Rinat Achmetow tradycyjnie dobrze żył ze wszystkimi prezydentami. Za Łeonida Kuczmy (1994-2005) zbudował i zalegalizował biznesowe imperium z centrum w Doniecku. Choć Wiktor Juszczenko podczas pomarańczowej rewolucji udaremnił nieuczciwy sukces Wiktora Janukowycza, blisko związanego z Achmetowem, oligarcha szybko znalazł wspólny język z liderem obozu prozachodniego. Zwycięstwo Janukowycza w 2010 r. doniecczanin mógł świętować jako własne, a po jego ucieczce w 2014 r. szybko doszedł do ładu z Petrem Poroszenką. Achmetow zdaje sobie sprawę, że pieniądze lubią ciszę, dba też o własny wizerunek na Zachodzie. W konflikty z władzami nie lubi się bawić, a te odwdzięczały mu się życzliwością. W efekcie dysponuje dziś majątkiem wartym 11,5 mld dol., kilkukrotnie większym niż sąsiadów z listy najbogatszych Ukraińców.
Podczas wyborów w 2019 r. Achmetow wspierał innych kandydatów, ale po zwycięstwie Wołodymyra Zełenskiego i jego Sługi Narodu politycy SN zaczęli się regularnie pojawiać na antenie Ukrajiny-24, należącego do biznesmena kanału informacyjnego. Nowa ekipa obsadziła niektóre stanowiska ludźmi dobrze znanymi Achmetowowi, a jego dawny menedżer Denys Szmyhal został premierem. Zełenski wykorzystał przychylność Achmetowa w czasie konfliktu ze swoim dawnym mentorem Ihorem Kołomojskim. Kołomojski finansował kampanię Zełenskiego, bo liczył, że po zwycięstwie odzyska znacjonalizowany za czasów Poroszenki Prywatbank, ale się przeliczył. Nowy prezydent przeforsował ustawę zakazującą zwrotu banków poprzednim właścicielom, nawet gdyby sąd uznał, że upaństwowienie przeprowadzono z naruszeniem prawa.
Wszystko zmieniło się, gdy prezydent zaczął promować ustawę dezoligarchizacyjną, która ma ograniczyć wpływ najbogatszych na politykę i media, a pośrednio może im utrudnić dostęp do kredytów. Achmetow uznał to za wypowiedzenie wojny. Rzadko występujący publicznie oligarcha przekonywał, że to represje wymierzone w największego inwestora, pracodawcę i podatnika w kraju. Obóz władzy replikuje, że to jedyna droga, by zdemonopolizować niektóre sfery gospodarki, zmodernizować państwo i wyplenić korupcję. Ludzie Zełenskiego oskarżają też Achmetowa, że celowo zmierza do wywołania zimowego kryzysu energetycznego. Zapasy węgla przed zimą należą do najniższych w historii, a znaczna część ciepłownictwa jest kontrolowana przez spółki doniecczanina z tatarskimi korzeniami.
Achmetow w odwecie zaczął atakować obóz władzy na antenie Ukrajiny-24. Z telewizji niemal nie wychodzą krytycy Zełenskiego z różnych części sceny. Szczególnymi względami cieszy się odwołany niedawno szef parlamentu, pierwszy lider Sługi Narodu Dmytro Razumkow, który sonduje możliwość powołania własnego ugrupowania o roboczej nazwie Rozumna Polityka. Razumkow debiutował w sondażach z niemal 10-proc. poparciem, spychając SN z pozycji lidera. Wśród chętnie zapraszanych krytykujących prezydenta polityków nie brakuje też ekspremierów Arsenija Jaceniuka i Julii Tymoszenko, byłego szefa rządu Wołodymyra Hrojsmana i zdymisjonowanego niedawno szefa MSW Arsena Awakowa, który latami wydawał się niezatapialny. Zełenskiego z anteny Ukrajiny-24 potępiają też celebryci w rodzaju lekarza Jewhena Komarowskiego i autora wywiadów z politykami i celebrytami Dmytra Hordona.
Prezydent reaguje coraz bardziej nerwowo, a jednocześnie stara się odnowić sojusz z Kołomojskim. Ten ostatni nie mówi „nie” i znów chętnie dopuszcza prezydencką narrację na antenie własnego kanału 1+1. Achmetow zaś ewidentnie rozgląda się za kontrkandydatem Zełenskiego w wyborach prezydenckich i zbudowaniem silnej konkurencji dla Sługi Narodu w parlamentarnych. W kuluarach głośno o projekcie RAJa (Razumkow-Awakow-Jaceniuk), który miałby stać się alternatywą dla SN, łączącą rozczarowanych zwolenników prezydenta (Razumkow), adeptów twardej retoryki wobec Rosji (Awakow) i prozachodnich technokratów uosabianych przez Jaceniuka. Zanim to nastąpi, Ukraina musi się zmierzyć z groźniejszymi wyzwaniami. Spór Zełenskiego z Achmetowem, którego prezydent zdążył już oskarżyć o snucie planów zamachu stanu, może się wymknąć spod kontroli. Jedynym beneficjentem takiego stanu rzeczy byłaby Moskwa.
Spór Zełenskiego (na zdjęciu) z Achmetowem, którego prezydent zdążył już oskarżyć o snucie planów zamachu stanu, może się wymknąć spod kontroli / EPA/PAP