Rozmowy zakończyły się fiaskiem. Amerykanie z dystansem recenzowali komentarze izraelskich polityków pod adresem Polski, uznając je za balansujące na granic mowy nienawiści – przekonują rozmówcy DGP. Dodatkowo ofensywa talibów nie sprzyjała naciskom szefa MSZ Izraela. Waszyngton w gronie państw, które brały udział w operacji w Afganistanie, szuka chętnych do przyjęcia cywilów współpracujących w przeszłości z Amerykanami. Wśród krajów, które mogłyby ich przyjąć, jest Polska.

W Warszawie panuje również przekonanie, że w sporze z Jerozolimą o wiele więcej do stracenia ma Izrael. Do tej pory Polska prowadziła politykę bliskowschodnią, która nie należała do europejskiego mainstreamu. W 2019 r. w Warszawie zorganizowano wymierzoną w Iran konferencję bliskowschodnią mimo, że UE popierała porozumienie atomowe z Teheranem. Polska nie była również na pierwszej linii wśród krytyków Izraela za jego politykę wobec Palestyny. Na przykład w kwestii naruszeń praw człowieka w Gazie i Autonomii Palestyńskiej czy w 2018 r. w kwestii ustawy o Izraelu jako państwie narodowym narodu żydowskiego. Regulację tę popierał obecny premier, a wówczas minister edukacji i diaspory Naftali Bennett. Tamar Zandberg z lewicowej partii Merec porównała ją do apartheidu – systemu segregacji rasowej obowiązującego podczas rządów białych w Afryce Południowej. Ostro krytykowała ją również Komisja Europejska. Mimo gorącej dyskusji w UE Polska nie zajmowała stanowiska w tej sprawie.