Produkty roślinne, jak zboża czy rośliny oleiste, były w styczniu kontrolowane przez polskie służby 10-krotnie rzadziej niż przed rokiem. Rolnicy prowadzą więc inspekcje na własną rękę.

Wydaje się, że planowany na dziś kolejny ogólnopolski strajk rolników będzie miał nieco mniejszą skalę niż dwa poprzednie, gdy na polskich drogach stanęło po ok. 300 blokad. Lokalni koordynatorzy zgłosili ponad 120 punktów, w których odbędą się wtorkowe demonstracje. Nie maleje jednak napięcie na polsko-ukraińskich punktach granicznych, gdzie protest przyjął już w zasadzie charakter ciągły. Rolnicy spowalniają ruch zarówno transportów zmierzających do Ukrainy, jak i tych, które wjeżdżają do Polski. Mniejszy lub większy paraliż czeka kierowców w Dorohusku, Dołhobyczowie, Zosinie, Korczowej, Hrebennem i Medyce.

Trwające od wielu dni graniczne blokady polscy rolnicy wykorzystują do kontrolowania jakości wwożonych do Polski produktów ze Wschodu. Niska, niespełniająca polskich i unijnych norm, jakość produktów ukraińskich to jedno z głównych zarzewi konfliktu. Rolnicy skarżą się, że nie mają wsparcia państwowych służb kontrolnych.

– Na granicy jest chaos, nie widzimy, żeby ktokolwiek z władz interesował się tym, co wwozi się do Polski. Bierzemy więc sprawy w swoje ręce. Próbujemy pobierać jak najwięcej próbek ukraińskich towarów. Nie otwieramy wagonów, ale np. zbieramy rozsypane zboże z rampy kolejowej – mówi Zbigniew Łożański, producent rolny spod Krosna.

Kontrole prowadzone przez rolników

Dodaje, że próbki takie przekazują do laboratoriów. – Niedługo będziemy mieli wyniki tych badań. W niektórych przypadkach, gdy zboże jest np. zawilgocone, od razu widać, że się nie nadaje do niczego. Ale chcemy też sprawdzić dokładnie jego skład i tu potrzebujemy badań laboratoryjnych – tłumaczy.

Dane Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (GIJHARS) oraz głównego inspektora sanitarnego (GIS) potwierdzają, że liczba kontroli produktów roślinnych na polsko-ukraińskiej granicy w 2023 r. i w styczniu 2024 r. znacząco spadła.

Jeszcze w 2022 r. GIJHARS na granicy przeprowadził 32 397 inspekcji, a w minionym roku już tylko 19 632. Spadek szczególnie widoczny jest w ostatnich miesiącach – w IV kw. 2023 r. mieliśmy 4295 kontroli wobec 13 727 w analogicznym okresie rok wcześniej. W styczniu tego roku GIJHARS przeprowadził zaś 1028 inspekcji, a rok wcześniej – 2921. Degresję tę inspektorat tłumaczy nałożonymi w 2023 r. administracyjnymi ograniczeniami na import z Ukrainy. W maju embargo na wwóz produktów zbożowych z Ukrainy nałożyła KE, a po jego wygaśnięciu we wrześniu blokadę przedłużył polski rząd.

– Zmniejszona liczba kontroli rok do roku związana jest z obowiązującym embargiem. Rodzaj i zakres kontroli wynikają z obowiązujących przepisów prawa – wyjaśnia nam GIJHARS, dodając, że wolumen sprawdzanych artykułów zależy od wielkości importu, tj. liczby zgłoszeń oraz wielkości importowanych partii. – Należy mieć na uwadze, że w 2023 r. wprowadzane były kolejne zakazy przywozu wybranych produktów rolnych, które miały istotny wpływ na spadek importu poszczególnych produktów objętych zakazem wwozu – dodaje.

Widać to wyraźnie w szczegółowych danych – w styczniu 2023 r. najwięcej kontroli dotyczyło nasion roślin oleistych (902) i zbóż (449). W styczniu 2024 r. obie te kategorie produktów sprawdzane były prawie 10-krotnie rzadziej (odpowiednio – 98 i 54).

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Podlegające mu organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) w 2022 r. przeprowadziły na granicy z Ukrainą 27 050 kontroli, a w zeszłym roku 10 980 (spadek o 60 proc.). Trend spadkowy kontynuowany jest również w 2024 r. – w zeszłym miesiącu GIS odnotował 779 inspekcji (żadnej zakwestionowanej) wobec 1537 (11 negatywnych) w styczniu 2023 r. Powód tego spadku, jak poinformował nas GIS, jest taki sam jak w przypadku GIJHARS – wprowadzenie w 2023 r. zakazu na przywóz wybranych produktów z Ukrainy.

Łożański przekonuje jednak, że zaniechanie kontroli na polskiej granicy jest błędem. – Towar, nawet jeśli idzie tranzytem, jest później sprawdzany w portach czy na granicy litewskiej i przez tamtejsze służby cofany. Tyle że nie wraca już na Ukrainę, tylko „rozjeżdża się” po Polsce – wskazuje rolnik.

GIJHARS poinformował nas, że do tej pory nie trafiły do nich oficjalne prośby ze strony organizacji rolniczych o zwiększenie skali kontroli. – Tego rodzaju ogólne sugestie pojawiają się jednak w szeroko pojętej przestrzeni medialnej oraz podczas różnego rodzaju protestów, a także spotkań branżowych – mówi inspektorat, który zapewnia, że „pracuje na granicy 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu”. W ostatnich dniach służby te zdecydowały o zakazie wprowadzenia do obrotu na teren Polski i UE m.in. 40 t ukraińskich malin mrożonych, 90 t ziarna prosa, 40 t nasion lnu czy 20 t koncentratu pomidorowego.

Tydzień temu o wzmocnieniu kontroli żywności na granicy polsko-ukraińskiej mówił premier Donald Tusk. „Absolutnym minimum – deklarował – jest zablokowanie dostępu do europejskiego rynku produktom, które nie spełniają norm sanitarnych, kryteriów dotyczących zdrowia konsumentów”.

„Wytłumaczę to i w Kijowie, i w Brukseli, że my i tak będziemy przeprowadzali tego typu kontrole, bo chodzi o zdrowie obywateli Polski i całej UE. Nie ma możliwości, abyśmy od tych kontroli odstąpili” – podkreślił premier. Zapewnił, że „od dziś” w przypadku kontroli sanitarnych i jakościowych „to, co mamy do dyspozycji, rzucimy na ten front, bezdyskusyjnie”. ©℗

Efekty kontroli / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe