Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to Australia za kilka lat może dołączyć do elitarnego klubu państw, które na wyposażeniu swoich marynarek wojennych mają okręty podwodne z napędem atomowym. Wejściówkę do tego wąskiego grona – w którym znajdują się USA, Wielka Brytania, Rosja, Indie, Francja i Chiny – załatwili Australijczykom Amerykanie: Waszyngton podzieli się z Canberrą stosownymi technologiami. Dotychczas takiego zaszczytu dostąpili wyłącznie Brytyjczycy (którzy z USA dzielą się również know-how w zakresie budowy rakiet z ładunkami nuklearnymi odpalanymi z takich łodzi).
Wczoraj australijski premier Scott Morrison poleciał do Waszyngtonu, aby postawić kropkę nad i w tym porozumieniu. Weźmie udział w szczycie państw grupy QUAD, do której należą również USA, Indie i Japonia. Kiełkuje również inny pakt – pod nazwą AUKUS (od nazw zaangażowanych w niego państw) – już przezwany „NATO na Pacyfiku”, chociaż Morrison zarzeka się, że „to nie jest nasza wersja sojuszu”. Porozumienie Waszyngtonu, Londynu i Canberry wpisuje się jednak w konsekwentnie prowadzoną przez administrację Joego Bidena politykę umacniania sojuszy na Pacyfiku i Oceanie Indyjskim, aby stworzyć przeciwwagę wobec Chin.