma zresztą zapewnić powodzenie całej operacji. Obecna sesja parlamentu trwa do połowy grudnia. Z powodu parlamentarnej arytmetyki Fidesz-KDNP ma zagwarantowane uchwalenie każdej ustawy, i to w przyśpieszonym trybie, w którym tuż po uchwaleniu aktu prawnego prezydent Katalin Novák podpisuje ustawę i niezwłocznie ją publikuje. Część ustaw już została przegłosowana.
Trwają także zabiegi dyplomatyczne. W ubiegłym tygodniu Viktor Orbán udał się do Berlina z kilkudniową wizytą, w czasie której zabiegał o poparcie Niemiec dla przyjęcia węgierskiego KPO. Premier przezwyciężył przy tym otwartą niechęć wobec kanclerza Olafa Scholza. W czasie licznych spotkań zarówno z politykami, jak i ze środowiskiem biznesu, wskazywał na to, jak ważnym partnerem Węgier jest niemiecki przemysł, który czerpie jednocześnie wymierne korzyści z węgierskiego rynku. Nieoficjalnie słychać, iż Berlin skłania się ku jak najszybszemu uruchomieniu środków dla Budapesztu.

Pieniądze są niezbędne

Węgierski zwrot ku Unii wynika z konieczności jak najszybszego pozyskania pieniędzy. W ostatnich miesiącach media coraz częściej bowiem informowały o konieczności zawieszenia, a nawet rezygnacji z ważnych inwestycji. Powodem są trudności w zapewnieniu im finansowania. W momencie, w którym Viktor Orbán deklarował w czasie wakacji 2021 r., iż zbuduje swój własny fundusz odbudowy, inflacja nie przekraczała kilku punktów procentowych. We wrześniu przebiła 20 proc., stając się czwartą najwyższą w UE.
Jak pisaliśmy we wtorkowym wydaniu DGP, Narodowy Bank Węgier wobec bezprecedensowo wysokiej utraty wartości przez forinta (od początku 2022 r. stracił on 15 proc. wobec euro i 36 proc. wobec dolara) zdecydował się na interwencję na rynku, w tym podniesienie odpowiednika polskiej stopy lombardowej do poziomu niemal 20 proc. Państwo zadłuża się po rekordowo wysokich cenach. Oprocentowanie 10-letnich papierów wynosi obecnie 10,86 proc., a w ostatnich dniach przebijało poziom 11 proc. Ostatni raz tego typu poziomy były notowane w czasie kryzysu w 2009 r. Państwowe spółki na regulowanie zobowiązań w sektorze energii szukają finansowania u rosyjskich i chińskich partnerów.
Ekonomiści są zgodni co do tego, że brak funduszy unijnych doprowadzi do recesji. Węgierskie elity polityczne zaś mają w pamięci to, jak ciężko Węgry dźwigały się z kryzysu gospodarczego, który rozpoczął się w 2008 r. ©℗
Węgry są zbyt małe by obecny kryzys przejść bez pomocy Brukseli. Budapeszt zarządził odwrót