Czwarty pakiet obostrzeń wymierzonych we władze Białorusi zostanie przyjęty najpewniej 21 czerwca.

– Porwanie samolotu Ryanaira zmieniło sytuację. Nawet państwa niechętne zaostrzaniu polityki wobec Mińska zmieniły zdanie. Dlatego przeciągające się dotychczas prace nad sankcjami nabrały tempa. Jest polityczna zgoda co do tego, że mają one zaboleć reżim – mówi DGP osoba z otoczenia Swiatłany Cichanouskiej znająca szczegóły rozmów.
21 czerwca w Luksemburgu odbędzie się posiedzenie unijnej Rady ds. Zagranicznych. To wówczas ministrowie z 27 państw UE mieliby zatwierdzić nowy pakiet. Prace nad nim przeciągały się od tygodni, jednak znacznie przyspieszyły po zatrzymaniu dwójki pasażerów lotu z Aten do Wilna, opozycyjnego blogera Ramana Pratasiewicza i jego rosyjskiej dziewczyny Sofii Sapiegi. W poniedziałek podczas Rady Europejskiej przyjęto wytyczne, jak mają one wyglądać. Zarekomendowano, by europejskie linie lotnicze nie latały na Białoruś i nad nią oraz by nie wydawać zgody Bieławii na loty do i nad UE. Wspólnota ma rozszerzyć czarną listę sankcyjną i przyjąć punktowe sankcje gospodarcze.
Dotychczas ‒ za represje trwające od kampanii przed wyborami w sierpniu 2020 r. ‒ ograniczenia objęły 88 osób i siedem spółek. – To zdecydowanie za mało, zwłaszcza że część z tych osób i tak nie podróżowała do Unii ani nie trzyma pieniędzy w zachodnich bankach. Podstawową trudnością było to, że na każdą z takich osób musi się zgodzić każde z 27 państw. Poprzednio Łotwa zablokowała wpisanie Alaksieja Aleksina, jednego z najbogatszych białoruskich biznesmenów zbliżonych do Alaksandra Łukaszenki, który prowadził interesy nad Dźwiną. Jak można się spodziewać, teraz, kiedy Białoruś wyrzuciła z Mińska wszystkich łotewskich dyplomatów poza jednym, Ryga straci motywację, by go dalej bronić – mówi nasz rozmówca. Na stole leży objęcie sankcjami któregoś z eksportowych gigantów w rodzaju potasowego Biełaruśkaliju, rafinerii w Mozyrzu i Nowopołocku lub metalurgicznych zakładów BMZ.
Wczorajszy „Kommiersant” pisał, że UE może wprowadzić daleko idące sankcje sektorowe w rodzaju embarga na import surowców ropopochodnych lub nawozów potasowych z Białorusi. Te branże wymieniał szef MSZ Litwy Gabrielius Landsbergis. Sprzedaż do UE tych pierwszych w 2020 r. przyniosła ponad 1 mld dol., a tych drugich – kolejne 200 mln. To ponad 20 proc. całego eksportu Białorusi na wspólny rynek, a w 2021 r. wymiana z Unią jeszcze wzrosła. Sektor naftowy, zarabiający na przetwarzaniu taniej ropy z Rosji, i tak znajduje się w trudnym położeniu ze względu na wchodzące w życie na początku czerwca amerykańskie sankcje, którymi objęto najważniejsze spółki tej branży. Zdaniem „Kommiersanta” Białorusini w razie nałożenia blokad sektorowych będą musieli szukać odbiorców paliwa w Rosji, a nawozów – w państwach rozwijających się. „Niezawisimaja Gazieta” podała, że gdyby Rosja chciała zrekompensować Łukaszence straty, w najgorszym scenariuszu wymagałoby to 5 mld dol.
– Jestem sceptyczny, jeśli chodzi o szansę na wprowadzenie już teraz szerokich sankcji sektorowych. Te propozycje są wprawdzie omawiane, ale spodziewałbym się, że wspomiane retorsje zostaną dopiero zapowiedziane, a wprowadzi się je najwcześniej w kolejnym pakiecie, nad którym pracuje Unia – mówi źródło DGP. Jego zdaniem jednak sama groźba ograniczy swobodę działania eksportowych gigantów i może pomóc zmienić zdanie rosyjskim oligarchom wspierającym Łukaszenkę. Takim jak zaprzyjaźniony z przywódcą kraju Michaił Gucerijew, który za białorusko-chińskie pieniądze buduje pod Nieżynem nową kopalnię soli potasowych. Cichanouska mówiła wczoraj po rozmowie z szefem unijnej dyplomacji Josepem Borrellem, że piąty pakiet może zostać przyjęty miesiąc po czwartym, czyli w lipcu.
Unijna odpowiedź na skandal z maszyną Ryanaira jest koordynowana także z państwami spoza Wspólnoty, przede wszystkim z Kanadą, Ukrainą, USA i Wielką Brytanią. Prezydent Estonii Kersti Kaljulaid wezwała Londyn na antenie BBC Radio 4, by zwrócił baczniejszą uwagę na białoruskie pieniądze na Wyspach. – Nie będziemy w Estonii na tyle nieśmiali, by nie wytknąć, że w waszym kraju jest mnóstwo pieniędzy zarobionych na łamaniu przez reżim demokratycznych praw narodu białoruskiego. Jestem przekonana, że Zjednoczone Królestwo dostrzega wartość zachowania jedności z Europą, tak jak my byliśmy z nim solidarni po Salisbury (rosyjscy funkcjonariusze próbowali tam zamordować Siergieja Skripala, który przeszedł na stronę Brytyjczyków – red.) – mówiła Kaljulaid.
Tymczasem białoruski minister spraw zagranicznych Uładzimir Makiej zapowiedział, że Mińsk odpowie na europejskie sankcje. W grę wchodzi zerwanie współpracy w dziedzinie walki z przestępczością zorganizowaną i nielegalną imigracją, a także wyjście Białorusi z Partnerstwa Wschodniego. Makiej nie wykluczył uderzenia w organizacje pozarządowe działające dzięki wsparciu z Zachodu. Białoruś już wcześniej szantażowała sąsiadów, że nie będzie pilnować granic przed napływem nielegalnych imigrantów, jeśli nie dostanie na to zachodnich pieniędzy. – Jak idioci na własny koszt łowiliśmy wszystko, co idzie przez Rosję z Afganistanu. Materiały wybuchowe, radioaktywne, narkotyki. I po co? Przecież one nie do nas idą, a do Unii – mówił Łukaszenka w 2012 r.
Białoruski przywódca odniósł się wczoraj do sprawy Ramana Pratasiewicza. Wcześniej władze podawały, że lotnisko w Mińsku otrzymało informację od Hamasu, jakoby na pokładzie znajdował się ładunek wybuchowy, który terroryści mieli wysadzić nad Wilnem w proteście przeciw operacji Izraela w Gazie i poparciu dla niej ze strony Wspólnoty. Hamas odciął się od tych rewelacji, mało wiarygodnych choćby przez to, że operacja już się zakończyła, a Bruksela nigdy jej nie popierała. Wczoraj Łukaszenka dodał, że feralny e-mail miał przyjść ze Szwajcarii, a przyjęcia samolotu Ryanaira odmówiły porty w Kijowie, we Lwowie i w Warszawie. – Lotnisko Chopina nie otrzymało w ostatnią niedzielę prośby o zgodę na lądowanie samolotu Ryanair z Aten do Wilna w trybie alarmowym. Nasze służby są zawsze przygotowane na taką ewentualność. Gdyby taka prośba się pojawiła, oczywiście przyjęlibyśmy samolot, zapewniając mu wszelką możliwą pomoc – mówi DGP rzecznik stołecznego portu lotniczego Andrzej Klewiado.