Litewski minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis i wiceminister spraw wewnętrznych Arnoldas Abromavičius przebywają z wizytą w Turcji i Iraku, by rozmawiać o współpracy w powstrzymaniu fali migracji. To właśnie z lotnisk w tych krajach ludzie są przewożeni na Białoruś, skąd – dzięki wsparciu władz w Mińsku – przekraczają „zieloną granicę” z Litwą. Od początku roku tamtejsi pogranicznicy zatrzymali na próbie nielegalnego przekroczenia granicy 1738 osób. Połowę stanowili obywatele Iraku.
We wtorek wieczorem Litwini spotkali się z szefami MSZ i MSW Turcji Mevlütem Çavuşoğlu i Süleymanem Soylu. – Litwa nie doświadcza kryzysu humanitarnego. To wojna hybrydowa reżimu Alaksandra Łukaszenki przeciwko nam. Białoruski reżim pod pretekstem komercyjnych przewozów lotniczych, najpewniej korzystając z lotniska w Stambule jako punktu tranzytowego, organizuje ten szlak nielegalnej migracji – mówił Landsbergis w Turcji. Litewskie MSZ twierdzi, że 20 proc. pasażerów, którzy odlatują ze Stambułu do Mińska, to przyszli tzw. nieregularni imigranci. Wczoraj Litwini udali się z Ankary do Bagdadu, gdzie ma ich przyjąć szef miejscowego MSZ Fu’ad Husajn. Wilno chce, by oba kraje u siebie powstrzymywały potencjalnych nieregularnych migrantów przed wylotem na Białoruś i by ograniczyły liczbę lotów do Mińska.
Tymczasem litewski parlament przyjął we wtorek kontrowersyjne przepisy przyspieszające procedury w sprawach dotyczących wniosków o przyznanie ochrony międzynarodowej. Nowa ustawa odbiera takim cudzoziemcom prawo do tłumacza, dopuszcza deportację w trakcie rozpatrywania odwoływania od odrzucenia wniosku oraz wydłuża możliwy proces trzymania migranta w zamkniętym ośrodku do sześciu miesięcy. Premier Ingrida Šimonytė przyznała, że krytyka ze strony organizacji pozarządowych i obrońców praw człowieka jest uzasadniona, ale ze względu na rozmiary problemu „Litwa może nie zdołać zagwarantować całkowitego przestrzegania praw migrantów”. W podobnym tonie wypowiadała się przewodnicząca parlamentu Viktorija Čmilytė-Nielsen. Krytykę wywołały też sformułowania z komunikatu policji, która prosiła o informowanie o „ludziach o nieeuropejskim wyglądzie”.
Dzięki wspólnej pracy dziennikarzy z LRT, „Miediazony. Biełaruś” i Scanner Project wiemy więcej o tym, jak zorganizowany jest cały proceder. Oferta jest skierowana przede wszystkim do irackich i tureckich Kurdów, którzy szukają lepszego życia w Europie. Agencje turystyczne z Bagdadu i miast kurdyjskich oferują białoruskie wizy, bilety lotnicze i kilkudniowy nocleg w Mińsku. – Możemy zaproponować Białoruś, Niemcy, Litwę i inne kraje. Stąd na Białoruś, potem w 20 minut na Litwę. To kosztuje 10 tys. dol. za jedną osobę z Bagdadu na Litwę – mówił jeden z irackich przemytników. W Mińsku, o czym wcześniej pisał portal Tut.by, na przybyszy czekają przedstawiciele białoruskich touroperatorów. Landsbergis twierdził w rozmowie z „Financial Timesem”, że zajmuje się tym też państwowy Centrkurort. 10 maja linie Fly Baghdad uruchomiły dodatkowy rejs do Mińska. Za każdego przerzuconego na Litwę migranta państwo białoruskie ma otrzymywać 3000 dol. Obcokrajowców przekonuje się często, że agencje turystyczne załatwiają całkowicie legalny przejazd do UE.