Widać to było dokładnie w sobotę, kiedy Senat uniewinnił Trumpa od zarzutu „podżegania do insurekcji” (podczas impeachmentu to izba wyższa pełni rolę sędziego). W gronie głosujących za oczyszczeniem byłego prezydenta znalazł się m.in. Mitch McConnell, lider republikanów w Senacie. Nie przeszkodziło mu to jednak chwilę później wyjść ma mównicę, żeby ogłosić, że Trump jest „praktycznie i moralnie” odpowiedzialny za wydarzenia 6 stycznia, kiedy tłum wdarł się na Kapitol, a życie straciło pięć osób.
Trudno wyobrazić sobie akt większej ekwilibrystyki politycznej. Gdyby McConnell spróbował stanąć w jeszcze większym rozkroku, to ryzykowałby poważną kontuzję. Zresztą prawdopodobnie i tak się jakiejś nabawił. Innego wyjścia nie było – przynajmniej, jeśli McConnell chciał ratować swoją partię.