W drugą rocznicę sfałszowanych wyborów na Białorusi ich prawdopodobna zwyciężczyni Swiatłana Cichanouska ogłosiła w Wilnie utworzenie odpowiednika rządu emigracyjnego. Powołanie gabinetu przejściowego – bo tak ma brzmieć jego oficjalna nazwa – to próba ucieczki do przodu przed wewnętrznymi konfliktami coraz bardziej doskwierającymi białoruskiej opozycji i element szerszej reformy antyłukaszenkowskich struktur działających na uchodźstwie. Rozmowy na ten temat trwały od tygodni. Sfinalizowano je podczas dwudniowej konferencji „Nowa Białoruś”, która zakończyła się wczoraj w Wilnie.
Z naszych informacji wynika, że otoczenie Cichanouskiej dostało zielone światło na taki krok od władz Litwy. W poniedziałek rano, tuż przed startem konferencji, liderzy opozycji spotkali się z ministrem spraw zagranicznych Gabrieliusem Landsbergisem. Dotychczas politycy opozycji nie chcieli stwarzać wrażenia, że tworzą alternatywne struktury władzy. Za pewnik jest przyjmowane, że Cichanouska faktycznie wygrała wybory prezydenckie w 2020 r., ale nigdy nie zdecydowała się na złożenie przysięgi bądź ogłoszenie się głową państwa. Nasi rozmówcy przekonują, że w ten sposób chciano uniknąć powtórki sytuacji z Wenezueli, gdzie opozycyjny lider parlamentu Juan Guaidó w 2019 r. ogłosił się p.o. prezydentem i nawet został w tej funkcji uznany przez szereg państw zachodnich, ale nie doprowadziło to do zmiany sytuacji.