W trakcie kampanii wyborczej we Francji doszło do potyczki słownej między premierem Mateuszem Morawieckim a prezydentem Emmanuelem Macronem. Czy może to wpłynąć na politykę Paryża wobec Warszawy?
Zarówno w Polsce, jak i we Francji była ona obliczona na użytek wewnętrzny. Nie przywiązywałbym więc do tego wielkiej wagi. W tej chwili nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądał rząd Macrona, bo kluczowe okażą się wyniki wyborów parlamentarnych. Za dwa miesiące wszystko będzie jednak jasne i polskiemu rządowi nie pozostanie nic innego, jak współpracować z taką administracją, jaka powstanie. W kampanii sytuacja była zupełnie inna, dlatego nie uważam, żeby tamta wymiana nieuprzejmości mogła być odbierana jako coś, co burzy relacje czy uniemożliwia obu państwom współpracę w ramach Unii Europejskiej. Szczególnie teraz, kiedy w Ukrainie toczy się wojna i wciąż pozostaje niedomknięty temat pandemii. Siłą rzeczy oba rządy będą musiały współpracować. W wielu kwestiach będzie im po drodze. Widać to chociażby na przykładzie energetyki jądrowej. Jeśli Polska miałaby ją rozwijać, Francja byłaby ważnym sojusznikiem.