– To jest trochę jak składanie klocków Lego. Ze Stanów przyjeżdżają skrzynie ze sprzętem, my musimy najpierw sprawdzić, czy wszystko jest, a później złożyć elementy w całość – opowiada DGP jeden z żołnierzy zaangażowanych w proces kompletowania pierwszej z dwóch zakontraktowanych polskich baterii systemu obrony powietrznej Patriot. To właśnie ten rodzaj uzbrojenia ma chronić terytorium Polski przed pociskami przeciwnika.

Patrioty do złożenia

Reklama
Procedura, która zaraz się rozpocznie, nazywa się System Integration Check Out (SICO). Po sprawdzeniu i złożeniu poszczególnych elementów zgodnie z harmonogramem pierwsza bateria, która składa się m.in. z wyrzutni pocisków, radaru oraz jednostki dowodzenia, w połowie listopada zostanie przemieszczona na poligon artyleryjski w Toruniu. SICO ma być zakończone do końca roku, a w styczniu bateria ma być dostarczona do Sochaczewa, gdzie będzie stacjonowała. Tam odbędzie się pełna integracja m.in. z systemem kierowania obroną powietrzną IBCS (Integrated Air and Missile Defense Battle Command System) oraz szkolenie żołnierzy. Obie baterie powinny osiągnąć wstępną gotowość operacyjną na początku 2024 r.

System Patriot dla programu "Wisła" za 20 mld złotych

Umowa na dostawę dwóch baterii systemu Patriot została podpisana w marcu 2018 r. Ich cena to prawie 4,7 mld dol. amerykańskich (ponad 20 mld zł). Jest to pierwsza faza programu „Wisła”, czyli budowy obrony powietrznej średniego zasięgu dającej możliwości zestrzeliwania pocisków w odległości do ok. 100 km. Przez kolejne lata resort obrony do drugiej fazy jednak nie przystąpił. Sytuację zmieniła rosyjska napaść na Ukrainę. Pod koniec maja minister obrony Mariusz Błaszczak skierował do USA zapytanie ofertowe w sprawie nabycia kolejnych sześciu baterii systemu Patriot produkowanych przez koncern Raytheon. W najbliższych miesiącach można się spodziewać podpisania tej umowy, a jej wartość w zależności od wahań kursowych będzie wynosić co najmniej 50 mld zł. Wstępnie dostawy są planowane na lata 2026–2028. Osiem baterii systemu Patriot to tzw. górna warstwa systemu obrony powietrznej, który dla Wojska Polskiego jest kluczowy.

Kto dokupi kolejne Patrioty

Warstwą niższą, czyli krótkim zasięgiem od ok. 20 km do ok. 50 km, będzie program „Narew”, za dostawy którego będzie odpowiadać Polska Grupa Zbrojeniowa wspólnie z brytyjskim MBDA. Ważne jest to, że obie warstwy będą zintegrowane, czyli np. radary będą się ze sobą komunikowały i to system będzie wybierał efektor (czyli pocisk), który ma być użyty do zestrzelenia pocisku czy statku powietrznego przeciwnika. Już na początku października ma zostać odebrana pierwsza bateria programu „Mała Narew”, czyli uproszczona wersja docelowej konfiguracji, na którą mają się składać 23 baterie. Szacunkowy koszt Narwi to 60 mld zł. Ostatecznie cena w dużej mierze będzie zależeć od skali transferu technologii, na jaki zdecyduje się polska strona. Rozmowy trwają. Według wstępnego harmonogramu pierwsze dwie baterie docelowej konfiguracji mają być dostarczone w 2026 r., w kolejnych latach po cztery.
Warstwą najniższą, czyli działaniem w zasięgu do 20 km, ma być system Pilica, który ostatnio ewoluował i do działka 23 mm mają być dołożone wyrzutnie pocisków CAMM, co powinno jeszcze zwiększyć skuteczność tego rozwiązania. Tutaj głównym celem będą śmigłowce i nisko lecące statki powietrzne przeciwnika. Także to najniższe piętro ma być interoperacyjne z wyższymi warstwami, czyli wszystkie te jednostki będą miały taką samą świadomość przestrzeni – to, co zobaczy jeden radar, będzie widoczne w całym systemie. Dostawy tego systemu, produkowanego w dużej mierze przez spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej, mają się zakończyć w 2027 r. W porównaniu z wyższymi warstwami koszt jest stosunkowo niski, nie większy niż pojedyncze miliardy złotych.
Jeśli faktycznie w ciągu najbliższych kilku, najwyżej kilkunastu miesięcy umowy te zostaną zawarte i dostawy będą realizowane zgodnie z planowanym harmonogramem, to ok. 2028 r. Polska będzie dysponowała jednym z najbardziej nowoczesnych wielowarstwowych systemów obrony powietrznej na świecie. – Taki system pozwoli na zestrzelenie wszystkiego: od drona, przez śmigłowiec i samolot, aż po pociski przeciwnika – tłumaczy rozmówca DGP. Koszt wszystkich warstw polskiego systemu obrony powietrznej wyniesie co najmniej 120 mld zł.
Obecnie wokół lotniska w Rzeszowie działają amerykańskie elementy systemu Patriot, który nasi sojusznicy przerzucili tuż po rozpoczęciu rosyjskiego ataku na Ukrainę.