Wiecowe okrzyki nie przesłonią mizernego popytu na państwo prawa.
Gdy atmosfera medialna wokół Ukrainy uległa w Polsce nerwowej zmianie na skutek ostatniego kryzysu w naszych relacjach, tu i ówdzie pojawiły się głosy, że w gruncie rzeczy to Ukraińcy wcale tak sobie świetnie nie radzą. Ani na froncie, ani w reformowaniu państwa na modłę zachodnią. I że Amerykanie tracą cierpliwość. Nie mam żadnej wiedzy fachowej na ten temat, niemniej jednak moją uwagę zwrócił głos eksperta (przepraszam, nie zapamiętałem nazwiska), który wskazał na zasadniczy problem stojący przed naszym wschodnim sąsiadem. Dotyczy on reformy wymiaru sprawiedliwości – brzmi znajomo? – jest to jednak problem ogólniejszy, a przy tym istnieje obawa, że nierozwiązywalny na gruncie czysto prawnym. Recepty polityczne, takie czy inne, mogą zaś okazać się skażone rodzajem grzechu pierworodnego – swoistym inicjalnym bezprawiem. Rzecz bowiem w tym, jak twierdził ów ekspert, że w granicach prawa nie da się radykalnie wyczyścić ukraińskiej judykatury z korupcji, skoro zarówno na literę, jak i praktykę stosowania prawa wpływ ma korupcja. Sanacji należy więc, jak się zdaje, dokonać metodami pozaprawnymi, a do tego – jak wskazywał ekspert – Ukraina potrzebowałaby nie tylko woli politycznej w kraju, lecz także cichego przyzwolenia o charakterze politycznym ze strony głównych graczy na Zachodzie. Nie oceniam, czy tak faktycznie jest, niemniej jednak sama możliwość takiego paradoksu daje do myślenia.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.