Trudno sobie wyobrazić przyszły rząd bez ich udziału. Za to wciąż nie wiadomo, kto ten rząd utworzy. Według prognozy wyborczej ARD sprzed godziny 20 socjaldemokraci uzyskali 25,2 proc. głosów, a chadecy 24,6 proc. To nie przesądza, czy przyszłym kanclerzem zostanie Olaf Scholz (SPD) czy jednak Armin Laschet (CDU). Pewne jest natomiast, że ten drugi poprowadził Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną do najgorszego wyniku w jej historii.
– Najpewniej będzie to koalicja trzech partii i rozmowy będą trwały długo – mówił wczoraj podczas wieczoru wyborczego w niemieckiej ambasadzie w Warszawie jej gospodarz Arndt Freytag von Loringhoven tuż przed ogłoszeniem pierwszych wyników sondażowych. Kilka godzin później wciąż nie było jasne, czy przyszłym kanclerzem Niemiec będzie Olaf Scholz (SPD) czy Armin Laschet (CDU). Wyniki dwóch największych partii zbliżały się do 25 proc. poparcia z niewielkim wskazaniem na socjaldemokrację. Pewne jest, że ten pierwszy nawet jeśli nie zostanie kanclerzem, jest zwycięzcą tych wyborów, ponieważ jeszcze kilka miesięcy temu SPD w sondażach miała ok. 8 pkt proc. mniej. Dla lewicy to powrót w wielkim stylu i niewątpliwie jest to zasługa Scholza. Za to Laschet poprowadził chadeków do ich najgorszego wyniku wyborczego w historii. Nawet jeśli zostanie kanclerzem, to znacznie słabszym niż ustępująca Angela Merkel.
Jedna z tych partii utworzy rząd do spółki z Zielonymi (ok. 15 proc. poparcia) i liberałami z FDP (ok. 12 proc.). Ci pierwsi jeszcze kilka miesięcy temu mieli w sondażach poparcie ponad 20 proc. obywateli, tak więc ich wynik, mimo że najlepszy w historii, ma nieco słodko-gorzki smak. Inaczej jest u liberałów. – Myślę, że oni będą bardzo wysoko licytować i w negocjacjach koalicyjnych mogą uzyskać wiele – prognozuje dr Agnieszka Łada-Konefał, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.
Do parlamentu wejdzie także radykalna prawica z Alternatywy dla Niemiec, na progu wyborczym balansuje lewicowa Die Linke, której wielu wyborców wybrało tym razem Zielonych i SPD. Jednego posła będzie też miała mniejszość duńska.
Pierwsze posiedzenie nowego Bundestagu musi się odbyć w ciągu 30 dni od wyborów. Na nowego kanclerza poczekamy znacznie dłużej.