Pomimo dotychczasowych opóźnień w dostawach Bruksela nadal deklaruje, że do lata uda się zaszczepić 70 proc. dorosłych Europejczyków. Zgodnie z jej wyliczeniami do końca czerwca w pełni zaszczepionych będzie 55 proc. Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Włochów i Holendrów. W II kwartale do UE ma trafić łącznie prawie 360 mln sztuk preparatów: 300 mln dwudawkowych szczepionek od Pfizera i BioNTechu, Moderny oraz AstryZeneki oraz 55 mln jednodawkowej Johnson & Johnson. Szczepienia mają przyspieszyć już w tym miesiącu. W połowie kwietnia Unia Europejska ma być w stanie szczepić 2 mln osób dziennie, co oznacza, że może dogonić pod tym względem Stany Zjednoczone.
Szacunki mają uwzględniać zapowiadane już na II kwartał opóźnienia koncernu AstraZeneca, który zalicza największe wpadki, jeśli chodzi o dostawy do Wspólnoty. To właśnie z myślą o tym koncernie Bruksela wprowadziła mechanizm umożliwiający blokowanie wywozu szczepionek z europejskich fabryk. Wczoraj użyto go ponownie, by wstrzymać dostawę 3,1 mln dawek tego szwedzko-brytyjskiego koncernu do Australii. Poinformował o tym Reuters, powołując się na źródła w Canberze. Komisja Europejska nie potwierdziła wczoraj tych doniesień.
Kto nie lubi bazarku
Reklama
Optymistyczne szacunki Brukseli nie zmieniają jednak faktu, że wiele stolic jest bardzo niezadowolonych z tempa dostaw. W gronie tym jest też Warszawa. Wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas wirtualnego spotkania z Klubami „Gazety Polskiej” powiedział, że Unia Europejska zawiodła, „żeby nie powiedzieć po prostu skompromitowała się” i że proces szczepień postępuje bardzo wolno.
Największy upust niezadowoleniu dała ostatnio Austria. Kanclerzowi Sebastianowi Kurzowi nie spodobał się mechanizm zakupów zwany „europejskim bazarkiem”. Chodzi o to, że szczepionki kupione w imieniu 27 państw przez Brukselę są pomiędzy nie dzielone zgodnie z liczbą mieszkańców. Stolice nie muszą kupować jednak wszystkich preparatów, które im przypadają. Niechciane dawki są udostępniane innym państwom, które mogą je nabyć na „bazarku”. Kurz uważa, że ten sposób podziału jest niesprawiedliwy i jedne kraje dostają mniej kosztem innych. W połowie marca austriacki kanclerz stworzył wspólny front wraz z piątką innych krajów środkowoeuropejskich: Bułgarią, Czechami, Łotwą, Chorwacją i Słowenią.

Reklama
Na problemy Wiednia z zaopatrzeniem w szczepionki wskazuje fakt, że w połowie marca ze stanowiska ustąpił Clemens Auer nadzorujący austriackie zakupy preparatów. Opozycyjna partia socjalistów SPÖ krytykowała kanclerza, że oskarżeniami wymierzonymi w Komisję Europejską próbuje przykryć własne błędy. To nie zmieniło jednak nastawienia kanclerza, który walczył o większe dostawy na europejskim forum.
Oblicza solidarności
Na odbywającym się online szczycie dwa tygodnie temu Kurz przyblokował zakup dodatkowych dawek od Pfizera i BioNTechu, które Komisja Europejska zarezerwowała jeszcze w styczniu. Chodzi o 100 mln dawek, które mają trafić do UE do końca roku. Koncern oznajmił jednak niedawno, że w II kwartale może dostarczyć z tej puli 10 mln preparatów. Portugalia, która sprawuje prezydencję w UE, zaproponowała, by dodatkowe ampułki trafiły do krajów, które najsłabiej radzą sobie ze szczepieniami. Chodziło o Bułgarię, Estonię, Łotwę, Chorwację i Słowację, a więc o niektórych sojuszników Kurza. Austria nie zgodziła się na taki gest solidarności, więc przywódcy, którzy na szczytach podejmują decyzje jednomyślnie, scedowali sprawę na ambasadorów głosujących większością kwalifikowaną. W zeszłym tygodniu nie udało się im wypracować porozumienia satysfakcjonującego wszystkie stolice.
Austrię przy negocjacyjnym stole wspierały Słowenia i Czechy. Ostatecznie decyzja o szczepionkowej solidarności zapadła w piątek, ale bez udziału trzech krajów. 24 stolice zgodziły się rozdysponować pomiędzy najsłabiej sobie radzące państwa dodatkową transzę 2,8 mln dawek.
Sprzeciw Austrii, Słowenii i Czech oznacza też, że i one nie będą mogły kupić nadprogramowych dawek. Czeski premier Andrej Babiš znalazł się pod ostrzałem, bo poświęcił w ten sposób 70 tys. szczepionek. Austria i Słowenia ujęły się jednak za swoim sprzymierzeńcem i same stworzyły mechanizm solidarnościowy, oferując Babišowi łącznie 40 tys. szczepionek (30 tys. dawek Praga ma otrzymać z Wiednia, 10 tys. – z Lublany). To nie wszystko. W sobotę czeski premier poinformował, że premier Węgier Viktor Orbán zaoferował mu kolejne 40 tys. dawek w II kwartale. Babiš na Twitterze cieszył się, że to o 10 tys. więcej, niż Czesi otrzymaliby z UE.
Czy program szczepień czeka wspólna przyszłość
Na samodzielne zakupy szczepionek są gotowe Niemcy. Oznajmił to minister zdrowia Jens Spahn w zeszłym tygodniu. Jak wyjaśnił, chodzi o kolejne preparaty, jakie mogą być konieczne, jeśli okaże się, że dwie dawki nie chronią w pełni przed wirusem i jego mutacjami. Spahn powiedział, że konieczne jest zapewnienie mocy produkcyjnych w ramach europejskiego programu, ale jeśli to nie będzie możliwe – trzeba będzie o to zadbać na poziomie krajowym. Niemiecki minister myśli już o trzeciej i czwartej dawce, które miałyby być dostępne od przyszłego roku. Na razie za negocjacje z koncernami farmaceutycznymi odpowiadała Komisja Europejska, ale deklaracja Spahna jest odczytywana jako zapowiedź, że jeśli Bruksela nie zabezpieczy mocy produkcyjnych, Niemcy są gotowe na własną rękę rozmawiać z producentami. Z wypowiedzi Spahna wynika, że Niemcy stawiają na Pfizera oraz niemiecki BioNTech. Ich preparat podano do tej pory 70 proc. wszystkich zaszczepionych Niemców.
Na razie jedynie Węgry kupiły i wprowadziły do użytku szczepionki spoza wspólnego europejskiego programu. Na rosyjski Sputnik V zdecydowała się także Słowacja, ale sprawa okazała się na tyle kontrowersyjna, że wywołała kryzys polityczny w kraju. Zainteresowane zakupem rosyjskiego preparatu są też Czechy. Austria dołączyła do tego grona wczoraj, informując o podjętych rozmowach na temat zakupu Sputnika V.