Dokument połączył obie sprawy. I jak przekonują przedstawiciele polskiej dyplomacji, tak właśnie miało być. Lex TVN miało być kozą, która jest wyprowadzana po to, by odwrócić uwagę od regulacji strategicznej z punktu widzenia interesów państwa – noweli kodeksu postępowania administracyjnego. Na to wszystko nałożyła się przesadzona i histeryczna reakcja szefa MSZ Izraela Ja’ira Lapida oraz jego kolegów z rządu, którzy w pewnym momencie stracili umiar w ocenie nowelizacji i w zasadzie każde słowo polskich polityków umieszczali w kontekście antysemityzmu, dokonując tym samym inflacji tego pojęcia. Z jednej strony ich kalkulacja, że państwo prowadzące spór z Brukselą, Waszyngtonem, Pragą i z fatalnymi stosunkami na Wschodzie (Moskwa i Mińsk) nie może skutecznie walczyć na kolejnym froncie – była sensowna. Z drugiej, hejterskie deklaracje stały się po prostu nieznośne nawet dla największych przyjaciół Izraela w poprawnych politycznie USA. Lapid, stosując hiperbolę, wykroczył poza prawdę, a nawet prawdopodobieństwo (nie pierwszy raz zresztą). I to również wykorzystywała strona polska.
Co jednak najważniejsze: spór o nowelizację kodeksu po raz pierwszy w praktyce pokazał, jaka jest realna siła ustawy 447. Jeśli ma nią być liczące 1282 znaki oświadczenie szefa amerykańskiej dyplomacji, to nie jest ona – jak mawiał klasyk – porażająca.