Dzieci z Michałowa nie są jedynymi, które koczują w lasach w pobliżu granicy polsko-białoruskiej. Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak. Jak wynika z naszych informacji, w piątek udał się na granicę.

Wcześniej RPD wystąpił do Komendanta Głównego Straży Granicznej o informację dotyczącą sytuacji uchodźców na granicy polsko-białoruskiej. – Rzecznik poprosił w szczególności o wyjaśnienia dotyczące opisywanych przez media przypadków cofania uchodźców z małymi dziećmi z terytorium Polski na terytorium Białorusi. W opinii Rzecznika procedura push-back, jeśli rzeczywiście jest stosowana, może zagrażać bezpieczeństwu małoletnich cudzoziemców – wyjaśnia biuro prasowe RPD w odpowiedzi na nasze pytania.

A procedura push-back jest stosowana wobec dzieci, co przyznaje biuro prasowe Straży Granicznej.

Pierwszą taką grupą miała być grupa dzieci, która wraz z rodzicami najpierw trafiła do placówki Straży Granicznej w Michałowie, a następnie została wywieziona w pobliże granicy.

Osoby te zostały przewiezione do Placówki SG w Michałowie w celu zweryfikowania ich stanu zdrowia oraz sprawdzenia warunków i celu 'wjazdu' na teren naszego kraju. Po przeprowadzonych czynnościach wobec tych osób zastosowano procedury z Rozporządzenia MSWiA z dnia 20 sierpnia 2021 roku

- komunikat Straży Granicznej.

- Praktyka Straży granicznej jest w tej chwili taka, że jeśli spotyka grupę cudzoziemców, dokonuje ich szybkiego przeglądu i rejestracji w placówce, po czym – zwykle po ciemku – wywozi ich z powrotem do lasu. Niekiedy robi to od razu po znalezieniu grupy cudzoziemców. Jeżeli ci ludzie mają telefony, mają je jeszcze naładowane i mają do nas numery to czasami udaje nam się z nimi podtrzymywać kontakt – mówi Karolina Czerwińska z Polskiego Forum Migracyjnego, które wchodzi w skład Grupy Granica – grupy aktywistów i aktywistek, którzy starają się pomagać osobom przebywającym w pobliżu granicy polsko-białoruskiej.

Dzieci z Michałowa / Agencja Gazeta / Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Wśród tych osób są dzieci – w różnym wieku i w różnym stanie zdrowia. Jak tłumaczy Czerwińska ich dokładna liczba jest niemożliwa do ustalenia ze względu na zakaz działań organizacji w rejonie strefy stanu wyjątkowego. - Z naszych szczątkowych i niepełnych informacji wynika, że np. wczoraj Straż Graniczna wywiozła z powrotem około 500 osób. Z tej grupy, według zgrubnych szacunków, 20-30 proc. stanowią dzieci w różnym wieku. Czasami bardzo małe, czasami niemowlęta. Mamy zdjęcia 1,5 rocznych dzieci, które już od wielu dni są w lesie, właściwie bez żadnej pomocy – mówi.

Stan ich zdrowia również pozostaje niepewny. Jak wynika z informacji TVN24 w tylko jednym szpitalu, w Sokółce w okresie 6.08-30.09 przebywało 58 cudzoziemców, w tym 19 dzieci. Główne problemy zdrowotne to zapalenia płuc, bóle brzucha, wymioty, hipotermia.

- Mamy z pewnością do czynienia z kryzysem humanitarnym. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że jesteśmy rozgrywani przez Łukaszenkę i że trwa jakiś zupełnie nieczytelny i niezrozumiały dla tych ludzi, którzy są na granicy konflikt między Polską czy, szerzej, Unią Europejską a Białorusią. Oni z całą pewnością nie byli przygotowani i nie umawiali się z nikim na przekraczanie granicy na takich zasadach. Widzimy to po tym jak są przygotowani, z jakimi malutkimi dziećmi, czasami chorymi, poruszają się po tym lesie. Dostaliśmy np. wiadomość od ojca, który ma dziecko chore, które nie jest w stanie już chodzić i ma wrażenie, że za chwilę umrze. – mówi Czerwińska.

Jak informuje biuro prasowe Rzecznika Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak już wcześniej zwracał się do Komendanta Głównego SG i Komendanta Podlaskiego Oddziału SG o szczegółowe informacje o sytuacji na granicy państwa oraz o dane o liczbie i warunkach detencji administracyjnej dzieci cudzoziemców. - Z informacji przekazanych dotychczas przez SG wynika, że od początku roku w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców umieszczono łącznie 282 dzieci (w tym 48 małoletnich bez opieki). Straż Graniczna w celu zwiększenia możliwości recepcyjnych strzeżonych ośrodków dedykowanych rodzinom z dziećmi zaadoptowała na te potrzeby budynki ośrodków otwartych w Czerwonym Borze i Białej Podlaskiej, zaś w ośrodku w Kętrzynie ustawione zostały dodatkowe kontenery mieszkalne – informuje biuro prasowe i podkreśla, że „RPD monitoruje sytuację dzieci cudzoziemców, ponawiając apel o stosowanie detencji jedynie w sytuacji, gdy nie ma możliwości zastosowania wobec rodzin z dziećmi środków wolnościowych”.

- W ośrodkach dla cudzoziemców brakuje pomocy psychologicznej dla dzieci. Urząd ds. Cudzoziemców zapewnia ją wyłącznie dorosłym, a psychologowie dziecięcy to jest jednak nieco inna „branża”. Jako organizacja zajmująca się intensywnie dziećmi w procedurze uchodźczej i udzielaniem wsparcia psychologicznego staramy się pomagać na tyle, na ile pozwalają nam nasze finanse, którymi wspierają nas nasi partnerzy i grantodawcy. Ze strony instytucjonalnej np. Rzecznika Praw Dziecka w ośrodkach nie ma żadnej pomocy - opowiada Czerwińska

Komentując sytuację dzieci na granicy polsko-białoruskiej Eliza Rutynowska, prawniczka Forum Obywatelskiego Rozwoju podkreśla, że polskie władze nie wywiązują się z obowiązujących przepisów prawa. - Próbując wykorzystać stan wyjątkowy, a wcześniej bezprawne rozporządzenie, które miało na celu zawiesić działanie Konwencji Genewskiej dot. statusu uchodźców, dochodzi do sytuacji, w której rząd twierdzi, iż funkcjonariusze mają prawo łamać podstawowe gwarancje praw człowieka, takie jak zasada non-refoulement, a więc niezawracania do państwa niebezpiecznego dla osoby ubiegającej się o ochronę międzynarodową – tłumaczy Eliza Rutynowska.

Jakie przepisy obowiązują dzieci uchodźcze na naszym terytorium?

Prawniczka FOR wyjaśnia, że chodzi o art. 72 Konstytucji, zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”. Prawniczka podkreśla, że Konstytucja nie wskazuje, że ochrona dobra dziecka przysługuje jedynie dzieciom polskim. Obowiązek ten leży na państwie polskim wobec wszystkich dzieci znajdujących się na terenie polskiej jurysdykcji.

Zapytaliśmy również jakie przepisy i akta prawa międzynarodowego zostały złamane przez Polskę w związku z sytuacją na granicy z Białorusią. Eliza Rutynowska wymienia następujące:

- art. 33 ust. 1 Konwencji Genewskiej dot. statusu uchodźców

- dyrektywa proceduralna 2013/32/UE, która zobowiązuje państwa UE do zapewnienia dostępu do odpowiednich procedur ubiegania się o status uchodźcy

- art. 22 Konwencji o prawach dziecka.

Szczególną uwagę warto zwrócić na Konwencję o prawach dziecka, art. 22 której wprost wskazuje, że:

Państwa-Strony podejmą właściwe kroki dla zapewnienia, aby dziecko, które ubiega się o status uchodźcy bądź jest uważane za uchodźcę w świetle odpowiednich przepisów prawa międzynarodowego lub wewnętrznego stosowanego postępowania, w przypadku gdy występuje samo lub towarzyszą mu rodzice bądź inna osoba, otrzymało odpowiednią ochronę i pomoc humanitarną przy korzystaniu z odpowiednich praw zawartych w niniejszej konwencji lub innych międzynarodowych aktach dotyczących praw człowieka oraz innych dokumentach w sprawach humanitarnych, których wspomniane Państwa są Stronami.

Jakie więc czynności i kroki powinny być podjęte, aby uregulować sytuację na granicy polsko-białoruskiej? Prawniczka Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że w pierwszej kolejności w sposób kategoryczny powinno dojść do wstrzymania jakichkolwiek "wywózek" i zawracania osób, w tym dzieci w kierunku Białorusi.

- W następnej kolejności państwo polskie winno procedować wnioski o ochronę międzynarodową, przy czym nie może dochodzić do sytuacji odmowy przyjęcia wniosku przez strażnika granicznego, bowiem jest to ustawowy obowiązek. Decyzja co do pozostania w Polsce wraz z ewentualnym przyznaniem statusu uchodźcy należy do szefa USC - wyjaśnia Eliza Rutynowska.

- Fundujemy tym dzieciom traumę na całe życie. W momencie kiedy te dzieci dotrą do jakiegoś bezpiecznego miejsca i zajmie się nimi psycholog, będzie borykał się z czymś co nazywamy posttraumatycznymi zaburzeniami rozwojowymymi. Suma różnych czynników, które wpłynęły tak stresogennie na dzieci, że ich rozwój zaczyna się stopować. I bardzo często mózg dzieci, które mają takie traumatyczne przeżycia, wchodzi w taki tryb przetrwania, zabezpieczenia swojego istnienia i stabilności psychicznej, która pozwala przetrwać, ale nie pozwala się w żaden sposób się rozwijać. Jeżeli natychmiast nie zastopujemy tego, co się dzieje na granicy i nie pomożemy tym dzieciom, to będą one borykały się z tym do końca swojego życia. I nie jestem pewna, czy nawet jeśli im pomożemy, to czy nasza praca pozwoli im wrócić do normalnego życia - podsumowuje Czerwińska.