Zbyt duże zaliczki i zbyt małe kary umowne dla kontrahentów zarzuca Izba Agencji Uzbrojenia. Wojskowi twierdzą, że kontrolerzy są oderwani od realiów rynku.

Amunicja artyleryjska 155 mm (ok. 300 tys. sztuk) za ponad 10 mld zł, sześć baterii systemu przeciwrakietowego Patriot za ok. 40 mld zł czy kolejne elementy programu obrony powietrznej „Narew” za ponad 20 mld zł. To tylko niektóre z umów, które w ubiegłym roku podpisała Agencja Uzbrojenia, czyli organ Ministerstwa Obrony Narodowej odpowiedzialny za największe zakupy uzbrojenia dla Wojska Polskiego. Nie zmienia to faktu, że w corocznym wystąpieniu pokontrolnym „Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie wykonanie planu finansowego Agencji Uzbrojenia w 2023 r.” i wskazuje na „niezasadność zajmowania stanowiska szefa AU” przez gen. Artura Kuptela.

Głównym zarzutem jest przekazanie zbyt dużych zaliczek kontrahentom zagranicznym. „Zdaniem NIK, wykonawca nie spełnił wszystkich wymogów formalnych do przekazania zaliczki na rachunek powierniczy, tj. nie przedłożył szczegółowego przeznaczenia rodzajów wydatków w ramach zaliczki oraz faktury zaliczkowej”. Kontrolerzy uważają, że Skarb Państwa nie ma z takich przedpłat korzyści.

Plan wydatków Agencji Uzbrojenia

O co chodzi? Agencja Uzbrojenia stara się co roku wykonać plan wydatków, tak by resort obrony mógł zrealizować swój budżet w 100 proc. Jeśli środki nie zostaną wydane w danym roku, to „wracają” do budżetu centralnego, z punktu widzenia resortu „przepadają”. Dlatego co roku pod koniec grudnia agencja przelewa duże sumy m.in. amerykańskim kontrahentom. I tak np., jeśli kontrakt na samoloty F-35 jest realizowany przez kilka lat, to na poszczególne lata są rozpisane konkretne kwoty minimalne.

Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przekazać pieniądze wcześniej, czyli nie płacić tylko wymaganego minimum, ale nieco nadpłacić. W praktyce właśnie tego typu działania pozwalają na pełną realizację budżetu. I choć jest to rozwiązanie, które ma swoje minusy (np. te pieniądze mogłyby leżeć na oprocentowanej lokacie i przynosić zysk albo po prostu deficyt budżetowy byłby mniejszy), to m.in. dzięki temu wydatki na obronność są tak duże, a Polska w NATO może pod tym względem uchodzić za prymusa. W ubiegłym roku te kontrowersje dotyczyły kilku miliardów złotych.

Różnica podejść wynika m.in. z tego, że NIK patrzy w czasie takiej kontroli na jeden rok finansowy, który zaczyna się 1 stycznia, a kończy 31 grudnia, a zakup sprzętu to proces, który trwa cztery–sześć lat. – Proszę sobie wyobrazić, że wyjdziemy na konferencję prasową i powiemy, że w tym roku nie wydaliśmy 6 mld zł na uzbrojenie, bo kontrolerom NIK nie zgadza się wszystko pod względem formalnym. Przecież to absurd. Mamy wojnę za granicą i jako państwo powinniśmy robić wszystko, by się zbroić – mówi DGP jeden z oficerów służących w AU.

Niemniej kontrolerzy krytykują, że taki mechanizm przedpłat agencja stosuje kolejny rok z rzędu, mimo że NIK zwracała na to już wcześniej uwagę. Obecnie furtką, by pieniądze z MON nie przepadały, może się stać pozabudżetowy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, który niewydanych środków nie musi zwracać.

Drugi ważny zarzut NIK dotyczy kar umownych. „AU w umowach zawieranych na dostawę sprzętu wojskowego określała kary umowne na niskim poziomie w stosunku do wartości tych kontraktów, a także ograniczała możliwość ich naliczania” – piszą kontrolerzy. W odpowiedzi wojskowi zauważają, że „w opisie rzekomej nieprawidłowości Izba używa określenia standard rynkowy kar, nie wskazując do jakiego rynku odnosi się to porównanie i jakie poziomy kar oraz zasady ich stosowanie należałoby uznać za »rynkowe»”. Dodatkowo wskazują, że przy tak dużej wartości kontraktów nawet kilkuprocentowe kary oznaczają nominalnie bardzo wysokie kwoty.

Warto przypomnieć, że przy zakupie uzbrojenia kary umowne dotyczą producentów polskich, ale już nie amerykańskich. W procedurze Foreign Military Sales, w której kupiliśmy m.in. system Patriot, samoloty F-35 czy czołgi Abrams, takie pojęcie w ogóle nie występuje. Jeśli amerykańscy dostawcy się spóźnią, to nie ma formalnego mechanizmu zadośćuczynienia. De facto polscy producenci podlegają więc znacznie bardziej restrykcyjnym zasadom niż ich zagraniczni konkurenci.

W odpowiedzi na wystąpienie pokontrolne szef AU twierdzi, że kontrolerom „zabrakło szerszego spojrzenia na działalność AU oraz refleksji w związku z obecną sytuacją bezpieczeństwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w odniesieniu zarówno do istoty jednostki kontrolowanej, jak i do «dobra wspólnego całego państwa»”. ©℗