Kandydatką Zielonych na kanclerz Niemiec została wczoraj Annalena Baerbock.

– Nigdy nie byłam kanclerz ani minister. Jestem za odnową, za utrzymaniem status quo są inni – mówiła wczoraj Annalena Baerbock, która została kandydatką Zielonych na szefa rządu po wrześniowych wyborach parlamentarnych. W swojej przemowie Baerbock nawiązała m.in. do podpisywania Porozumienia Klimatycznego w Paryżu, które obserwowała wraz z córką na żywo – dając jasny sygnał co będzie jej priorytetem. – Wynaleźliśmy samochód. Ale wynaleźliśmy także rower – stwierdziła w swoim kilkunastominutowym przemówieniu, w którym jednak zabrakło konkretów programowych. Za to była mowa o solidarności międzypokoleniowej czy o tym, że jako 40-latka dorastała w zjednoczonych Niemczech i zjednoczonej Europie.
Pewną nowością w niemieckiej polityce jest to, że zajmujący obecnie drugie miejsce w sondażach opinii Zieloni naprawdę wydają się gotowi objąć władzę. Potencjalna kanclerz Baerbock od ośmiu lat zasiada w niemieckim parlamencie, ale co jest czasem podnoszone przez krytyków, nigdy nie sprawowała żadnej funkcji rządowej (ani na poziomie krajowym, ani na landowym). Trudno jej jednak odmówić kompetencji – jeszcze przed byciem posłanką pracowała m.in. w Parlamencie Europejskim. Poza studiami w Niemczech skończyła także roczny kurs w London School of Economics. Annalena Baerbock jest matką dwójki dzieci i będzie jedynym kandydatem kobietą w rozpoczynającej się kampanii wyborczej.
Jej głównym rywalem, w domyśle tym „za utrzymaniem status quo”, będzie mężczyzna po pięćdziesiątce z chadecji. Jeszcze do niedawna większość analityków stawiała na to, że zostanie nim Armin Laschet, który jest premierem Nadrenii Północnej-Westfalii i w styczniu stał się przewodniczącym CDU. Jednak od kilku tygodni w centroprawicy trwa bratobójcza walka o nominację na kanclerza pomiędzy nim a Markusem Soederem, szefem siostrzanej partii chadeckiej z Bawarii – CSU. W niedzielę wieczorem obaj panowie rozmawiali ponad trzy godziny, ale do porozumienia nie doszło. Wczoraj Laschet pogratulował wyboru Baerbock, mówiąc, że liczy na „walką wyborczą, która będzie fair” i zapowiadając zarząd krajowy CDU. Sytuacja nie jest jednak jasna, bo np. młodzieżówka CDU poparła lidera CSU – Soedera i pojawiają się sondaże, według których chadecy właśnie z nim lepiej sobie poradzą w wyborach. – Mam nadzieję, że dokonamy wyboru jeszcze w tym tygodniu – zapowiedział Armin Laschet na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami.
Choć chadecja ma wciąż kilka punktów przewagi nad Zielonymi w sondażach, to ostatnio doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi i w wyniku afery maseczkowej i przejściowych trudności przy szczepieniach koalicja CDU/CSU straciła 10 pkt proc. poparcia i obecnie popiera ją ok. 27 proc. ankietowanych. Na tle rozedrganych chadeków uporządkowani Zieloni, którzy dwa tygodnie temu zapowiedzieli, że ogłoszą kandydata na kanclerza i po prostu to zrobili, jawią się jako oaza spokoju.
Trzeba jednak pamiętać, że do wyborów zostało jeszcze pięć miesięcy, a w tym czasie zdecydowana większość społeczeństwa będzie już zaszczepiona i lockdown, który obecnie wielu Niemców krytykuje, odejdzie w niepamięć. Ale nawet jeśli to centroprawica wygra wybory, nie jest powiedziane, że to oni utworzą rząd w czasie kolejnej kadencji – może też zostać utworzona koalicja rządząca bez przedstawicieli chadeków.
Na tle rozedrganych chadeków uporządkowani Zieloni jawią się jako oaza spokoju