Grupa Wagnera - prywatna armia finansowana przez współpracującego z Kremlem oligarchę Jewgienija Prigożyna - zostanie dziś objęta sankcjami UE. Razem z nią na listę trafią trzy firmy i osiem osób zaangażowanych w działalność grupy. Bruksela decyzję podejmuje w szczycie napięcia między Rosją a Zachodem. Państwa wschodniej flanki NATO od dawna lobbowały za objęciem sankcjami wagnerowców, postrzegając ich jako skuteczne narzędzie prowadzenia przez Kreml nieregularnych wojen. W 2020 r., w efekcie działań dyplomacji litewskiej, Unia nałożyła sankcje na sponsora grupy - Jewgienija Prigożyna.
W 2018 r. Władimir Putin przekonywał, że wagnerowcy mają prawo robić, co chcą, dopóki nie łamią rosyjskiego prawa (co ciekawe, w Rosji działalność prywatnych armii jest nielegalna, co reguluje kodeks karny). W 2020 r. zapewniał, że nie mają oni nic wspólnego z państwem rosyjskim i nie reprezentują jego interesów. Przed spodziewaną dzisiejszą decyzją o sankcjach anonimowi przedstawiciele Kremla cytowani przez Reutersa przekonywali, że zostanie ona uznana za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Rosji i spotka się z symetryczną odpowiedzią. - Grupa Wagnera działa w wielu krajach, m.in. w Syrii, Libii i na Ukrainie. Indywidualne sankcje mają związek z poważnym naruszeniem praw człowieka w różnych państwach - mówił cytowany przez tę samą agencję anonimowy dyplomata UE.