Wołodymyr Zełenski wykorzystał znane od lat powiązania Medwedczuka z Władimirem Putinem, by ułatwić sobie obronę przed ofensywą Platformy Opozycyjnej Za Życie (OPZŻ), którą Medwedczuk razem z Jurijem Bojką współkieruje.
Pierwszą przesłanką jest termin. Władze tłumaczą, że udało im się wykazać, iż trzy telewizje Kozaka – 112, NewsOne i ZIK – były finansowane przez firmy zajmujące się nielegalnym handlem z parapaństwami Donbasu. Według Kijowa TD Donskije Ugli wywozi z Doniecka i Ługańska węgiel, a NZNP wwozi tam benzynę. Tyle że podobne interesy otoczenia Medwedczuka od lat są tajemnicą poliszynela; o handlu węglem „Ukrajinśka Prawda” pisała jeszcze w 2019 r., a o zakupie przez jego ludzi rosyjskiej spółki NZNP Radio Swoboda informowało rok wcześniej. Gdyby ten biznes był powodem objęcia Medwedczuka sankcjami, zrobiono by to wcześniej.
Zmienił się za to kontekst wewnętrzny. Dwa lata temu linia podziału odgradzała prozachodniego, urzędującego prezydenta Petra Poroszenkę od prącego ku władzy Zełenskiego, wspieranego przez oligarchę Ihora Kołomojskiego. Blok prorosyjski się nie liczył, bo jego kandydat był wówczas niewybieralny. Poroszenko starał się wręcz doholować Bojkę do II tury wyborów, by go w niej triumfalnie pokonać. Ta linia podziału straciła aktualność dopiero niedawno. OPZŻ coraz lepiej wypada w sondażach kosztem malejącej popularności Zełenskiego. Rywalizacja prezydenta z Bojką i Medwedczukiem będzie w najbliższych miesiącach wyznaczać reguły sporu politycznego.
Biorąc to pod uwagę, łatwiej zrozumieć logikę ostatnich decyzji. Zełenski uderzył w telewizje kontrolowane przez Medwedczuka, by pozbawić go narzędzia oddziaływania na serca i umysły Ukraińców w momencie, gdy bicie w rząd staje się coraz łatwiejsze. W drugiej kolejności uderzono w aktywa, które na Zachodzie i wśród zwolenników Poroszenki łatwo przedstawić jako element walki z rosyjską agresją. Z punktu widzenia całości biznesu Medwedczuka są one trzeciorzędne. Być może Zełenski dopiero szykuje kolejne kroki, a być może nie ma wcale zamiaru wypowiadać Medwedczukowi (a zatem także Kremlowi) politycznej wojny totalnej.
Spośród firm, które przewijają się przez bazy danych w kontekście handlu węglem z Donbasu, TD Donskije Ugli jest najmłodsza. Medwedczuk nie jest przy tym jedynym oligarchą, który ma coś wspólnego z tym handlem. Władze dotychczas niewiele z tym zrobiły, jeśli wyłączyć kilka przeszukań w firmach, traf chce, że powiązanych akurat z ludźmi z otoczenia Poroszenki w czasach, gdy to właśnie on zdawał się być najgroźniejszym rywalem obecnej władzy. Aby ocenić zasięg sankcji, można zajrzeć do deklaracji majątkowych. Po przegrzebaniu się przez długą listę drogich zegarków, samochodów i – w przypadku Medwedczuka – bezcennych starodruków, dociera się do spisu firm, których autorzy deklaracji są właścicielami bądź końcowymi beneficjentami.
Gdybym chciał wymienić wszystkie nazwy spółek, zabrakłoby miejsca w tym komentarzu. Małżeństwo Medwedczuków wymienia okrągłe 100 spółek, które kontroluje, a Kozak – dodatkowe 18 firm. Wymieńmy tylko państwa i terytoria ich rejestracji: Aruba, Belize, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Bułgaria, Cypr, Malta, Rosja, Saint Kitts i Nevis, Ukraina, Wielka Brytania, Wyspy Marshalla, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Do tego należy dodać spółki, których politycy z różnych przyczyn zdecydowali się nie uwzględnić, choćby rzeczone TD Donskije Ugli. Przytłaczającej większości z nich nie objęto sankcjami.
Argument, że trudno objąć nimi firmy niezajmujące się wprost nielegalną działalnością, byłby trafny, gdyby nie wątpliwe podstawy prawne restrykcji wobec niektórych przedsiębiorstw, które jednak się na czarnej liście znalazły. Wszystko to nie oznacza, że efektem ubocznym wojny Zełenskiego z Medwedczukiem nie będzie faktyczne ograniczenie rosyjskich wpływów. Wyłączenie telewizji kolportujących kremlowskie przekazy dnia jest faktem, zresztą już wcześniej Zełenski odsunął Medwedczuka od rozmów z Kremlem w sprawie uregulowania sytuacji na Donbasie, do których dopuścił go Poroszenko. Komponent polityczny oznacza jednak, że gdy tylko prezydent uzna, iż groźniejszym rywalem dla niego jest ktoś inny, walka z rosyjską piątą kolumną zniknie z porządku dziennego tak samo nagle, jak się pojawiła.