Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości, że za kryzysem migracyjnym stoi Alaksandr Łukaszenka. Jego najbliższy sojusznik, czyli Władimir Putin, dotychczas raczej dystansował się od sytuacji.
Sugestię, jakoby w sytuacji na granicy unijno-białoruskiej maczał palce Kreml, rzecznik rosyjskiego prezydenta nazwał niedawno „szaloną”. Sam Putin wczoraj stwierdził, że o problemie z migrantami dowiedział się... z mediów.
Rosyjski lider jednocześnie zadeklarował pomoc w rozwiązaniu kryzysu. „O ile oczywiście cokolwiek tu od nas zależy” – zaznaczył. Putin nawet nie musiałby robić zbyt wiele; wystarczyłby jeden telefon i byłoby po sprawie. Łukaszenka jest zbyt zależny od sąsiada. Pokazał to dobitnie los jego groźby z zakręceniem gazowego kurka – od której Putin natychmiast stanowczo się odciął.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.