Reklama
Nowela przywróci limit dwóch kadencji prezydenckich, zniesiony przez Łukaszenkę w 2004 r. Kadencje będą liczone od zera, więc Łukaszenka mógłby jeszcze „wygrać” wybory w 2025 i 2030 r. W takim scenariuszu odszedłby o rok wcześniej niż Władimir Putin, któremu ubiegłoroczny manewr ze zmianą konstytucji pozwala rządzić do 2036 r. Jako były prezydent Łukaszenka miałby zapewniony dożywotni mandat senatora i immunitet. Następca musiałby się legitymować 20-letnim nieprzerwanym zamieszkiwaniem na Białorusi. Głową państwa nie mogłaby zostać osoba, która kiedykolwiek posiadała prawo pobytu na terenie innego państwa. Uniemożliwia to start dużej części zmuszanej do emigracji opozycji, osobom po studiach za granicą, a nawet najmłodszemu synowi Łukaszenki Mikałajowi, niekiedy przymierzanemu do roli następcy, który uczy się w Moskwie. Zakaz dotyczy też posiadaczy Karty Polaka („inny dokument obcego państwa uprawniający do ulg i innych przywilejów”). Wbrew obietnicom kompetencje prezydenta zostały ograniczone tylko kosmetycznie. Przykładem zastrzeżenie, że izba niższa będzie musiała zatwierdzić kandydata na premiera przed, a nie dopiero po jego powołaniu. Wzmocniono kontrolę sądu konstytucyjnego nad konstytucyjnością aktów niższego rzędu, co biorąc pod uwagę podporządkowanie sędziów też pozostanie symboliczne.
Istotne zmiany dotyczą umocowania UNS, które otrzymuje faktyczny status trzeciej izby parlamentu. UNS jako „najwyższy organ przedstawicielski ludowładztwa” będzie rozpatrywać wnioski o impeachment prezydenta. Ma też „określać strategiczne kierunki rozwoju sołeczeństwa i państwa, gwarantować niezłomność ustroju konstytucyjnego, następstwo i zgodę obywatelską”. Dotychczas UNS nie miał umocowania konstytucyjnego i zbierał się raz na kilka lat, zwykle w okolicy kampanii prezydenckiej, by potwierdzać kurs wyznaczony przez Łukaszenkę. Teraz będzie także decydować o ważności wyborów, proponować referenda i zmiany w konstytucji, wprowadzać stany nadzwyczajne w razie bezczynności głowy państwa oraz – na wniosek prezydenta – wybierać szefów najważniejszych sądów. Łukaszenka połączył przy tym przyjemne z pożytecznym, bo UNS będzie mógł też… „nagradzać prezydenta nagrodami państwowymi”. Władza sama sobie powoła jego członków – będą nimi z urzędu prezydent i byli prezydenci, przedstawiciele władz centralnych i lokalnych, także sądowniczej, oraz reprezentanci społeczeństwa obywatelskiego. W sumie 1200 osób powołanych zgodnie z nieopracowanymi jeszcze procedurami. Ciało ma się zbierać co najmniej raz w roku, a na jego czele stanie najpewniej Łukaszenka.
Konstytucja zacieśni kontrolę nad ideologią. Przewidziano, że „państwo dba o zachowanie historycznej prawdy i pamięci o bohaterskim wyczynie ludu białoruskiego podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Doprecyzowano definicję małżeństwa jako „związku kobiety i mężczyzny”. Zapisano, że „okazywanie patriotyzmu, zachowywanie pamięci historycznej o bohaterskiej przeszłości ludu białoruskiego to obowiązek każdego obywatela”. Dopuszczono wreszcie – choć pozostawiono do późniejszego rozstrzygnięcia – możliwość pozbawiania obywatelstwa (niedawno proponowano odbieranie paszportów uczestnikom protestów) oraz wprowadzenia na stanowiska wybieralne cenzusów innych niż dotyczące wieku. Ciekawe są też sygnały pod adresem Rosji. Do preambuły dopisano „niezbywalne prawo do zachowania samodzielności narodowej i suwerenności”. W jednym z artykułów dodano zaś frazę, że „Białoruś wyklucza agresję wojskową wymierzoną ze swojego terytorium w inne państwa”, co jest ciekawe w kontekście pogróżek Rosji pod adresem Ukrainy i obaw, że Białoruś może zostać wykorzystana do wyprowadzenia ataku. ©℗