Opozycja postanowiła w zaplanowanych na najbliższą niedzielę wyborach parlamentarnych wystartować w jednym szerokim bloku Wspólnie dla Węgier. Oddając na niego głos, wyborcy wspierają zarówno lewicę: Koalicję Demokratyczną i Węgierską Partię Socjalistyczną, centrowe i popularne wśród młodych ludzi Momentum, centrowy, lecz współpracujący z lewicą Dialog dla Węgier, antyestablishmentową Węgierską Partię Zielonych, jak i konserwatywny Jobbik. Praktycznie wszystkie sondaże wskazują jednak na czwarte z rzędu, a piąte w historii zwycięstwo rządzącego Fideszu.
Według ostatniego badania ośrodka Medián, który najtrafniej przewidział wynik poprzednich wyborów, partia rządząca w koalicji z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową może liczyć na 50-proc. poparcie, a opozycja jedynie na 40-proc. Przewaga Fideszu nad oponentami w poszczególnych sondażach wynosi w ostatnich dniach od 2 do 11 pkt proc. i jest stabilna.
Reklama
Sumaryczne poparcie nie przekłada się jednak w tych wyborach w prosty sposób na wynik wyborczy. Zgodnie z węgierską ordynacją wyborczą 106 posłów do jednoizbowego parlamentu wybieranych jest w jednomandatowych okręgach wyborczych, a 93 z krajowych list partyjnych. Jak zauważa w rozmowie z DGP Veronika Jóźwiak, analityczka Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, wojna skonsolidowała elektorat wokół partii rządzącej, a nie podzieliła go.
– Kluczowa jest jednak ordynacja, która premiuje ugrupowanie zwycięskiego kandydata w jednomandatowych okręgach przez przekazanie dodatkowych głosów na listę partyjną. To taka odwrócona kompensacja, która może spowodować, że mimo niewielkiej różnicy procentowej zwycięzca wyborów może zyskać dużą przewagę przy podziale mandatów – podkreśla.

Reklama
Zjednoczenie opozycji, do którego doszło jesienią ubiegłego roku, to jedno z naj jaśniejszych elementów ich kampanii wyborczej. Wspólnie dla Węgier przyciągnęło do siebie zarówno liberałów, lewicę, samorządowców reprezentowanych m.in. przez kandydata na premiera Pétera Márki-Zaya, jak i Jobbik, który w ostatnich latach odszedł od eurosceptycznego i nacjonalistycznego kursu, a politycy tej partii chętnie fotografują się z szefem Europejskiej Partii Ludowej Donaldem Tuskiem.
Od jesieni jednak opozycja skupiała się na budowie list partyjnych i nie była w stanie zdominować debaty publicznej i przebić się szczególnie do wahających się wyborców. Widać to szczególnie w końcówce kampanii. Wspólnie dla Węgier stawiało na krytykę Fideszu: rządzącej partii zarzucano nie tylko koncentrację władzy, praktyki korupcyjne czy zbliżenie z Rosją i Chinami w świetle wojny w Ukrainie, lecz także zaniedbania w obszarze służby zdrowia czy brak przeciwdziałania wobec kryzysu gospodarczego.
Fidesz odpowiedział decyzjami przekładającymi się na finanse wyborców. Partia Orbána zamroziła ceny sześciu podstawowych produktów spożywczych oraz paliw, podniosła o 16,5 proc. płacę minimalną, wprowadziła podwyżki wynagrodzeń m.in. dla żołnierzy i pielęgniarek, przywróciła też trzynastą emeryturę. W styczniu rządzący na pół roku zamrozili oprocentowanie kredytów hipotecznych.
Po wybuchu wojny Fidesz skupił się na negatywnej kampanii wobec opozycji. Orbán i jego współpracownicy zarzucali Wspólnie dla Węgier chęć wciągnięcia kraju w wojnę. Obóz rządzący przedstawiali jako gwaranta spokoju, stabilizacji i dystansu wobec działań militarnych.
Wydaje się, że większość społeczeństwa popiera pozycję rządu, choć jest on otwarcie krytykowany przez zachodnich partnerów.
Według Veroniki Jóźwiak to właśnie wojna miała największy wpływ na kampanię. – Narracja rządu, że Węgry muszą pozostać poza konfliktem, jest ważnym motywem w kampanii partii rządzącej, która podkreśla konieczność utrzymania niskich cen za energię, co zapewnia tani gaz z Rosji. Ten przekaz jest wałkowany w mediach prorządowych i dociera do bardzo wielu wyborców. Fidesz akcentuje stabilność, którą tylko rząd może oferować, a opozycja jest w tej kwestii mniej wiarygodna. To rząd dysponuje budżetem i może rozdawać pieniądze różnym grupom społecznym, co zdecydowanie było widoczne w ostatnich dwóch miesiącach w postaci bezpośrednich transferów, podwyżek i dodatków np. dla emerytów oraz przez regulowanie cen – uważa analityczka PISM. Jej zdaniem opozycja przez brak doświadczenia ma także problem z dotarciem do wyborców oraz ujednoliceniem stanowisk poszczególnych ugrupowań.
Na celowniku partii rządzącej w ostatnich dniach znalazła się także misja obserwacyjna OBWE – Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Orbán zarzucał jej stronniczość. Sprzeciw Fideszu ma jednak wyłącznie wymiar symboliczny – od miesiąca węgierskim wyborom przygląda się na miejscu długoterminowa, pełnowymiarowa i największa w krajach UE misja obserwatorów. Jej ewentualne uwagi – zdaniem Jóźwiak – nie będą jednak miały przełożenia na działania władz. Zdaniem analityczki w praktyce węgierskie władze nie stosują się do żadnych zaleceń OBWE.