Z pozoru mogłoby się wydawać, że wojna potwierdziła dwie kwestie. Po pierwsze słuszność polskiej strategii odejścia od zaopatrzenia w węglowodory w Rosji – w gaz, co zostało zadekretowane, gdy nie został przedłużony kontrakt jamalski, i w ropę, wskutek stopniowej polityki zmniejszania udziału tego surowca w naszym imporcie dzięki rozbudowie mocy przerobowych dla ropy z innych kierunków. Najmniejsze znaczenie ma w rosyjskim miksie węgiel. Po drugie wojna podważyła słuszność konstrukcji europejskiej polityki klimatycznej, która wskutek dekarbonizacji i walki Niemców z atomem sprawiła, że Europa w przededniu wojny była zakładnikiem zaopatrzenia w gaz z Rosji. Z rewizji tej polityki może wynikać, że zrobiło się nieco więcej miejsca dla węgla (o czym mówił nawet Frans Timmermans) i znacznie więcej dla atomu.
W tym kontekście w Zjednoczonej Prawicy krystalizują się dwa główne bieguny odnoszące się do tego, jak w kolejnych latach kształtować miks energetyczny Polski. Z jednej strony to Mateusz Morawiecki, z drugiej Zbigniew Ziobro. Ich diagnoza jest zupełnie inna.
Premier i jego otoczenie oceniają, że na dłuższą metę wojna nie zmieni celów polityki klimatycznej, nie wymusi także na UE odejścia od systemu handlu pozwoleniami na emisję CO2 (ETS) czy jego znaczącej korekty. Dlatego receptą jest przyspieszenie zwiększania udziału OZE w polskim miksie energetycznym, bo im więcej OZE, tym mniej gazu, i to nawet nie rosyjskiego, ale gazu w ogóle. Bo ten zapewne przez wiele lat będzie droższy w sytuacji, gdy cała Europa będzie go poszukiwać w ramach uniezależniania się od Rosji. W przypadku Polski największe nadzieje związane są z uruchomieniem Baltic Pipe, którym sprowadzany będzie gaz z Norwegii. To dzięki koncesjom, które wcześniej uzyskała tam spółka PGNiG. To jednak nie oznacza, że ten surowiec nie będzie drogi – norweski gaz, choć wydobywany z naszych złóż, po wydobyciu trafia na giełdę i jego cena jest indeksowana. A to podbija koszt. Duże nadzieje związane są także z gazem amerykańskim, który jednak będziemy musieli sami sobie odebrać i przetransportować. W tym celu w Korei Południowej budowane są już dwa statki: „Lech Kaczyński” i „Grażyna Gęsicka”, które mają zacząć kursować na początku przyszłego roku.
Reklama
Docelowo rezerwą dla niestabilnego OZE ma być w Polsce energetyka atomowa. Jak więc wykorzystać konsekwencje wojny? Negocjując z Brukselą większą tolerancję dla elektrowni węglowych, które miałyby działać jako rezerwa bez konieczności rozbudowywania ponad miarę elektrowni gazowych. O takiej strategii mówiła ostatnio dla DGP minister Anna Moskwa. Możemy naciskać na Brukselę w sprawie węgla, powołując się na przykład Niemiec – są wskazywane jako wzór, ale w swoim miksie mają ok. 30 proc. energii z węgla kamiennego i brunatnego.
Jednakże swoją energetyczną agendę forsują ziobryści, krytyczni wobec skuteczności inwestycji w OZE. – To niestabilne źródła energii. Nie da się mieć w miksie 50 proc. OZE pracującego bez systemu, który go utrzymuje, gdy np. nie wieje – przekonuje nasz rozmówca z Solidarnej Polski. – Trzeba inwestować w polskie technologie spalania węgla i zatrzymać zużycie gazu na obecnym poziomie – dodaje.
Jak widać więc, w sprawie polityki klimatycznej po dwóch stronach barykady są ci sami politycy, których dzielą np. kwestie zmian w sądownictwie w kontekście odblokowania pieniędzy z UE. Kolejny więc raz dużo się zmieniło, żeby wszystko zostało po staremu.
Ale choć bieguny są dwa, to polityczny podział jest bardziej złożony. Gdzieś między stanowiskami premiera i Solidarnej Polski jest szef resortu aktywów państwowych Jacek Sasin, który jeszcze jesienią politycznie się wzmocnił, czego dowodem było mianowanie Piotra Nowaka szefem resortu rozwoju. Jednak przeciwko Sasinowi doszło do taktycznego sojuszu między premierem Mateuszem Morawieckim a szefem Orlenu Danielem Obajtkiem. Wczoraj w towarzystwie minister Anny Moskwy obaj stali obok siebie, ogłaszając plan derusyfikacji zaopatrzenia w surowce energetyczne. Obaj w ostatnich miesiącach się wzmocnili. Dowodem tego jest wniosek o dymisję Piotra Nowaka ze strony Mateusza Morawieckiego. Z kolei szef PGNiG Paweł Majewski, który niezbyt przychylnie patrzył na plany fuzji PKN Orlen z jego firmą, podał się do dymisji. I Nowak, i Majewski byli postrzegani jako osoby bliskie Sasinowi. Teraz w PGNiG ma się pojawić osoba związana z Obajtkiem, pytanie jeszcze, kto trafi do resortu rozwoju.