AUKUS, czyli nowy sojusz Australii, Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych, nie jest „pacyficznym NATO” – jak z emfazą ochrzcili go niektórzy. Przynajmniej na razie. Ale już stanowi ważny, nowy element geostrategicznej układanki, o czym najlepiej zaświadcza gniewna reakcja ludowych Chin, zarzucających adwersarzom eskalację wyścigu zbrojeń. Tymczasem Australia po prostu uznała (i całkiem słusznie, zważywszy okoliczności), że zgodnie ze znaną maksymą – jeśli zależy jej na pokoju, to powinna porządnie szykować się do wojny. I zrobiła w tym kierunku, co mogła.
Niewątpliwie udostępnienie Australijczykom amerykańskiej technologii nuklearnej znacznie zwiększy ich możliwości wojskowe, bo atomowe okręty podwodne są w stanie operować dalej, dłużej i dyskretniej niż konwencjonalne. Przy okazji jest też ważnym gestem symbolicznym, wzmacniającym międzynarodową pozycję Canberry i wewnętrzną pozycję rządu Scotta Morrisona. A prawie pewne, że za tą umową pójdą kolejne etapy współpracy Australijczyków z Londynem i Waszyngtonem (premier Boris Johnson zdążył już wspomnieć o kooperacji w zakresie m.in. cybernetyki, sztucznej inteligencji i obliczeń kwantowych).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.