Od dzisiaj mieszkańcy Anglii mają pozostać w domach i pracować zdalnie, jeśli tylko to możliwe. Zamknięte będą także szkoły. Decyzję ogłosił wczoraj w orędziu telewizyjnym premier Boris Johnson; stosowne przepisy ma jutro zatwierdzić parlament na zdalnym posiedzeniu.
Znaczy to, że cała Wielka Brytania dzisiaj znajdzie się w lockdownie. Każda część królestwa wprowadza bowiem restrykcje na własną rękę; wczorajsze orędzie premiera dotyczyło Anglii. Kilka godzin wcześniej nakaz pozostania w domach ogłosiła również pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon. Walia znajduje się w lockdownie od 20 grudnia, a Irlandia Północna – od 26 grudnia.
Działanie ma na celu osłabienie pandemii, która jeszcze nigdy nie przybrała w Wielkiej Brytanii tak bardzo na sile. Od kilku dni liczba dziennie wykrywanych infekcji po drugiej stronie kanału la Manche przekracza 50 tys. – poziom dotychczas tutaj nienotowany. W ślad za tym rośnie też liczba zgonów – na COVID-19 umiera po kilkaset osób dziennie.
Nasilająca się pandemia obciąża poważnie brytyjską służbę zdrowia. Liczba chorych na COVID-19 tylko w ciągu ostatniego tygodnia wzrosła o 30 proc. – obecnie jest ich 26,6 tys. – a w stosunku do początku grudnia podwoiła się. Dwukrotnie – z ok. tysiąca do ponad dwóch – wzrosła również liczba pacjentów, których oddychanie trzeba wspomagać mechanicznie. W paru szpitalach sytuacja jest tak zła, że na oddziałach ratunkowych potworzyły się 12-godzinne kolejki.
– Szpitale zapełniają się chorymi na COVID-19 w zastraszającym tempie. Od dziesięciu dni, jakie minęły od świąt, przybyło ich 9 tys. To ekwiwalent całych 18 szpitali, w niewiele ponad tydzień – przestrzegał wczoraj Chris Hopson, jeden z wysokich rangą menedżerów zarządzających brytyjską służbą zdrowia. Dodał, że za ten stan odpowiada po części nowy wariant wirusa, który kompletnie „zmienił reguły gry”. – W związku z tym nie możemy już postępować jak dotychczas, tylko musimy w stosowny sposób zmienić nasze działanie – alarmował.
Lockdown i zimowa fala zachorowań zbiegły się w czasie z przygotowaniami do rozkręcenia akcji szczepień. Wczoraj pierwszą osobą, która otrzymała świeżo dopuszczony do użytku preparat firmy AstraZeneca, został 82-letni Brian Pinker. To oznacza, że Wielka Brytania w swoim arsenale ma już dwie szczepionki, oprócz preparatu firm Pfizer i BioNTech podawanego od 8 grudnia. Od tego czasu pierwszą dawkę otrzymało już prawie milion Brytyjczyków.
Johnson powiedział wczoraj, że chciałby, żeby do połowy lutego zaszczepiony został personel medyczny, osoby z chorobami narażającymi na ciężki przebieg COVID-19 oraz seniorzy powyżej 70. roku życia. Dodał, że pozwoli to zmniejszyć znacząco obciążenie systemu opieki zdrowotnej i pozwoli rozpocząć proces znoszenia obostrzeń. – Z każdym ukłuciem w nasze ramiona szale w tej walce zaczynają przeważać dla Brytyjczyków, a nie dla COVID-u – stwierdził premier.
Jeśli jednak rząd chce zdążyć z zaszczepieniem wszystkich osób znajdujących się w grupach priorytetowych (jest ich razem dziewięć i obejmują ok. 25 mln ludzi; wspomniany przez premiera cel na połowę lutego obejmuje cztery) do lata, to akcja musi zdecydowanie przyspieszyć. Codziennie uruchamiane są nowe punkty podawania preparatów – o ile na samym początku szczepienia odbywały się wyłącznie w szpitalach, o tyle teraz do operacji stopniowo włączani są także lekarze rodzinni. Łącznie szczepienia trwają już w ok. 700 punktach w całym kraju.
Wejście do gry preparatu AstryZeneki, który ma znacznie mniejsze wymagania jeśli idzie o przechowywanie i transport, pozwoli jeszcze bardziej rozkręcić akcję szczepień. Już pod koniec ub. r. przedstawiciele brytyjskiego rządu wspominali o uruchomieniu kilkunastu centrów masowych szczepień w całym kraju – m.in. na stadionach – które działałyby całą dobę i obsługiwały dziennie po kilka tysięcy osób. Na razie na zapowiedziach się jednak skończyło; rząd nie podał jeszcze żadnych szczegółów w tym względzie.