A to tylko początek, bo jak zapowiada Uładzimir Wałczkou w prezydenckiej gazecie „Biełaruś siegodnia”, zaraz dołączą nowe grupy Afgańczyków, którym „tylko relatywnie daleko do Europy”. Kto wie, czy Alaksandr Łukaszenka nie poruszył tego tematu we wczorajszej rozmowie z prezydentem Tadżykistanu Emomalim Rahmonem. Niestety rząd przespał sprawę. Infrastrukturę graniczną można było zacząć umacniać od czerwca, gdy pierwsze grupy Irakijczyków zaczęły przekraczać granicę z Litwą. Albo na początku roku, gdy Łukaszenka straszył, że sąsiedzi zapłacą za sankcje przymknięciem oczu na migrantów, broń i narkotyki z Azji. Albo nawet w 2012 r., gdy Mińsk skorzystał w relacjach z Warszawą z identycznego schematu, tylko na mniejszą skalę. Marnym pocieszeniem jest, że z granicą nic nie zrobiły też Litwa i Łotwa, choć w obu po aneksji Krymu dużo się pisało o jej wzmocnieniu.
Zanim taki płot powstanie, musimy rozbroić inną bombę – wizerunkową. Może nam w tym pomóc białoruska propaganda, bo główne kierunki jej ataków pokazują słabe punkty naszej polityki. Po pierwsze, coś trzeba zrobić z patem w Usnarzu Górnym, który w białoruskich mediach rządowych jest już absurdalnie nazywany „obozem śmierci”, czemu ochoczo potakują prorosyjscy działacze w rodzaju Mateusza Piskorskiego. Tak, rezydenci obozowiska są karmieni przez Białorusinów. Tak, po przyjęciu od nich wniosków o azyl i przewiezieniu do ośrodków dla cudzoziemców Mińsk może stworzyć podobny pat w innym miejscu (choć ten jest idealny, bo znajduje się parę minut piechotą od strażnicy nr 7 w Rusakach). Ale wydaje się, że nie ma innego wyjścia, jak rozładowanie kryzysu poprzez przewiezienie do ośrodków cudzoziemców spod Usnarza Górnego i szybkie dokończenie budowy umocnień (a w perspektywie zastąpienie tandetnie wyglądających zasieków solidniejszym płotem). Wówczas będzie można zarzucić pushback, niezgodny z prawem, ale skuteczny, bo Litwie pomógł poradzić sobie z kryzysem (od 5 sierpnia zatrzymano tam tylko 19 osób). Organizatorzy przerzutu biorą pod uwagę łatwość przekraczania granicy. Na arabskich forach piszą np., że na odcinku nadbużańskim nie ma co próbować, bo oba kraje oddziela trudna do pokonania rzeka.
W rozwiązaniu kryzysu nie zaszkodziłoby obniżenie temperatury debaty politycznej, znacznie wyższej w Polsce niż na Litwie. Rządzącym mogłyby pomóc wnioski z sondażu United Surveys dla DGP i RMF FM, według którego większość z nas wcale nie żąda bezwarunkowego zakazu przyjmowania migrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę. Opozycji – popularność, jaką zdobywają w białoruskiej i rosyjskiej propagandzie bohaterowie co bardziej widowiskowych akcji nadgranicznych, podejmowanych – w co wierzę – z dobrych intencji, ale bez refleksji nad szerszymi skutkami. Ten akapit to jednak raczej rzut grochem o ścianę, bo nie wpisuje się w logikę wojenną, zgodnie z którą – niczym podczas jazdy na rowerze – sens ma tylko to, co ją napędza i eskaluje. Ku szkodzie nas wszystkich.