Jakub Jakóbowski, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich / Materiały prasowe
Litwa ostatnio znalazła się na celowniku Pekinu w związku z otwarciem przedstawicielstwa Tajwanu w Wilnie. Skąd taka ostra reakcja chińskich władz?
Tajwańczycy w wielu krajach - w tym w Polsce - mają już swoje przedstawicielstwa, tylko one nazywają się zawsze „przedstawicielstwo handlowe Tajpej”, nie sugerując w ten sposób uznania dyplomatycznego Tajwanu. To międzynarodowy standard, który Pekin akceptował; zresztą wiele krajów ulokowało na wyspie swoje analogiczne placówki. Nowość w przypadku Litwy to zgoda na otwarcie „biura przedstawicielskiego Tajwanu”. To jest precedens, bo dotychczas Tajwańczycy otworzyli takie przedstawicielstwo wyłącznie w Somalilandzie, czyli państwie nieuznawanym przez nikogo. Stąd wściekłość Pekinu i bardzo ostra retoryka, bo ewidentnie jest to przesuwanie granicy tego, co jest akceptowalne w świecie.
Czy to element szerszej ofensywy dyplomatycznej, jaką władze tajwańskie prowadzą w naszym regionie?
Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wydarzenia na linii Tajwan-Litwa wpisują się w znacznie szerszy trend wynikający z relacji tajwańsko-amerykańskich. Administracja Tsai Ing-wen - obecnej prezydent Tajwanu - z zasady jest bardziej proniezależnościowa i na pewno szukająca sposobów, żeby zwiększyć swoją niezależność od Pekinu. Tego typu nastawienie na Tajwanie funkcjonuje od dawna, ale w ostatnich latach tamtejsze władze nie wychodziły poza ogólnie przyjęte ramy tego, z kim mogą się spotykać, jak mają nazywać się przedstawicielstwa itd. Trzymali się pewnego dyplomatycznego status quo. Ostatnio zmieniła się jednak zdecydowanie polityka USA wobec Tajwanu.
Z Waszyngtonu płynie wiele gestów poparcia dla wyspy.
Amerykanie dążą do tego, żeby dla Tajwanu zbudować szerokie, międzynarodowe poparcie koalicji państw demokratycznych. Ich działania mają na celu przesunięcie granicy tego, co jest dopuszczalne i niedopuszczalne w kontaktach z Tajpej, a więc wyspę odwiedzają dyplomaci, a także wojskowi, którzy szkolą tajwański personel. Do tego mamy zdecydowanie ostrzejszą retorykę amerykańską dotyczącą obrony Tajwanu. To poszerza pole dla samych Tajwańczyków, żeby działać bardziej asertywnie i energicznie. To nas prowadzi na Litwę, gdzie obecnie ta dynamika poszerzania jest testowana - z błogosławieństwem USA. Stąd wydarzenia u naszego sąsiada są ważne i to w wymiarze globalnym, bo pokazują, że zmienia się atmosfera wokół Tajwanu.
Ale aktywność dyplomatyczna Tajwańczyków nie ogranicza się tylko do Litwy. Ostatnio region odwiedziły duże, liczące po kilkadziesiąt osób delegacje. Były w Czechach i na Słowacji.
Wizyty w tych dwóch ostatnich państwach nie dziwią, bo Tajwańczycy inwestują tam od dawna. Jednak prawdą jest, że delegacje miały charakter mocno gospodarczy, ale z zabarwieniem politycznym. To oznacza, że rząd w Tajpej chce mocniej zagrać tą kartą w swojej rozgrywce dyplomatycznej. Wśród wysłanych do naszego regionu przedstawicieli były np. osoby związane z branżą półprzewodników, a to przecież sektor, na którym krajom Europy Środkowej i Wschodniej bardzo zależy. Zresztą nie tylko nam, właściwie całemu światu; o takie inwestycje tajwańskie zabiegają także USA, Japonia i Niemcy. Podparcie ofensywy dyplomatycznej gospodarczym potencjałem pokazuje, że Tajpej jest zdecydowane grać ostrzej. Inna sprawa, co z tego wyniknie; na razie mamy falę podpisanych porozumień i memorandów.
Czy wybór naszego regionu na cel takiej ofensywy dyplomatycznej ma związek z tym, że od dawna współpracę z Europą Środkową i Wschodnią chce rozwijać Pekin?
Przyczyn szukałbym gdzie indziej. Prawdą jest, że tzw. format 16+1 [czyli Chiny i 16 państw naszej części Europy - red.] chwieje się i poparcie dla niego w regionie jest na historycznie niskim poziomie. Źródłem dynamiki kontaktów z Tajwanem, przynajmniej w przypadku Litwy, jest jednak troska o bezpieczeństwo. Wilno szuka kanałów kontaktu z Waszyngtonem - ich szef dyplomacji Gabrielius Landsbergis właśnie wraca z wizyty w USA. Kalkulacja Litwy jest taka, że najlepszym sposobem na zbliżenie z Amerykanami jest zbliżenie z Tajwanem. Co więcej, Litwini postrzegają się jako małe państwo, któremu zagrażają autorytaryzmy jak Rosja czy Białoruś - pozycja, w której znajduje się również Tajwan - więc widzą tutaj także bardziej długofalowy interes: wysłanie w świat przekazu, że ochrona małych demokratycznych państw ma znaczenie. To, że Chińczycy słabiej sobie radzą w regionie, odgrywa tutaj jakąś rolę, ale kluczowa jest globalna dynamika.
Jakie są realne szanse na pogłębienie współpracy gospodarczej Tajwanu z naszym regionem?
Tajwańską obecność można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to inwestycje czysto produkcyjne - np. montaż elektroniki. Takie zakłady już w regionie istnieją - np. w Czechach Foxconn ma zakład zatrudniający kilka tysięcy ludzi. Na Słowacji Tajwan jest znacznie ważniejszym inwestorem niż Chiny. Jest potencjał do tego, żeby współpracę na tym polu poszerzać. Zwłaszcza że dużo mówi się ostatnio o regionalizacji łańcuchów dostaw. Druga kategoria potencjalnych inwestycji to są półprzewodniki. Tajwańczycy globalnie próbują tą kartą bardzo mocno rozgrywać. Wszyscy zabiegają, żeby Tajpej to u nich ulokowało duże fabryki procesorów - to strategiczny priorytet krajów jak USA czy Niemcy. Mówi się nawet o ulokowaniu takiego zakładu w Dreźnie.
Jaką część tego tortu jest w stanie uszczknąć Polska?
Nad Wisłą na razie nie ma dużych projektów tajwańskich. Na razie wysyłamy sygnały dyplomatyczne, czego przykładem jest chociażby przekazanie w tym roku przez Polskę szczepionek na Tajwan. Cały proces jest jednak na bardzo wstępnym etapie badania potencjału państw regionu. ©℗
Rozmawiał Jakub Kapiszewski