Około 20-30 proc. osób zatrzymywanych na granicy z Białorusią i wywożonych przez Straż Graniczną stanowią dzieci. Jaka jest ich sytuacja, a co stanowi prawo?
Dzieci z Michałowa nie są jedynymi, które koczują w lasach w pobliżu granicy polsko-białoruskiej. Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak. Jak wynika z naszych informacji, w piątek udał się na granicę.
Wcześniej RPD wystąpił do Komendanta Głównego Straży Granicznej o informację dotyczącą sytuacji uchodźców na granicy polsko-białoruskiej. – Rzecznik poprosił w szczególności o wyjaśnienia dotyczące opisywanych przez media przypadków cofania uchodźców z małymi dziećmi z terytorium Polski na terytorium Białorusi. W opinii Rzecznika procedura push-back, jeśli rzeczywiście jest stosowana, może zagrażać bezpieczeństwu małoletnich cudzoziemców – wyjaśnia biuro prasowe RPD w odpowiedzi na nasze pytania.
A procedura push-back jest stosowana wobec dzieci, co przyznaje biuro prasowe Straży Granicznej.
Pierwszą taką grupą miała być grupa dzieci, która wraz z rodzicami najpierw trafiła do placówki Straży Granicznej w Michałowie, a następnie została wywieziona w pobliże granicy.
Osoby te zostały przewiezione do Placówki SG w Michałowie w celu zweryfikowania ich stanu zdrowia oraz sprawdzenia warunków i celu 'wjazdu' na teren naszego kraju. Po przeprowadzonych czynnościach wobec tych osób zastosowano procedury z Rozporządzenia MSWiA z dnia 20 sierpnia 2021 roku
- komunikat Straży Granicznej.
- Praktyka Straży granicznej jest w tej chwili taka, że jeśli spotyka grupę cudzoziemców, dokonuje ich szybkiego przeglądu i rejestracji w placówce, po czym – zwykle po ciemku – wywozi ich z powrotem do lasu. Niekiedy robi to od razu po znalezieniu grupy cudzoziemców. Jeżeli ci ludzie mają telefony, mają je jeszcze naładowane i mają do nas numery to czasami udaje nam się z nimi podtrzymywać kontakt – mówi Karolina Czerwińska z Polskiego Forum Migracyjnego, które wchodzi w skład Grupy Granica – grupy aktywistów i aktywistek, którzy starają się pomagać osobom przebywającym w pobliżu granicy polsko-białoruskiej.
Wśród tych osób są dzieci – w różnym wieku i w różnym stanie zdrowia. Jak tłumaczy Czerwińska ich dokładna liczba jest niemożliwa do ustalenia ze względu na zakaz działań organizacji w rejonie strefy stanu wyjątkowego. - Z naszych szczątkowych i niepełnych informacji wynika, że np. wczoraj Straż Graniczna wywiozła z powrotem około 500 osób. Z tej grupy, według zgrubnych szacunków, 20-30 proc. stanowią dzieci w różnym wieku. Czasami bardzo małe, czasami niemowlęta. Mamy zdjęcia 1,5 rocznych dzieci, które już od wielu dni są w lesie, właściwie bez żadnej pomocy – mówi.
Stan ich zdrowia również pozostaje niepewny. Jak wynika z informacji TVN24 w tylko jednym szpitalu, w Sokółce w okresie 6.08-30.09 przebywało 58 cudzoziemców, w tym 19 dzieci. Główne problemy zdrowotne to zapalenia płuc, bóle brzucha, wymioty, hipotermia.
- Mamy z pewnością do czynienia z kryzysem humanitarnym. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że jesteśmy rozgrywani przez Łukaszenkę i że trwa jakiś zupełnie nieczytelny i niezrozumiały dla tych ludzi, którzy są na granicy konflikt między Polską czy, szerzej, Unią Europejską a Białorusią. Oni z całą pewnością nie byli przygotowani i nie umawiali się z nikim na przekraczanie granicy na takich zasadach. Widzimy to po tym jak są przygotowani, z jakimi malutkimi dziećmi, czasami chorymi, poruszają się po tym lesie. Dostaliśmy np. wiadomość od ojca, który ma dziecko chore, które nie jest w stanie już chodzić i ma wrażenie, że za chwilę umrze. – mówi Czerwińska.
Jak informuje biuro prasowe Rzecznika Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak już wcześniej zwracał się do Komendanta Głównego SG i Komendanta Podlaskiego Oddziału SG o szczegółowe informacje o sytuacji na granicy państwa oraz o dane o liczbie i warunkach detencji administracyjnej dzieci cudzoziemców. - Z informacji przekazanych dotychczas przez SG wynika, że od początku roku w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców umieszczono łącznie 282 dzieci (w tym 48 małoletnich bez opieki). Straż Graniczna w celu zwiększenia możliwości recepcyjnych strzeżonych ośrodków dedykowanych rodzinom z dziećmi zaadoptowała na te potrzeby budynki ośrodków otwartych w Czerwonym Borze i Białej Podlaskiej, zaś w ośrodku w Kętrzynie ustawione zostały dodatkowe kontenery mieszkalne – informuje biuro prasowe i podkreśla, że „RPD monitoruje sytuację dzieci cudzoziemców, ponawiając apel o stosowanie detencji jedynie w sytuacji, gdy nie ma możliwości zastosowania wobec rodzin z dziećmi środków wolnościowych”.
- W ośrodkach dla cudzoziemców brakuje pomocy psychologicznej dla dzieci. Urząd ds. Cudzoziemców zapewnia ją wyłącznie dorosłym, a psychologowie dziecięcy to jest jednak nieco inna „branża”. Jako organizacja zajmująca się intensywnie dziećmi w procedurze uchodźczej i udzielaniem wsparcia psychologicznego staramy się pomagać na tyle, na ile pozwalają nam nasze finanse, którymi wspierają nas nasi partnerzy i grantodawcy. Ze strony instytucjonalnej np. Rzecznika Praw Dziecka w ośrodkach nie ma żadnej pomocy - opowiada Czerwińska
Komentując sytuację dzieci na granicy polsko-białoruskiej podkreśla, że polskie władze nie wywiązują się z obowiązujących przepisów prawa. - Próbując wykorzystać stan wyjątkowy, a wcześniej bezprawne rozporządzenie, które miało na celu zawiesić działanie Konwencji Genewskiej dot. statusu uchodźców, dochodzi do sytuacji, w której rząd twierdzi, iż funkcjonariusze mają prawo łamać podstawowe gwarancje praw człowieka, takie jak , a więc – tłumaczy Eliza Rutynowska.
Jakie przepisy obowiązują dzieci uchodźcze na naszym terytorium?
Prawniczka FOR wyjaśnia, że chodzi o art. 72 Konstytucji, zgodnie z którym „Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą, okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją”. Prawniczka podkreśla, że Konstytucja nie wskazuje, że ochrona dobra dziecka przysługuje jedynie dzieciom polskim. O.
Zapytaliśmy również jakie przepisy i akta prawa międzynarodowego zostały złamane przez Polskę w związku z sytuacją na granicy z Białorusią. Eliza Rutynowska wymienia następujące:
- art. 33 ust. 1
- , która zobowiązuje państwa UE do zapewnienia dostępu do odpowiednich procedur ubiegania się o status uchodźcy
- art. 22
Szczególną uwagę warto zwrócić na Konwencję o prawach dziecka, art. 22 której wprost wskazuje, że:
Państwa-Strony podejmą właściwe kroki dla zapewnienia, aby dziecko, które ubiega się o status uchodźcy bądź jest uważane za uchodźcę w świetle odpowiednich przepisów prawa międzynarodowego lub wewnętrznego stosowanego postępowania, w przypadku gdy występuje samo lub towarzyszą mu rodzice bądź inna osoba, otrzymało odpowiednią ochronę i pomoc humanitarną przy korzystaniu z odpowiednich praw zawartych w niniejszej konwencji lub innych międzynarodowych aktach dotyczących praw człowieka oraz innych dokumentach w sprawach humanitarnych, których wspomniane Państwa są Stronami.
Jakie więc czynności i kroki powinny być podjęte, aby uregulować sytuację na granicy polsko-białoruskiej? Prawniczka Forum Obywatelskiego Rozwoju uważa, że w pierwszej kolejności w sposób kategoryczny , w tym dzieci w kierunku Białorusi.
- W następnej kolejności państwo polskie winno procedować wnioski o ochronę międzynarodową, przy czym nie może dochodzić do sytuacji odmowy przyjęcia wniosku przez strażnika granicznego, bowiem jest to ustawowy obowiązek. Decyzja co do pozostania w Polsce wraz z ewentualnym przyznaniem statusu uchodźcy należy do szefa USC - wyjaśnia Eliza Rutynowska.
- Fundujemy tym dzieciom traumę na całe życie. W momencie kiedy te dzieci dotrą do jakiegoś bezpiecznego miejsca i zajmie się nimi psycholog, będzie borykał się z czymś co nazywamy posttraumatycznymi zaburzeniami rozwojowymymi. Suma różnych czynników, które wpłynęły tak stresogennie na dzieci, że ich rozwój zaczyna się stopować. I bardzo często mózg dzieci, które mają takie traumatyczne przeżycia, wchodzi w taki tryb przetrwania, zabezpieczenia swojego istnienia i stabilności psychicznej, która pozwala przetrwać, ale nie pozwala się w żaden sposób się rozwijać. Jeżeli natychmiast nie zastopujemy tego, co się dzieje na granicy i nie pomożemy tym dzieciom, to będą one borykały się z tym do końca swojego życia. I nie jestem pewna, czy nawet jeśli im pomożemy, to czy nasza praca pozwoli im wrócić do normalnego życia - podsumowuje Czerwińska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu