Na finiszu kampanii Prawo i Sprawiedliwość straszy nas już nie tylko Niemcem i Tuskiem. Na strategicznego wroga awansowała cała Unia Europejska.
Gdy w Kijowie, w poniedziałek, odbywało się potencjalnie strategiczne spotkanie ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej, Polskę reprezentował nie szef jej dyplomacji, lecz zaledwie podsekretarz stanu. Minister Zbigniew Rau miał w tym czasie inne, niecierpiące zwłoki obowiązki. Zdarza się, ale w języku gestów czynionych na użytek międzynarodowy ta absencja miała oczywistą wymowę: Warszawa strzeliła focha za jednym zamachem w dwie strony, czyli pod adresem Ukrainy oraz całej unijnej Wspólnoty. Tym bardziej że świetnie wpisało się to w narastającą falę antyunijnych deklaracji polityków rządzącego w Polsce obozu.
Nie będzie Unia pluć nam w twarz
"Rząd PiS jest gwarantem i jedyną ostoją dla każdego rodaka. Nie dajemy się zastraszać UE i nie zgadzamy się na ich złe narzucanie swoich rządów. Jesteśmy suwerennym krajem i sami o sobie stanowimy. Żadne obce państwo i elity nie będą nami rządzić. Partia Tuska wprowadza w Europie pakt migracyjny. Należy się go strzec, bo Tusk potrafi tylko kłamać i manipulować. Zależy mu na dobru, ale tylko własnym, a nie Polski i rodaków” – to streszczenie przemówienia premiera Mateusza Morawieckiego na środowym spotkaniu przedwyborczym w Łomży. Zredagowane ewidentnie przez partyjnych speców od propagandy, bo pojawiające się – dokładnie w takim samym brzmieniu, tyle że dodatkowo z licznymi emotikonami i wykrzyknikami – na profilach wielu polityków PiS w mediach społecznościowych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.