Prezydent Francji Emmanuel Macron prowadzi niekonsekwentną politykę wobec Algierii. Jednocześnie uznaje zbrodnie dokonane przez Francję podczas wojny w tym kraju, ale nie zamierza za nie przepraszać. Strategia ta jest próbą pogodzenia sprzecznych wartości: obrony bieżących interesów Francji w Algierii i utrzymania przez Macrona poparcia w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
Maciej Pawłowski, Instytut Nowej Europy
Relacje dwustronne są wciąż determinowane przez bolesną przeszłość. Od 1830 r. Algieria była francuską kolonią, a w latach 1954–1962 stoczyła wojnę o niepodległość. Zginęło wówczas ponad 1 mln osób, z czego 80 proc. stanowiła algierska ludność cywilna, 15 proc. bojownicy Frontu Wyzwolenia Narodowego, a 2,5 proc. żołnierze francuscy. Kres działaniom wojennym położyło referendum z 1961 r., w którym 75 proc. obywateli Francji opowiedziało się za przyznaniem Algierii prawa do samostanowienia. W kwietniu 1962 r. stała się ona niepodległym państwem. Jednak jeszcze latem tego samego roku niepogodzeni z rozwojem wydarzeń francuscy żołnierze założyli Organizację Tajnej Armii (OAS), która przeprowadzała zamachy na terenie byłej kolonii. W odpowiedzi władze algierskie zastosowały represje wobec ludności francuskiej, zmuszając ją do emigracji, w wyniku czego z Algierii wyjechało ponad 900 tys. osób.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.